Oto scenariusz po ataku na państwa NATO. Generał wskazał trzy cele w Rosji
Oto scenariusz po ataku na państwa NATO. Generał wskazał trzy cele w Rosji Fot. Gints Ivuskans / shutterstock

W przypadku inwazji Rosji na państwa NATO rysuje się jeden kluczowy scenariusz, o którym mówi były dowódca wojsk USA w Europie gen. Ben Hodges. Wskazuje m.in. na Królewiec, ale także dwa inne ważne cele na rosyjskim terytorium.

REKLAMA

– Królewiec jest dla Rosji bardziej obciążeniem niż atutem. Nie wątpię, że w przypadku wojny z NATO straciliby go od razu – przekonuje w rozmowie z "Faktem" gen. Ben Hodges. Doświadczony wojskowy podkreśla, że taki plan jest w zasięgu możliwości NATO i byłby to element pewnego scenariusza.

Gen. Ben Hodges: Królewiec, Petersburg i Murmańsk byłyby celami NATO

– To samo dotyczy rosyjskiego portu morskiego w okolicach Petersburga i bazy okrętów podwodnych w pobliżu Murmańska. Wszystkie te miejsca byłyby natychmiastowymi celami i powinny nimi być – tłumaczy były dowódca wojsk USA w Europie.

Jednocześnie mówi, że przesadne reakcje na wszystkie ruchy Rosji też nie są wskazane. – Oni tego właśnie od nas chcą, żeby ludzie się bali. Musimy być bardzo stanowczy i robić to, co robiliśmy przez 40 lat zimnej wojny: prowadzić ćwiczenia, utrzymywać odpowiednią liczebność wojsk i mieć wysoki poziom gotowości. Jestem głęboko przekonany, że państwa robią to, co do nich należy. Jedyny wyjątek dotyczy obrony powietrznej i przeciwrakietowej. Bardzo się o to martwię – nie ukrywa gen. Hodges.

Rozmówca "Faktu" sugeruje, że jedyną rzeczą, która powstrzyma Władimira Putina, jest wyciągnięcie wobec niego konsekwencji przez Europę. – Kreml odczuje ból, tracąc "flotę cieni" i dostęp do zachodnich pieniędzy. Wtedy zobaczy, że bez względu na to, co zrobi, Europa pozostaje zjednoczona i bez żadnych pęknięć – stwierdza.

Narwa w Estonii – możliwy cel Rosji i test dla NATO

Dodajmy, że w związku z groźbami Rosji wobec NATO jako jeden z możliwych celów żołnierzy Putina wymieniana jest Estonia. Rosja nie musiałaby wysyłać na Estonię kolumn czołgów, by postawić NATO przed jednym z najtrudniejszych testów w historii Sojuszu. Wystarczyłaby niewielka prowokacja w Narwie, kilku ludzi udających lokalnych separatystów i narracja o "obronie rosyjskiej ludności". Właśnie taki scenariusz analizują eksperci, a Estonia już teraz szykuje odpowiedź, o czym więcej pisaliśmy w naTemat.

Siergiej Ławrow ostatnio straszył Zachód, że Rosja nasili metody "niszczenia wszystkiego, co zasila machinę wojenną Kijowa". Co te słowa szefa rosyjskiego MSZ mogą oznaczać dla Polski? Ekspert od spraw bezpieczeństwa przyznaje, że "możemy się spodziewać wzmożenia akcji dezinformacyjnych" i wspomina o ich "groźnych skutkach".

– Gdybyśmy teraz nagle zatrzymali się na linii frontu, w istocie pozwolilibyśmy na zniweczenie wyczynu naszych dziadków i pradziadków, którzy pokonali nazizm. Nie można tego nawet rozważać. I nie chodzi tu tylko o to, że komuś dzisiaj żyje się wygodnie – u nas ludzie cierpią, ludzie giną – chodzi o naszą odpowiedzialność za tysiącletnią historię państwa rosyjskiego – mówił Siergiej Ławrow w wywiadzie dla rosyjskiej propagandowej Wszechrosyjskiej Państwowej Kompanii Telewizyjnej i Radiowej (WGTRK), który cytuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji.

– Znacznie zaostrzymy nasze własne metody, aby zniszczyć wszystko, co z Zachodu zasila machinę wojenną Kijowa. I już to robimy. Oni już zaczynają jęczeć. Nieprzypadkowo coraz więcej głosów z różnych zakątków naszej wspólnej przestrzeni wzywa do natychmiastowego zaprzestania działań. Tak się nie stanie. Trzeba się zatrzymać wtedy, gdy pojawi się długoterminowe, niezawodne i trwałe porozumienie – stwierdził Ławrow.