
Rosja nie musiałaby wysyłać na Estonię kolumn czołgów, by postawić NATO przed jednym z najtrudniejszych testów w historii Sojuszu. Wystarczyłaby niewielka prowokacja w Narwie, kilku ludzi udających lokalnych separatystów i narracja o "obronie rosyjskiej ludności". Właśnie taki scenariusz analizują eksperci, a Estonia już teraz szykuje odpowiedź.
Wicepremier Radosław Sikorski wskazał niedawno miejsce potencjalnej rosyjskiej eskalacji. Eskalacji, która ma przyjąć formę lokalnego, niespodziewanego uderzenia w formie hybrydowej. O hipotetycznej operacji mówi się już od dłuższego czasu. Wspominał o niej Donald Tusk, donosiły o niej zachodnie media, po tym, gdy niespodziewanie do Moskwy udał się dyrektor CIA John Ratcliffe, wskazują na to też ostatnie działania Kremla, który ostatnio zmienił nieco strategię ataków na Ukrainie.
Wśród regionów, które mogą paść ofiarą hipotetycznej eskalacji, Radosław Sikorski wymienił trzy: Narwę w Estonii, rosyjskojęzyczne miasta na Łotwie i korytarz lądowy pomiędzy Białorusią a Królewcem. Polityk zaznaczył jednak, że tak naprawdę nie jest wiadome, gdzie faktycznie dojdzie do eskalacji.
Wokół Narwy wiele się ostatnio dzieje
Działania Rosji w Narwie są o tyle prawdopodobne, że samo miasto jest silnie wysunięte na wschód, a ludność, która w nim mieszka, w nawet 90 proc. posługuje się językiem rosyjskim. Narwa jest trzecim co do wielkości miastem w Estonii. Została całkowicie zniszczona w 1944 roku. Po wojnie zamiast rdzennej ludności przybyli na jej teren osadnicy z ZSRR. Od Rosji oddzielona jest jedynie "Mostem Przyjaźni".
Rosyjskie FSB samo podjęło niedawno działania w tym regionie: służby zapowiedziały zakaz poruszania się na wodzie na odcinku rzeki Narwa (to od niej wzięła się nazwa miasta), a także zabroniły polowań, przemieszczania się i przebywania w pasie o szerokości pięciu kilometrów wzdłuż granicy.
Działania FSB były ograniczone czasowo, są wiązane z niedawnymi wyborami do Dumy i potencjalną powszechną mobilizacją, a sama Estonia ostatecznie nie interweniowała w tej sprawie na szeroką skalę. Wzmożono ostrożność, sprawie przyglądały się służby, jednak nie podjęto bardziej zaawansowanych działań.
Jak mogłaby wyglądać rosyjska interwencja w Narwie?
Amerykański Institute for the Study of War (ISW) przedstawił 21 września raport opisujący, jak taki atak może wyglądać i jakie mogą być motywacje do jego przeprowadzenia. Wskazane jest w nim, że konwencjonalna eskalacja wobec państwa NATO jest mało prawdopodobna, zwłaszcza biorąc pod uwagę trwającą właśnie pełnoskalową inwazję na terytorium Ukrainy.
Jednocześnie Kreml nie potrzebuje tego typu zabiegu, by osiągnąć swoje polityczne cele. W praktyce wystarczy udowodnienie, że artykuł 5. NATO nie ma mocy. Na tym się jednak nie kończy – operacja w Narwie mogłaby odwrócić uwagę sojuszu od Ukrainy, wsparłaby eurosceptyczne i NATO-sceptyczne partie, które biorą udział w wyborach na terenie całego kontynentu, pogłębiłaby izolację państw bałtyckich od reszty wspólnoty, stworzyłaby nową kartę przetargową w licytacjach z Brukselą (przykładowo: odpuścimy Narwę, ale musicie zgodzić się na nasze żądania ws. Ukrainy i sankcji związanych z agresją), a nawet uzasadniałaby powszechną mobilizację w Rosji.
Institute for the Study of War
"Jak mogłaby wyglądać ograniczona rosyjska inwazja na Estonię: scenariusz narwski"
ISW wskazuje, że predyktorami takiego scenariusza byłaby intensyfikacja oskarżeń pod adresem Estonii o prześladowanie mniejszości rosyjskiej, rozmieszczenie sił dronowych w rejonie Petersburga, aktywacja rosyjskich sieci w Estonii i przygotowanie niewielkiego oddziału lądowego wspieranego z powietrza.
Wszystko rozpoczęłoby się od partyzanckiej operacji "false-flag", w której niewielki oddział rosyjski przejąłby kontrolę nad poszczególnymi obiektami, w tym muzeum i ratuszem, a potem wystąpiłby do Moskwy z prośbą o obronę przed "represjami".
W reakcji Kreml ma zainterweniować – zapowiada ochronę "rosyjskich obywateli", przenosi niewielki oddział przez most na Narwie i sprawnie umacnia pozycje. Jednocześnie w kontekście geopolitycznym cała sprawa jest przedstawiana jako konflikt wewnętrzny, Moskwa apelowałaby o deeskalację, a kampania informacyjna w przekazie władz Rosji wskazywałaby na to, że to Rosjanie zostali zaatakowani, a nie Estończycy.
Warto jednak zaznaczyć, że choć ISW wskazuje, że Narwa jest możliwym punktem zapalnym, scenariusz z nią związany to jedynie model analityczny, a nie gotowa predykcja – do podobnych operacji może dojść w wielu innych miejscach, np. na terytorium Łotwy. Samo ISW jest też bardzo często łączone z przemysłem militarnym i zdarza się, że zarzucana jest mu stronniczość w kwestii oceny zagrożenia.
Estonia ma pełną świadomość zagrożenia i podejmuje działania, by mu zapobiec
Niezależnie od wiarygodności ISW, Tallinn zdaje sobie sprawę z zagrożenia i działa w taki sposób, by mu zapobiec. Jednym z kluczowych problemów jest ograniczona zdolność estońskich służb do obrony regionu. W związku z tym od jakiegoś czasu tamtejsze ministerstwo obrony zabiega o to, by w Narwie powstała baza wojskowa. Z komunikatu estońskiego MON z czerwca 2026 roku wynika, że baza ma nie tylko wzmocnić militarny potencjał kraju, ale również "zwiększyć obecność państwa w mieście".
"Zwiększenie naszej obecności w Narwie jest istotne, ponieważ Estonia bardzo poważnie traktuje obronę swojego terytorium już od pierwszego metra. Stała obecność Sił Zbrojnych wzmacnia bezpieczeństwo i daje lokalnym mieszkańcom poczucie pewności" – mówił Hanno Pevkur (ówczesny minister obrony) późną wiosną tego roku. Polityk dodał też, że baza może ożywić lokalną gospodarkę i przyciągnąć do miasta więcej siły roboczej.
Pomysł budowy bazy w Narwie nabiera zresztą kształtu. Jak podaje państwowy nadawca ERR.ee, pierwsi żołnierze mogą wprowadzić się do kompleksu już na początku przyszłego roku. Kompleks ma docelowo pomieścić nawet do 1000 żołnierzy. To jednak wizja przyszłości – wobec rosnącego zagrożenia pewne działania nastąpią jeszcze wcześniej. Zanim baza stanie się w pełni funkcjonalna, w Narwie powstanie obóz kontenerowy, który pomieści kontyngent składający się ze 150 żołnierzy.
Wygląda też na to, że o potrzebie budowy kompleksu są przekonane także lokalne władze. Rada Miasta Narwa jednogłośnie poparła ten pomysł. ERR.ee wskazuje, że jest to o tyle nietypowe, że radni nie byli w stanie dojść do porozumienia ws. usuwania z przestrzeni publicznej symboli z czasów radzieckich.
Estonia się zbroi, a parasol NATO traktuje ze szczególnym szacunkiem
W projekcie wzmocnienia zdolności obronnych w latach 2026–2029 Estonia planuje inwestowanie średnio 5,3 proc. PKB na zbrojenia rocznie. Warto zaznaczyć, że jest to spektakularny wzrost – przed 2022 rokiem wydatki wynosiły około 2 proc. PKB, a w 2023 roku zwiększono je do co najmniej 3 proc. PKB.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Wzrost wydatków był motywowany "wzrostem zagrożenia militarnego ze strony Federacji Rosyjskiej". Jednocześnie Estonia przekazuje środki na wsparcie Ukrainy (w latach 2025–2027 ma to być co najmniej 0,25 proc. PKB, ale środki te trafiają głównie do estońskiego przemysłu zbrojeniowego) i otrzymuje dodatkowe finansowanie z NATO i UE na obronność.
"Głównym celem wzmocnienia zdolności obronnych jest budowa kompleksowej struktury sił – obejmuje ona rozwój zdolności dowodzenia i kierowania, wsparcia bojowego, szkolenia, wyposażenia, infrastruktury i zasobów kadrowych, a także realizację celów operacyjnych NATO" – czytamy w treści projektu.
W komunikatach strony estońskiej widać, że państwo nie zamierza być strefą buforową, zamierza za to sumiennie wywiązywać się z ustaleń wobec NATO i pracować nad własnym potencjałem militarnym. Pytanie tylko, czy jeśli alarmistyczne wypowiedzi polityków okażą się prawdą, Estonii uda się stworzyć skuteczny system obronny, zanim będzie za późno.






