
W środę media obiegła smutna wiadomość o śmierci kucharza i restauratora Mariusza Komendy, który zasłynął w 8. edycji programu "MasterChef". Mężczyzna zmarł w wieku 44 lat po walce z ciężką chorobą nowotworową.
Przykrą informację o śmierci Mariusza Komendy przekazał w środę 7 października serwis TVi Roland, lokalny portal działający na terenie Środy Śląskiej, skąd pochodził mężczyzna. Wkrótce również oficjalne konto programu "MasterChef" udostępniło w mediach społecznościowych post poświęcony byłemu uczestnikowi.
"Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Mariusza Komendy. Mariusz był częścią rodziny MasterChefa. Zapamiętamy go jako człowieka pełnego pasji, energii i miłości do gotowania. Przez lata wracał do nas, dzieląc się swoją wiedzą, doświadczeniem i pasją do kuchni. Trudno znaleźć słowa, które mogłyby wyrazić nasz żal. Łączymy się w bólu z jego rodziną, bliskimi i wszystkimi, którzy mieli okazję go poznać. Mariuszu, będzie nam Ciebie bardzo brakowało" – czytamy w komunikacie.
Mariusz Komenda nie żyje. Po "MasterChefie" nie przestał realizować swoich pasji
Mariusz Komenda zyskał ogólnopolską rozpoznawalność w 2019 roku dzięki udziałowi w ósmej edycji "MasterChefa". W programie dotarł do półfinałowej piątki, co pozwoliło mu wyjechać na nagrania do Meksyku. Choć nie przeszedł do kolejnych etapów, telewizja nie zrezygnowała z jego udziału. W następnych latach kilkakrotnie wracał do studia – najpierw jako gość, a później także w roli jurora.
Po programie kucharz skupił się na rozwoju własnego biznesu gastronomicznego. W 2020 roku zrealizował swoje plany, otwierając w rodzinnej Środzie Śląskiej lokal Sztuka Restaurant. Z kolei dwa lata później, w 2025 roku, zaprezentował mieszkańcom swój nowy kulinarny koncept. Wspólnie z synem otworzył wówczas restaurację pod szyldem Father & Son, serwującą kuchnię meksykańską.
Zobacz także
Diagnoza i walka z ciężką chorobą
Niedługo po starcie nowego biznesu restaurator musiał zmierzyć się z problemami zdrowotnymi. W styczniu 2026 roku badania wykazały obecność guza w jego mózgu. Lekarze postawili jednoznaczną diagnozę: glejak złośliwy. Wymagało to natychmiastowego działania i podjęcia specjalistycznego leczenia.
Mężczyzna przeszedł dwie poważne operacje, po których rozpoczął proces dalszego leczenia i niezbędnej rehabilitacji. Rodzina i znajomi szybko zorganizowali się, aby sfinansować opiekę medyczną. Założono publiczne zbiórki pieniędzy, a akcja spotkała się z szerokim odzewem.
W pomoc zaangażowali się mieszkańcy Środy Śląskiej, lokalne organizacje oraz środowiska związane z gastronomią. Regularnie organizowano również charytatywne wydarzenia wspierające kucharza. Mimo wdrożenia leczenia i wsparcia wielu osób, życia 44-latka niestety nie udało się uratować.






