Samochody wojskowe i policjanci patrolujący teren obok stacji Starlink pod Warszawą
Droga obok stacji Starlinków jest zablokowana. Teren patroluje policja Fot. TVP / YouTube

Śledztwo w sprawie pożaru na terenie stacji naziemnej Starlink w Woli Krobowskiej pod Grójcem przejmuje Prokuratura Krajowa. Jak podaje RMF FM, śledczy skłaniają się do wersji, że do podpalenia mogło dojść na zlecenie Rosji. Na miejscu zabezpieczono już m.in. butelkę z łatwopalną substancją i nagrania z monitoringu.

REKLAMA

W środę wieczorem, tuż po godzinie 21, w Woli Krobowskiej zapłonęła obudowa skrzynki zasilającej przy naziemnej stacji bazowej Starlink. Na miejscu pracowały trzy zastępy straży pożarnej, ogień ugaszono jednym prądem wody, a nikt nie został poszkodowany.

Od samego początku będący na miejscu strażacy mówili o celowym podpaleniu. W piątek, dwa dni po pożarze, sprawą oficjalnie zajmie się mazowiecki wydział Prokuratury Krajowej w Warszawie. To utwierdza w przekonaniu, że prawdopodobnie była to robota dywersantów na zlecenie Rosji.

Prokuratura Krajowa przejmuje śledztwo ws. pożaru stacji Starlink na Mazowszu

Śledztwo było wszczęte pierwotnie przez Prokuraturę Rejonową w Grójcu. Jeszcze w środę Aneta Góźdź, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu, zapowiadała, że sprawa może zostać przejęta przez prokuraturę wyższego szczebla ze względu na jej wagę. Zajmie się nią mazowiecki wydział Prokuratury Krajowej, który ma największe doświadczenie w sprawach dotyczących dywersji, sabotażu i szpiegostwa.

– Według wstępnych ustaleń doszło do uszkodzenia infrastruktury telekomunikacyjnej, stacji bazowej łączności satelitarnej. Nie wykluczamy działań o charakterze sabotażowym. W tym kierunku będzie prowadzone śledztwo – powiedziała Góźdź.

W czwartek śledczy zabezpieczali ślady na terenie stacji. Jak nieoficjalnie ustalił reporter RMF FM Krzysztof Zasada, znaleźli tam m.in. butelkę z substancją, która mogła posłużyć do wywołania pożaru. Zabezpieczono też rejestrator kamer monitoringu, a analizie poddawane są dane lokalizacyjne telefonii komórkowej z okolic stacji.

MON i MSWiA o możliwym sabotażu. "Musimy budować odporność"

Przedstawiciele rządu nie starają się lukrować rzeczywistości. Wiceszef MON Cezary Tomczyk, w rozmowie z reporterem RMF FM Michałem Dobrołowiczem, mówił o pożarze w kontekście szerszej strategii Rosji wobec Polski.

– Wszędzie tam, gdzie pojawiają się dziwne podpalenia, powinniśmy bazowo zakładać, że mamy do czynienia z możliwym sabotażem albo dywersją. Musimy budować odporność. Rosja używa metod dość prostych, dokonują podpaleń, aktów sabotażu. Powodują rozedrganie społeczne w całej Europie – powiedział Tomczyk.

– Mamy do czynienia z podpaleniem, które miało mieć wpływ na infrastrukturę krytyczną oraz infrastrukturę wpływającą na to, czy działa internet – mówił w TVN24 wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, wskazując, że to metoda, jaką posługują się rosyjskie służby planujące sabotaże w Polsce. Dodał, że wyłączenie takiej stacji oznaczałoby przerwy w internecie, a co za tym idzie także zakłócenia w działaniu np. bankomatów.

Podobne podejrzenia towarzyszyły niedawno sabotażowi na torach kolejowych w Jedlance, ale tam prokuratura wykluczyła wątek dywersji. MSWiA zaleca teraz dodatkowe środki ochrony w miejscach kluczowych dla łączności.

Wiceszef resortu Wiesław Leśniakiewicz mówił, że obiekty takie jak stacja w Woli Krobowskiej potrzebują realnej ochrony fizycznej. – Trzeba myśleć o ochronie fizycznej. Musi być firma ochroniarska, jeśli to jest taka infrastruktura, która decyduje o komunikacji – wyjaśniał Leśniakiewicz.

O rosnącym ryzyku ataków na polską infrastrukturę krytyczną eksperci ostrzegają od miesięcy, podobne ostrzeżenia padały też w rozmowie z szefem NASK o cyberatakach na polskie systemy, a premier Donald Tusk już wcześniej mówił o nadchodzących krytycznych miesiącach dla bezpieczeństwa regionu.

Oświadczenie Exatel. Sieć i usługi bez zakłóceń

Spółka Exatel, która dzierżawi grunt pod stacją i poddzierżawia go dalej, w oświadczeniu zaznaczyła, że "nie posiada własnej infrastruktury naziemnej ani satelitarnej na tym terenie".

"Żadna infrastruktura Exatel w wyniku tych działań nie została zniszczona, a zaistniałe zdarzenie nie miało wpływu na bieżące funkcjonowanie usług i bezpieczeństwo sieci Exatel" – przekazała spółka.

Stacja Starlink sąsiaduje z jednostką wojskową

Stacja w Woli Krobowskiej to naziemna brama systemu Starlink, łącząca satelity z internetem. Razem z bliźniaczą instalacją pod Kownem na Litwie obsługuje użytkowników Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Ukrainę.

Na ogrodzonym blaszanym płotem terenie stoi kilkanaście białych anten w kształcie kul o średnicy około dwóch metrów. Kilkaset metrów dalej działa wojskowe Centrum Rozpoznania i Wsparcia Walki Radioelektronicznej. To jeszcze bardziej podsyca podejrzenia o celowe działanie wymierzone w polską infrastrukturę.

To raczej nie była awaria. Siemoniak: "celowe działanie"

W piątek na antenie TVN24 do sprawy odniósł się też Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych.

– Mając informacje ze służb, mogę powiedzieć, że z wysokim prawdopodobieństwem uważamy to za celowe podpalenie. Wszystkie wątki, że to była jakaś awaria elektryczna, raczej są nieprawdopodobne. To było celowe działanie – powiedział Siemoniak, zastrzegając, że do stwierdzenia, czy stało się to na zlecenie rosyjskich służb, potrzeba jeszcze dowodów.

Jego zdaniem kolejne podejrzane zdarzenia, od pożarów składów po katastrofę hali Marywilskiej, wpisują się w serię incydentów wymierzonych w polską infrastrukturę. Stacja Starlink akurat mocno przeszkadza rosyjskim służbom, bo daje Ukrainie możliwość normalnego działania w warunkach wojennych.