
Wraca sprawa drona, który znalazł się w pobliżu bazy antyrakietowej w Redzikowie na Pomorzu. Z ustaleń Onetu wynika, że wojsko nie zestrzeliło bezzałogowca, a zamiast tego oficer dyżurna jednostki zadzwoniła pod numer alarmowy 112. Do sprawy odniosło się Ministerstwo Obrony Narodowej. Były szef BBN Jacek Siewiera ocenił z kolei, że decyzja wojskowych była prawidłowa.
W poniedziałek 21 września Onet podał, że "w pobliżu amerykańskiej bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie wykryto nieuprawniony bezzałogowy statek powietrzny". Do incydentu doszło kilka dni temu, 15 września. Baza na Pomorzu jest jedną z najważniejszych w Polsce, ponieważ chroni element amerykańskiej tarczy przeciwrakietowej – oficjalnie otworzono bazę w Redzikowie w listopadzie 2024 roku.
Jednostka ma strategiczne znaczenie nie tylko dla naszego kraju, ale również dla całego Sojuszu Północnoatlantyckiego – w czasach, gdy według komentatorów Rosja testuje NATO. Choć instalacje w bazie są ochraniane przez amerykańskich żołnierzy, główną odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo wzięła na siebie Polska i powstał nawet specjalny pododdział do ochrony bazy.
Dron nad bazą USA w Redzikowie. Wojsko zadzwoniło pod 112, MON reaguje
Z ustaleń Onetu wynika, że zamiast neutralizacji lub zestrzelenia drona polskie wojsko uruchomiło inne procedury, a oficer dyżurna z jednostki zadzwoniła m.in. na numer alarmowy 112. Na komentarze nie trzeba było długo czekać. "Dzisiaj nad bazą w Redzikowie latał nieuprawniony dron. Mamy tam cały batalion ochrony. 800 żołnierzy. Ich jedynym zadaniem jest ochrona tej bazy. Gdy wleciał dron, oficer dyżurny zadzwonił na 112. Utrzymujemy 800 żołnierzy, a oni dzwonią na policję. Nasze państwo to mem" – napisał 21 września na X Sławomir Mentzen.
Na wpis współlidera Konfederacji zareagował poseł KO Patryk Jaskulski. "Panie Mentzen, incydent był 15 września, a nie dzisiaj. Dron wykryto ok. 500 metrów od bazy, ustalono miejsce działania operatora i powiadomiono służby. Telefon na 112 był elementem procedury, a nie 'całą obroną Redzikowa'. Pan dezinformuje. Czy Pan wie, że Pan się wygłupia?" – stwierdził.
O sprawie zrobiło się głośno – wróciło też pytanie o wykrywanie bezzałogowców, choć niedawno firma Asseco pokazała polski antydron – a we wtorek rano zareagowało Ministerstwo Obrony Narodowej. "W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami na temat rzekomego przebywania drona nad bazą amerykańską w Polsce informujemy, że wykryty ok. km od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy i był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej. Dron nie operował nad bazą, ale jego lot odbywał się z naruszeniem strefy, w której obowiązuje zakaz lotów bezzałogowych statków powietrznych" – czytamy w komunikacie resortu na X.
I dalej: "Dron został wykryty, zidentyfikowano również miejsce, z którego operował operator drona. Zgodnie z obowiązującymi w Siłach Zbrojnych RP procedurami o zdarzeniu zostały poinformowane instytucje i służby, w tym policja. Obserwacja obiektu odbywała się pod pełną kontrolą, dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie".
Zobacz także
Były szef BBN: reakcja wojska była prawidłowa
Głos w sprawie zabrał też Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za czasów prezydentury Andrzeja Dudy. "W Redzikowie wezwano policję, zamiast strzelać do drona. Prawidłowo! Zacznijmy raczej mówić o tym jak ważne zadania dziś realizuje Policja i dajmy im narzędzia" – zauważył podpułkownik Wojska Polskiego.
Jak dodał, "jeśli cywilny BSP naruszył strefę zakazu lotów w pobliżu bazy, a nie był środkiem bojowym, to podstawą jest ustalenie operatora". "Po co wykonuje lot? Jakiego jest pochodzenia? Skąd pozyskał drona? Z kim ustalał ten lot? Czy jest więcej takich lotów? W tym wypadku sprawca został wykryty, zlokalizowano miejsce działania operatora i uruchomiono służby" – napisał Siewiera.
"Drony cywilne wysyłają swoją pozycję i pozycję operatora przez radio. W całym ID jest możliwość identyfikacji. Zestrzelenie (o ile możliwe) daje tylko utratę najważniejszego inf: kto, skąd i po co nią sterował. Trzeba mieć zdolności do wykrycia i strącenia drona, ale nie warto używać wojskowego sprzętu, by pozbawić się wiedzy" – czytamy w dalszej części.
"Nie chodzi o to, żeby do wszystkiego strzelać. Chodzi o to, żeby wszystko istotne wykryć i zareagować. Na pierwszej linii w tym wypadku jest policja i SG. Kto widzi, ten decyduje" – zakończył swój wpis były szef BBN.






