Stanisław Wokulski i Izabela Łęcka
"Lalka" z 1969 roku też doprowadziła do awantury Fot. Kadr z "Lalki" Wojciecha Jerzego Hasa

Zanim "Lalka" Netfliksa podzieliła Polaków, dokładnie 58 lat temu zrobił to Wojciech Jerzy Has. Jego kinowa adaptacja z 1968 roku z Mariuszem Dmochowskim i Beatą Tyszkiewicz wywołała ogromną awanturę. Krytycy zarzucali Hasowi zdradę powieści Bolesława Prusa, a filmowi dostało się m.in. za "romans w rupieciarni", "zbyt ciężkiego" Wokulskiego i... siną taśmę.

REKLAMA

Pierwszą kinową "Lalkę" nakręcił Wojciech Jerzy Has, a w rolach Wokulskiego i Izabeli Łęckiej obsadził Mariusza Dmochowskiego i Beatę Tyszkiewicz. Tyle że nie dostał za to braw od miłośników Bolesława Prusa, tak samo jak współczesny serial Pawła Maślony, który jest autorską interpretacją i "wariacją na temat".

Has, reżyser "Jak być kochaną" i "Rękopisu znalezionego w Saragossie", który regularnie adaptował opowiadania i powieści, miał swój bardzo charakterystyczny styl – poetycki, oniryczny, surrealistyczny – i nie zamierzał nagle z niego rezygnować tylko dlatego, że ekranizuje dzieło narodowe traktowane przez Polaków jak relikwia.

Wojciech Jerzy Has też zrobił "Lalkę" po swojemu

Reżyser potraktował "Lalkę" bardzo po swojemu i nie chodziło tylko o styl. Wyciął sporą część wątków, skupił się przede wszystkim na obsesyjnej miłości Wokulskiego do Izabeli, ograniczył panoramę społeczną powieści, a z filmu wypadł pamiętnik Rzeckiego czy podróż Stanisława do Paryża (z powodu cięć budżetowych). Zamiast wiernie odtworzyć świat Prusa, Has zrobił z niego własną wizję – melancholijną, dekadencką, turpistyczną. Dla jednych odważną, a dla innych skandaliczną.

Wybuchła wielka afera, porównywalna do tej po premierze serialu Netfliksa. W gazetach oburzano się chociażby, że w filmie Hasa zabrakło społecznego wymiaru "Lalki", tak ważnego w książce Prusa z 1890 roku. Eugeniusz Grzybowski zarzucał reżyserowi, że w jego adaptacji "zniknęły problemy społeczne, które tak absorbowały wielkiego pisarza, że dał świadectwo prawdzie o czasach, w których żył".

Fot. Kadr z "Lalki" (1968)

Krytycy czepiali się szczególnie świata przedstawionego. W "Lalce" Hasa wszystko jest duszne, ciężkie i dziwne. Reżyser wspólnie ze scenografami, Jerzym Skarżyńskim, Lidą Skarżyńską i Adamem Nowakowskim, stworzył klaustrofobiczną przestrzeń pełną zakurzonych kandelabrów, ciężkich kotar, sztucznych kwiatów, klatek dla ptaków i porozrzucanych bibelotów.

Jan Słodowski podsumował to złośliwym określeniem: "romans w rupieciarni". W recenzjach pojawiały się też inne barwne sformułowania: "rewia bibelotów", "natręctwo przedmiotów", "Hasowski śmietnik" i "trupiarnia". Zagracanie było jednak świadomym wyborem Hasa, a nie wypadkiem przy pracy. Miała być to wizualna metaforą dekadencji, moralnego rozkładu i gnicia arystokracji.

Aleksander Jackiewicz celnie zauważył zresztą, że Has zrobił z Wokulskiego "bohatera byronowskiego, zagubionego wśród narodowego śmietnika". Jednak dla tradycjonalistów oczekujących schludnego, podręcznikowego odtworzenia XIX-wiecznych salonów ta gęsta, surrealistyczna atmosfera była po prostu nie do zniesienia. Krytykowano nawet "brudnoniebieską" taśmę filmową, która miała być "sina" i "brzydka".

Wokulski za mało przystojny, Rzecki zbyt "rzewny"

Mocno dostało się Mariuszowi Dmochowskiemu. Widzowie twierdzili, że jego Stanisław Wokulski jest zbyt przysadzisty, za stary i za mało przystojny. Części krytyków też nie przekonywał. W jednej z recenzji pisano wręcz, że był "zimny, ciężki i statyczny", przez co trudno uwierzyć zarówno w jego "niezwykłą miłość do panny Łęckiej", jak i w jego "ambicję, inicjatywę i niezwykłe talenty kupieckie i naukowe".

Zresztą gdy ogłoszono obsadę, nad Wisłą huczało, że romans potężnego, niemal dwukrotnie starszego Dmochowskiego z posągową, eteryczną Tyszkiewicz wygląda na ekranie sztucznie i niesmacznie (mimo że w książce Wokulski był od Łęckiej starszy o dwie dekady). Has celowo postawił jednak na tę dwójkę, pokazując warszawskiego kupca jako człowieka uwięzionego przez pożądanie i obsesję. Dla widowni przyzwyczajonej do romantycznych, przystojnych amantów było to trudne do przełknięcia.

Fot. Kadr z "Lalki" (1968)

Rzecki też nie miał łatwo. Tadeusz Fijewski stworzył go inaczej, niż część krytyków i widzów wyobrażała sobie tę uwielbianą postać, a w recenzjach pojawiały się określenia w rodzaju "rzewnego staruszka". Obdarzona arystokratyczną urodą Tyszkiewicz była dla wielu wymarzoną Izabelą Łęcką, dlatego ostała się w miażdżących publikacjach, choć niektórzy wytykali jej, że jest zbyt jednowymiarowa i psychologicznie płaska.

Warto dodać, że film "Lalka" wszedł do kin w listopadzie 1968 roku – zaledwie kilka miesięcy po antysemickiej nagonce i wydarzeniach Marca '68. W powieści Prusa wątek narastającego antysemityzmu polskiego mieszczaństwa jest niezwykle istotny. Has, choć zwykle unikał polityki, pokazał te sceny w sposób, który dla ówczesnej publiczności był porażająco aktualny i bolesny. Henryk Szlangbaum (grany przez Tadeusza Kondrata, ojca Marka Kondrata, który w nadchodzącej filmowej "Lalce" Macieja Kawalskiego gra Rzeckiego) na ekranie spotyka się z pogardą, która idealnie rezonowała z tym, co działo się w Polsce zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Cenzura była wściekła.

"Lalka" z 1968 roku nie wszystkich jednak oburzyła

Ale oczywiście wcale nie wszyscy film Hasa skreślili. Konrad Eberhardt zachwycał się jego stroną wizualną i zauważał, jak zmienia się film wraz z losem Wokulskiego. Pisał: "kiedy Wokulski jest jeszcze pełen dynamizmu i ma złudzenia, kiedy zdąża do celu – film ma tonację ciemną, surową, kadry uderzają nas konkretnością, realizmem obyczajowym". Później, kiedy wszystko zaczyna się walić, obraz robi się bardziej poetycki, pastelowy i surrealistyczny, podkreślał.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jedną z najbardziej pamiętnych opinii o filmie Hasa zostawiła Alicja Helman: "Gdybyśmy nie znali Wojciecha Hasa (...) można by po prostu powiedzieć, że 'Lalka' jest złym filmem. Ale ponieważ znamy Wojciecha Hasa, pozostaje stwierdzenie, że 'Lalka' jest filmem dziwnym". I chyba właśnie o to chodziło, bo Has zrobił "Lalkę", która była przede wszystkim... filmem Hasa, podobnie jak zrobił z "Rękopisem znalezionym w Saragossie" czy "Sanatorium pod Klepsydrą" (uznawanymi za jedne z najlepszych adaptacji polskich klasyków literatury).

Z czasem "Lalka" z 1968 roku zaczęła być doceniana jako ważne dzieło polskiego kina. Krytycy i koneserzy kina docenili, że Has nie zrobił bezbarwnej, szkolnej adaptacji, ale przełożył Prusa na swój własny, unikalny język filmowy. Dziś film uważa się za wybitny pod względem plastycznym, operatorskim i reżyserskim. Nie ma jednak statusu kultowego wśród masowej widowni – dla wielu okazał się po prostu zbyt ciężki i "dławiący".

Zaledwie dziesięć lat później Ryszard Ber postanowił dać Polakom "prawdziwą" "Lalkę". Jego serial z Jerzym Kamasem i Małgorzatą Braunek był bardzo wierny książce i to właśnie ta wersja zaczęła funkcjonować jako "ta właściwa". Widzowie ją pokochali – do dziś pozostaje kultowa, a dla uczniów i nauczycieli stała się wręcz ekranizacją kanoniczną.

Dziś, pół wieku później, sytuacja znowu się powtarza: "Lalka" Netfliksa dzieli Polaków, a nadchodząca filmowa wersja z Marcinem Dorocińskim – klasyczna, elegancka i wierna powieści – ma szansę uspokoić purystów i zająć miejsce w kanonie obok serialu Bera. Premiera drugiej "Lalki" już 30 września, a tymczasem serial Pawła Maślony podbija cały świat.