Marek Kondrat jako Rzecki w filmie "Lalka"
Marek Kondrat zmiażdżył konkurencyjną "Lalkę" Fot. materiały prasowe / Lalka

Tegoroczna jesień upływa pod znakiem "Lalkowego" Barbenheimera. Serial z Tomaszem Schuchardtem i Sandrą Drzymalską bije rekordy popularności na Netfliksie, a już w środę do kin wejdzie film z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską. Marek Kondrat, który w filmowej "Lalce" wciela się w Ignacego Rzeckiego, nieoczekiwanie postanowił publicznie skrytykować konkurencję. Jest wybitnym aktorem, ale po tej wypowiedzi czuję niesmak.

REKLAMA

Serial "Lalka" dzieli Polaków. Za kamerą stanął Paweł Maślona, twórca wychwalanego "Kosa". Wraz z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz napisał scenariusz na podstawie wydanej w 1890 roku powieści Bolesława Prusa, choć potraktował perłę polskiej literatury współcześnie i bardzo luźno. Jak podsumowała to Zuzanna Tomaszewicz w swojej recenzji: produkcja "depcze lekturę, ale robi to po mistrzowsku".

Marek Kondrat krytykuje "Lalkę" Netfliksa. Sam gra Rzeckiego w filmie z Dorocińskim

Sądząc po komentarzach w sieci wielu widzów przekonało sie do serialu Netfliksa dopiero po dwóch, trzech odcinkach. Jednak Marek Kondrat nie dał mu szansy. Wybitny polski aktor, który po 16 lat powraca na ekrany w filmie "Lalka" Macieja Kawalskiego, dosadnie podsumował konkurencyjną produkcję.

– Obejrzałem pierwszy odcinek i to wszystko, co mogę zrobić dla tego serialu. Intelektualnie nie wytrzymuje próby zestawienia go z oryginałem Prusa – powiedział w rozmowie z "Polityką".

– Nie chcę przez to powiedzieć, że nasza "Lalka" przedstawi cały zamysł powieści, ale go nie zniekształci. Pytania o tzw. wolność twórczą wydają mi się bezzasadne. Niech każdy sam sobie odpowie, kto tu jest twórcą, a kto wolnym twórcą. Ja trzymam się zasady traktowania widza na swoim poziomie. To wydaje mi się uczciwe – przyznał aktor.

Co więc dokładnie Kondrat zarzuca "Lalce"? Jego zdaniem serial spłycił powieść Prusa, choć – co ciekawe – podobny zarzut można postawić kinowej wersji opowieści o Wokulskim i Łęckiej. Jak pisaliśmy w naszej recenzji filmu, w którym aktor wciela się w Rzeckiego, w adaptacji Kawalskiego zabrakło mocnego i celnego komentarza społecznego, tak ważnego w książce. Twórcy skupili się bowiem przede wszystkim na miłości Wokulskiego do Łęckiej, a także na (imponującej) wizualnej stronie produkcji.

"To kino udane i widowiskowe, ale niestety nie wybitne. Budżet i genialna obsada to nie wszystko. Potrzebny jest jeszcze pomysł, który wychodzi poza samą powieść. I wcale nie chodzi o to, żeby przerabiać ją na współczesną modłę, wzorem "Lalki" Netfliksa. Zupełnie nie. Film może być nawet najwierniejszą ekranizacją, ale musi mieć duszę. Musi mieć coś więcej niż bycie ładnym, przyzwoitym i porządnym. Musi coś mówić" – oceniliśmy po pokazie prasowym.

Dalsza część artykułu poniżej.

"Lalka" nie musi być kserokopią. Ale gdzie jest granica?

Choć można oczywiście polemizować, czy serial Netfliksa faktycznie oferuje widzowi coś więcej niż popkulturową rozrywkę, warto dać szansę ocenić to widzom, którzy ruszą do kin, by porównać obie produkcje. Warto jednak pamiętać, że reżyser Paweł Maślona świadomie nie chciał robić kolejnej "Lalki" będącej wierną kopią książki czy wcześniejszych ekranizacji.

Skoro mamy już (kontrowersyjny przed laty) film Hasa i kultowy serial z lat 70., postanowił potraktować powieść Prusa jako punkt wyjścia do własnej historii. Chodziło nie tylko o uwspółcześnienie klasyki, ale też o wejście z nią w dialog i przyjrzenie się na nowo narodowym mitom i przywarom. Ma to zresztą dodatkowy sens w kontekście nadchodzącej adaptacji Kawalskiego – klasycznej, wiernej Prusowi i bardziej "szkolnej". Po co byłyby nam dwie podobne ekranizacje?

Kondrat patrzy na adaptację z zupełnie innej perspektywy. Według niego twórca może oczywiście skracać i zmieniać książkę, bo film czy serial rządzą się własnymi prawami – filmowa "Lalka" również jest przecież skrócona i zmodyfikowana – ale istnieje granica, której nie powinien przekraczać. Jeśli zmienia się sens historii, bohaterów i jej najważniejsze przesłanie, trudno już mówić o swobodnym przekładzie. Jego zdaniem scenarzyści "Lalki" Netfliksa poszli więc za daleko w swojej interpretacji i "zniekształcili" oryginał.

Kto ma rację? To odwieczny spór między "starą" a "nową" szkołą ekranizacji powieści, dlatego trudno mówić tu o jednej słusznej odpowiedzi. To, co nie budzi jednak większych wątpliwości, to fakt, że każdy może autorsko zinterpretować dane dzieło – zwłaszcza takie, które znajduje się w domenie publicznej. Przerabianie historii na nowo jest przecież dowodem na jej ponadczasowość, a nie bezczeszczeniem sacrum.

Marek Kondrat ma oczywiście święte prawo do własnego zdania, ale… czy naprawdę musiał się nim dzielić? Publiczna krytyka konkurencyjnego serialu, kiedy samemu jest się gwiazdą filmu, zwyczajnie nie jest w najlepszym tonie i wcale nie służy PR-owi. Zwłaszcza że twórcy i aktorzy obu produkcji albo milczą, albo podkreślają, że dwie "Lalki" w jednym roku to triumf Prusa i gratka dla widza. Wyszło po prostu nieelegancko.