
Widzowie grzmią, że "Lalka" Netfliksa ma niewiele wspólnego z powieścią Bolesława Prusa. Tymczasem okazuje się, że serial mógł być jeszcze bardziej odklejony od oryginału – jego akcję początkowo planowano przenieść do współczesności, ze smartfonami i social mediami w tle. Netflix zdradził, dlaczego ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowano.
Serial "Lalka" z Tomaszem Schuchardtem i Sandrą Drzymalską dzieli Polaków. Za kamerą stanął Paweł Maślona, twórca nagrodzanego sześcioma Orłami "Kosa". Wraz z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz napisał scenariusz na podstawie wydanej w 1890 roku powieści Bolesława Prusa, choć potraktował szkolną lekturę nowocześnie i bardzo luźno. Jak podsumowała to Zuzanna Tomaszewicz w swojej recenzji: produkcja "depcze lekturę, ale robi to po mistrzowsku".
"'Lalka' Pawła Maślony to współczesna reinterpretacja klasyki, a te nad Wisłą raczej średnio lubimy. Wyszedł z tego znakomity miniserial kostiumowy, który nie jest wierną ekranizacją powieści Bolesława Prusa, a raczej dynamiczną i charakterną opowieścią w stworzonym przez niego świecie. Opowieścią wciąż mocno osadzoną w historycznych realiach XIX wieku, który wcale nie był taki grzeczny, jak mogłoby się wydawać" – pisaliśmy w naTemat.
Dalsza część artykułu poniżej.
Jak dobrze znasz lektury szkolne? Sprawdź, ile wyniosłeś że szkoły
1 / 15 Na początku coś łatwego: z ilu ksiąg składa się "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza?
Fot. Kadr z "Pana Tadeusza"
Niektórzy świeżą "Lalką" Netfliksa się zachwycają, inni miażdżą i nazywają wulgarną. Polacy jednak oglądają serial na potęgę: od momentu premiery historia kupca i arystokratki, którzy próbują wyrwać się ze społecznych ram, utrzymuje się na pierwszym miejscu najchętniej oglądanych seriali na platformie. Oglądają ją także widzowie na całym świecie, którzy – pozbawieni literackiego i narodowego bagażu – mogą cieszyć się po prostu dobrą, nowoczesną "kostiumówką".
Polski serial jest obecnie na szóstym miejscu w globalnym zestawieniu Netfliksa i znajduje się w top 10 już w aż 66 krajach. Oglądają go nie tylko w Europie, ale także m.in. na Bahamach, Jamajce, w Nowej Kaledonii, na Martynice, w Maroku, Libanie, Panamie, Paragwaju, na Dominikanie i w Trynidadzie i Tobago.
"Lalka" Netfliksa miała... dziać się współcześnie. "Smartfony, social media"
"Lalka" mogła być jednak... jeszcze bardziej szalona. Łukasz Kluskiewicz, dyrektor programowy Netfliksa w Europie Środkowo-Wschodniej, wyjawił w wywiadzie dla Wirtualnych Mediów, że ekranizacja Prusa "ma bardzo ciekawą historię w Netfliksie". – Był początek 2023 roku, kiedy Akson Studio i Janek Kwieciński przyszli do nas z tym pomysłem, wiedząc, że my już przygotowujemy "Znachora". A z Aksonem pracowaliśmy nad "1670". Pierwotna wersja "Lalki" miała być zupełnie inna – opowiadał.
Jaka? – Akcja miała toczyć się obecnie: smartfony, social media. To miało być atrakcyjne dla współczesnych widzów. Kiedy jednak do zespołu dołączył Paweł Demirski i zaczął pracować z Pawłem Maśloną, wspólnie odczytali Prusa inaczej. Zaczęli odnajdywać w książce uniwersalne treści, które pozostają aktualne mimo upływu czasu – zdradził Kluskiewicz.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
– Dlatego serialowa "Lalka", choć jest produkcją kostiumową osadzoną w konkretnym momencie historii Polski i Warszawy, opowiada też o relacjach i napięciach społecznych, które są bliskie współczesnym widzom. Właśnie w tym twórcy i my widzimy siłę i potencjał tej historii. (...) To zawsze decyzja autorów, jak rozkładają akcenty w opowieści. I rzeczywiście pewnie z perspektywy 2026 roku niektóre wątki czy niektóre postaci wymagały aktualizacji. Niektóre wyciągnięto na plan pierwszy, inne umieszczono w tle – dodał dyrektor programowy Netfliksa i podkreślił, że "przy 'Lalce', jak przy każdej innej produkcji, daliśmy twórcom dużą swobodę i podążyliśmy za ich wizją".
– To oni odpowiadają za stronę kreatywną. My zapewniamy im warunki do realizacji tej wizji i bierzemy na siebie pełne ryzyko finansowe. To jest autorskie podejście twórców, scenarzystów i reżysera – Pawła Maślony – sprecyzował.
Kluskiewicz odniósł się również do pytania, które Netflix często słyszy przy okazji nowych ekranizacji klasyki: "po co brać się za dzieła, które już mają kultowe adaptacje?". – To samo spotkało nas, gdy ogłosiliśmy prace nad "Znachorem". Przecież mamy już "Znachora". "Lalka" również doczekała się kilku ekranizacji. Właśnie na tym polega siła klasycznych powieści – kolejne pokolenia mogą odczytywać je na nowo. Paweł Demirski i Paweł Maślona spojrzeli na "Lalkę" z perspektywy 2026 roku. Okazuje się, że ta historia wciąż jest bardzo wciągająca, pełna emocji i aktualna – stwierdził w Wirtualnych Mediach.
Dodajmy, że 30 września do kin wchodzi kolejna tegoroczna "Lalka" – tym razem film Macieja Kawalskiego z Marcinem Dorocińskim jako Wokulskim i Kamilą Urzędowską jako Łęcką, który jest klasyczną, elegancką i wierną ekranizacją powieści. – Kibicujemy filmowej "Lalce". Mam nadzieję, że wygrają na tym widzowie, mogąc obejrzeć dwa podejścia do klasyki Prusa – dodał.






