
Rachunki za prąd dla osób, które na co dzień nie pracują w elektrowni, to najczęściej kompletna czarna magia. Niedługo to się jednak zmieni, a dokumenty staną się znacznie prostsze. Nie oznacza to niestety, że finalnie zapłacimy mniej za energię.
Ustawa z 11 czerwca 2026 roku o zmianie niektórych ustaw w celu dokonania deregulacji w zakresie energetyki wprowadza wiele zmian w branży. Jej głównym celem jest uproszczenie przepisów i dostosowanie ich do potrzeb obywateli.
Dokument, który 2 lipca podpisał prezydent Karol Nawrocki, reguluje wiele kwestii, ale z perspektywy zwykłego odbiorcy największą rewolucją będzie zupełnie nowe podejście do rozliczeń.
Nowe rachunki za prąd. Rząd ominął prawo fiskalne
Prawo podatkowe narzuca sztywne ramy tego, jak musi wyglądać oficjalny dokument sprzedaży. Zmiana samej struktury faktury była praktycznie niemożliwa ze względu na przepisy fiskalne i ustawę o VAT. Rządowy Zespół ds. Deregulacji postanowili więc rozwiązać ten problem z zupełnie innej strony.
Zamiast modyfikować prawo, nałożono na przedsiębiorstwa energetyczne obowiązek przygotowania dodatkowego streszczenia. Rządowe uzasadnienie wyjaśnia, że dzięki temu każdy odbiorca od razu dowie się, z czego wynika ostateczna kwota, bez gubienia się w tabelkach.
Zobacz także
"Istnieje zatem potrzeba dokonania odpowiedniego podsumowania rachunku, na którym widoczne byłyby tylko najważniejsze składniki kosztowe, na podstawie których w czytelny sposób każdy odbiorca energii elektrycznej w gospodarstwie domowym będzie wiedział, ile wynosi koszt obrotu energią elektryczną, koszt jej dystrybucji oraz łączna kwota do zapłaty" – podkreślono w dokumencie.
"Podsumowanie nie stanowi integralnej części faktury ani nie jest załącznikiem do faktury w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług" – czytamy z kolei w samej ustawie.
Znikną zawiłe opłaty stałe. Co dokładnie pokaże nowy dokument?
Dzisiaj pierwsza strona rozliczenia przypomina rozbudowaną tabelkę w Excelu. Widzimy tam rozbicie na opłaty sieciowe, stałe, zmienne czy jakościowe, a każda pozycja podzielona jest na netto i brutto.
Przeciętny konsument nic z tego nie rozumie. Nic dziwnego, że dostawcy prądu stosują cwany trik, a klienci orientują się dopiero po fakcie. Rząd wskazuje, że zniechęca to nas do poszukiwania lepszych ofert. Zgodnie z uchwalonym prawem sprzedawcy energii elektrycznej dołączą do faktury prostą kartę napisaną językiem niespecjalistycznym.
Warto jednak podkreślić: z samej faktury nic nie zniknie, ponieważ przepisy podatkowe wymagają zachowania pełnej księgowości. Rewolucja polega na tym, że na osobnym podsumowaniu dołączonym do rachunku nie będą nas już bić w oczy wszystkie zawiłe opłaty rozbite na drobne. Znajdą się tam tylko najważniejsze rzeczy:
QUIZ: Nie zawsze było kolorowo, ale co to były za czasy! Ciekawe, ile pamiętasz z lat 90.?
1 / 20 Kto był prezydentem Polski 1 stycznia 1990 roku?
Cyfrowa korespondencja. Zmiany dopiero w 2027 roku
Poza czytelnym zestawieniem kosztów rachunki będą też cyfrowe. Domyślną formą kontaktu z operatorem stanie się komunikacja elektroniczna. Jeśli klient będzie wolał otrzymywać tradycyjne listy, będzie zmuszony zgłosić to dostawcy.
Kolejną zmianą jest sztywny termin dla firm energetycznych. Nowy licznik lub inny układ pomiarowy musi zostać zamontowany u klienta w maksymalnie 21 dni od momentu, gdy dostawca dostanie informację o zawarciu nowej umowy.
Sektor energetyczny musi mieć czas na dostosowanie się do nowych przepisów, stąd musimy uzbroić się w cierpliwość. Ustawa wchodzi w życie 14 dni od ogłoszenia (czyli 21 lipca), ale przepisy wymuszające e-komunikację i uproszczone rachunki zaczną obowiązywać dopiero 30 czerwca 2027 roku.






