Czarna plastikowa stacja deratyzacyjna z trutką na szczury przy ścianie bloku
Czarne skrzynki przy blokach to stacje z trutką. Nie wolno ich otwierać. Fot. Oliver Hewett / Shutterstock

Stoją przy śmietnikach, zejściach do piwnic i ścianach bloków w całej Polsce. Czarne plastikowe skrzynki wyglądają jak puszki na kable, więc większość z nas omija je bez zastanowienia. Resztę kusi, by sprawdzić, co jest w środku. Ich zawartość lepiej jednak zostawić w spokoju.

REKLAMA

To nie jest fanaberia administracji osiedla. Jak przypomina sanepid w Wieliczce, zwalczanie gryzoni to ustawowy obowiązek każdego właściciela i zarządcy nieruchomości. Kartki o wyłożonej trutce tak nam jednak spowszedniały, że "przestały one skłaniać nas do jakiejkolwiek refleksji" – zauważają inspektorzy.

Czarne skrzynki przy blokach to stacje deratyzacyjne

Ich fachowa nazwa to stacje deratyzacyjne. Jak sama wskazuje, sąprzeznaczone do zwalczania szczurów i myszy. Z ofert sklepów zaopatrujących firmy DDD (od deratyzacji, dezynsekcji i dezynfekcji) dowiadujemy się, że trutka w kostkach albo paście jest w środku nabita na druciki, a całość zamyka się na kluczyk i oznacza naklejką ostrzegawczą.

Trutka sypana luzem w piwnicy bloku to już przeszłość Jak opisywał w 2018 r. branżowy serwis Biocydy.eu, trutki z antykoagulantami, które blokują krzepnięcie krwi, mogą trafiać tylko do karmników, których dziecko ani pies nie otworzą i z których trutka się nie wysypie. W części skrzynek trucizny zresztą nie ma, bo firmy DDD stawiają też zwykłe pułapki.

Sama skrzynka kosztuje niewiele. "Karmnik" na myszy to zwykle kilka złotych, a większa stacja na szczury z kluczykiem ok. 15-20 zł. Firmy DDD liczą najczęściej 30-60 zł za ustawienie stacji plus od ok. 150 zł za dojazd i kontrolę. Przy blokach wszystko zależy od umowy, a portal Trójmiasto.pl podaje 35-65 zł za zakup i montaż oraz 50-100 zł za punkt przy regularnej obsłudze.

Dlaczego nie wolno otwierać skrzynki z trutką na szczury?

Wśród trutek są antykoagulanty II generacji, np. brodifakum i bromadiolon. Jak tłumaczy portal weterynaryjny VetKompleksowo, działają nawet 100 razy silniej niż warfaryna i może zabić już jedna dawka. Dla psów i kotów są groźniejsze niż środki starszego typu. Lekarze piszący w czasopiśmie "Hematologia" przypominają, że u ludzi takie zatrucie również może zagrażać życiu.

Dlatego psa na osiedlu trzeba mieć na oku. Jak wyjaśnia serwis Szczęśliwie.pl, zatrucie nie daje o sobie znać od razu. Organizm ma zapas czynników krzepnięcia, trochę jak bak paliwa, i krwawienia zaczynają się dopiero wtedy, gdy go zużyje, zwykle po 2-3 dniach.

Pies, który podjadł granulki, przez ten czas może wyglądać na zupełnie zdrowego. Nie czekamy więc na objawy, tylko od razu jedziemy do weterynarza, bo odtrutką jest witamina K1

Urząd Miasta Krakowa wymaga, żeby każde miejsce z trucizną było oznaczone napisem "UWAGA! TRUCIZNA" i zabezpieczone przed zwierzętami. Otwartej lub rozbitej skrzynki nie naprawiamy sami, tylko zgłaszamy ją administracji, bo to na zarządcy ciąży obowiązek deratyzacji. W Krakowie szczury można też zgłaszać Straży Miejskiej.

Kto musi mieć stacje deratyzacyjne? Nie tylko spółdzielnie

Terminy obowiązkowej deratyzacji ustalają gminy, więc w każdym mieście wyglądają inaczej. Np. w Piekarach Śląskich jesienna tura trwa od 1 do 15 października, a w Krakowie od 15 października do 15 marca zarządcy muszą tępić gryzonie bez przerwy.

A co z domami jednorodzinnymi? Sanepid mówi o obowiązku każdego właściciela nieruchomości, a zatem obejmuje też osoby fizyczne. W komunikatach samorządów nie ma mowy o konkretnej czarnej skrzynce, ale skoro trutka ma być oznaczona i niedostępna dla zwierząt, przy domu z psem albo dziećmi karmnik na kluczyk jest po prostu najrozsądniejszy.

Przesada? Gdy szczury w gminach pod Gnieznem dały się we znaki mieszkańcom, przypominaliśmy słowa prof. Stanisława Ignatowicza z SGGW: jeden szczur widziany przy domu oznacza tysiące w okolicy. – Szczury to najszybciej rozmnażające się gryzonie – mówił naTemat ekspert.

Urzędnicy z Siemianowic Śląskich nie owijają w bawełnę, bo ich zdaniem więcej szczurów na osiedlach to skutek zaniedbań lokatorów, którzy zostawiają resztki jedzenia przy śmietnikach i dokarmiają gołębie. Najtańszą deratyzację możemy więc zrobić sami, wynosząc jedzenie do kosza, a nie wyrzucając przed blokiem.