
Sześć godzin dyskusji, ponad pół setki pytań i... pat w głosowaniu komisji. Jakub Wiech, czołowy polski publicysta energetyczny, nie uzyskał stopnia doktora na Uniwersytecie Warszawskim. Wiech uznaje wynik za niezrozumiały i zapowiada, że nie zamierza się odwoływać.
Trzy pozytywne recenzje, przejście przez Jednolity System Antyplagiatowy i obrona, na którą przyszły tłumy. Dlaczego komisja doktorska UW wstrzymała się od jednoznacznego poparcia pracy Wiecha? Sprawdzamy stanowiska obu stron gorącego sporu.
3 za, 3 przeciw, 4 wstrzymujące. Ekspert od energii poległ na własnej obronie
To miało być zwieńczenie wieloletniej pracy naukowej i publicystycznej. W poniedziałek, 21 września 2026 roku, na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się obrona rozprawy doktorskiej Jakuba Wiecha – znanego eksperta, twórcy podcastu "Elektryfikacja" i byłego redaktora naczelnego Energetyka24.
Praca zatytułowana "Wpływ instytucji i prawa Unii Europejskiej na bezpieczeństwo rynku gazu ziemnego w Polsce w latach 2004–2019" przyciągnęła jednak uwagę daleko wykraczającą poza mury uczelni. Wiech jest wrogiem publicznym osób negujących zmiany klimatyczne i propagujących spalanie węgla jako panaceum na energetyczne bolączki Polski i świata.
Finał trwającej sześć godzin obrony okazał się jednak porażką autora: komisja doktorska w głosowaniu nie opowiedziała się za nadaniem mu stopnia doktora.
Burza przed obroną. Zarzuty o plagiat i błędne założenia
Jeszcze przed poniedziałkowym wydarzeniem wokół doktoratu Wiecha wybuchła spora kontrowersja. Tomasz Swaczyna z Instytutu Analiz i Ekspertyz Gospodarczych opublikował w sieci analizę, w której zarzucił autorowi szereg błędów merytorycznych, w tym wadliwość podstawowego założenia i modelu badawczego.
Najcięższy zarzut dotyczył jednak rzetelności tekstu: zdaniem Swaczyny jeden z podrozdziałów doktoratu był w zasadzie przetłumaczonym raportem organizacji CEE Bankwatch Network sprzed trzech lat.
Ten scenariusz budzi jednoznaczne skojarzenia. Gdy Jacek Bartosiak stracił tytuł doktora, kluczowym zarzutem również było przejęcie bez odpowiedniego oznaczenia treści z raportu zagranicznego think tanku – choć w tamtym przypadku decyzja zapadła dopiero lata po obronie.
Jakub Wiech odrzucał zarzuty o brak samodzielności tekstu, podkreślając, że nie korzystał z AI ani z cudzych treści w sposób niedozwolony, a praca pomyślnie przeszła weryfikację w Jednolitym Systemie Antyplagiatowym (JSA) i uzyskała trzy pozytywne recenzje. Tyle że – jak ripostował Swaczyna – JSA nie wykrywa tłumaczeń z języka angielskiego na polski, co jest powszechnie znanym ograniczeniem tego narzędzia.
Problem weryfikacji samodzielności dotyczy zresztą całego systemu edukacji, nie tylko doktoratów. Eksperci przekonują, że szkoły nie są bezradne wobec AI, a 3 sposoby na weryfikację samodzielności opierają się na tym samym, co obrona ustna – rozmowie, która pokazuje, czy autor rzeczywiście panuje nad materiałem.
Tropienie nierzetelności naukowej przez lata spoczywało na barkach nielicznych pasjonatów. Najbardziej znanym z nich jest Marek Wroński, łowca plagiatów, który od kilkunastu lat opisuje przypadki kopiowania prac na polskich uczelniach.
Sześć godzin, 50 pytań i publiczny spektakl
Obrona na Uniwersytecie Warszawskim przekształciła się w wielogodzinny maraton (zwykle obrona trwa ok. 2 godzin). Wiech musiał zmierzyć się z około 50 pytaniami, z czego zaledwie 15 zadała komisja, a resztę – zgromadzona publiczność. Wiech mierzył się z pytaniami zarówno merytorycznymi (o zasady jednomyślności w UE), wysłuchiwał politycznych monologów o polskim węglu czy podważania ocieplenia klimatu.
Relacjonował, że pewien mężczyzna tweetujący z konta "anna_ak", podawał zmieniony przebieg obrony i zostawiał podobizny Wiecha w wydziałowej toalecie.
– Odpowiedziałem na wszystkie stawiane pytania. Odpowiedziałem też – zgodnie ze wcześniejszą deklaracją – na wszystkie przedstawione mi medialnie zarzuty. Zrobiłem to dopiero teraz, na obronie, bo uznałem, że to jest właściwe forum na taką dyskusję – komentował po wszystkim Wiech w serwisie X.
Wynik głosowania. Cztery głosy, które przeważyły
Mimo że recenzenci nie wycofali swoich pozytywnych opinii, a praca została dopuszczona do obrony, głosowanie członków komisji zakończyło się patem: 3 głosy za, 3 przeciw, 4 wstrzymujące się.
Aby uchwała o nadaniu stopnia doktora przeszła, wymagana jest bezwzględna większość głosów za (czyli głosy "za" muszą przeważać nad sumą głosów "przeciw" i "wstrzymujących się"). Wynik 3-3-4 oznaczał formalny brak rekomendacji do nadania tytułu.
Zobacz także
Doktoraty osób publicznych pod lupą
Doktoraty rozpoznawalnych postaci zawsze budzą dodatkowe emocje. Przed laty środowisko akademickie komentowało, że doktorat Patryka Jakiego to ściema: zdaniem doktorów, którzy zwracali uwagę na wyjątkowo szybkie tempo przewodu. Różnica jest jednak zasadnicza: tam dyskutowano o zbyt łagodnej procedurze, tu komisja okazała się wyjątkowo wymagająca.
Szerszy kontekst to pytanie o jakość całego systemu nadawania stopni i dyplomów. Wystarczy przypomnieć, że Collegium Humanum znowu ma kłopoty – tym razem z UOKiK – po aferze z ekspresowym przyznawaniem dyplomów MBA.
Brak odwołania i co dalej?
Jakub Wiech zadeklarował, że nie zamierza odwoływać się od decyzji komisji ani składać skarg do Rady Doskonałości Naukowej.
– Głównie dlatego, że taki rezultat głosowania komisji uznaję za niezrozumiały. Zrozumiałbym, gdyby głosowanie wyglądało np.: 9 przeciw, 1 za, czy nawet gdyby po prostu większość komisji zagłosowała jednoznacznie "przeciw". [...] Ale w tym układzie, kiedy największa grupa członków komisji po prostu wstrzymała się od głosu, sprawa jest dla mnie po prostu niezrozumiała – napisał publicysta.
Proceduralnie sprawa nie jest jednak całkowicie zamknięta. Tomasz Swaczyna zapowiedział złożenie wniosku w trybie dostępu do informacji publicznej o ujawnienie, jak głosowali poszczególni członkowie komisji. Przypomniał również, że sama uchwała komisji doktorskiej nie kończy automatycznie sprawy z prawnego punktu widzenia – to Rada Dyscypliny Naukowej UW musi formalnie przegłosować i wydać decyzję o odmowie nadania stopnia, od której dopiero wtedy przysługują kroki odwoławcze.
Sprawa obrony Jakuba Wiecha stanie się zapewne na długo przedmiotem dyskusji o granicach kompilacji materiałów źródłowych, roli społecznych ekspertów w akademii oraz jakości wewnętrznych procedur recenzyjnych na polskich uczelniach.






