
Prezydent podpisał ustawę, rząd uruchomił program CPN, a od soboty ceny paliw na pylonach mają spaść o ponad złotówkę. Tusk pokonał Nawrockiego, ma sukces. Ale, ale – pyta opozycja – gdzie jest obiecane paliwo po 5,19 zł? Dobre pytanie. A może my właśnie mamy paliwo po 5,19 zł, tylko tego nie widzimy?
Sukces Tuska? Niby tak. W końcu zmusił Karola Nawrockiego do podpisania ustawy obniżającej ceny paliwa. Upór prezydenta był w tej materii pomysłem kiepskim. Nie chciał tego zrobić, żeby Tusk nie odtrąbił sukcesu. Nie udało się – premier postawił na swoim, prezydent musiał dokonać przy tym bolesnej kapitulacji. Pogadał, pomarudził, pogroził, ale podpisał. Paliwo będzie tańsze.
Najlepsza cena: za darmo?
Samo wystąpienie zresztą przeszło do historii z innego powodu – atramentowa kapitulacja w Pałacu sprawiła, że widzowie orędzia rozmawiali głównie o umorusanym kciuku głowy państwa.
Wiadomo, że zemsta być musi, więc opozycja pyta dziś gremialnie, gdzie jest obiecane przez Tuska paliwo po 5,19 złotych? Jako że premier złożył tę obietnicę w rozmowie na naszej antenie, poczuliśmy się nieco wywołani do odpowiedzi.
Zaznaczę od razu, że nie mam zamiaru być Tuskowym adwokatem. Jego obietnica była z palca wyssana, nie wiem, czy poprzedziły ją jakieś wyliczenia. Śmiem wątpić, bo nawet w tamtym czasie było to przesadnie odważne. I taki gracz jak Tusk nie mógł nie mieć świadomości, że jak nie dowiezie, to mu się to odbije czkawką.
Zwróćmy jednak uwagę, że Tusk tę cenę obiecywał latem 2022 roku. To nie była jeszcze nawet kampania wyborcza, od tej pory minęły ponad 4 lata. Koalicja obecnie rządząca wygrała wybory dopiero ponad rok po tej zapowiedzi. Trzeba uczciwie przyznać, że cena 5,19 za litr się mocno zdezaktualizowała.
Czy 5,19 zł jest dziś w ogóle osiągalne?
Na początek sprawdźmy, czy w ogóle realne jest dziś zjechanie do poziomu 5,19 zł za litr benzyny. Prezydent Nawrocki podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów naftowych, rząd wydał rozporządzenia w ramach programu CPN (Ceny Paliw Niżej), a od soboty ceny na pylonach spadają o 1,20–1,30 zł na litrze. Szczegółowe wyliczenia przedstawiliśmy w tekście o tym, ile zaoszczędzisz na stacji po podpisie prezydenta.
Odrzucając polityczne emocje i nie wchodząc w rolę niczyjego adwokata, warto postawić sprawę jasno: paliwo po 5,19 zł w obecnych realiach gospodarczych jest fizycznie i matematycznie niemożliwe. Była to obietnica całkowicie nieprzemyślana i nierealna do spełnienia w prostym ruchu legislacyjnym.
Rozbijmy litr paliwa na czynniki pierwsze
Przeanalizujmy wyliczenia Michała Stajniaka, szefa Działu Analiz XTB, zaprezentowane po wdrożeniu najnowszych obniżek podatkowych w ramach programu CPN.
W momencie, gdy ropa Brent kosztuje ok. 100 dolarów za baryłkę, cena litra oleju napędowego ma następujące składowe:
W efekcie cena diesla na stacji wynosi 7,62 zł. Zwróćmy uwagę, że zsumowane podatki i opłaty nakładane przez państwo na litr diesla (obniżony VAT 8 proc. + akcyza + opłata paliwowa i emisyjna) wynoszą 1,90 zł.
Aby zejść z obecnej ceny 7,62 zł do poziomu 5,19 zł, należałoby ściąć cenę litra aż o 2,43 zł. Oznacza to, że gdyby rząd całkowicie zniósł podatek VAT (0 proc.), całkowicie skasował akcyzę (0 zł) i wyzerował opłaty emisyjne, litr oleju napędowego i tak kosztowałby 5,72 zł. Słynny postulat 5,19 zł leży poniżej kwoty, jaką paliwo osiąga przy zerowym opodatkowaniu.
W przypadku benzyny Pb95 scenariusz zerowych podatków dawałby teoretycznie kwotę 4,75 zł, ale wymagałoby to całkowitej rezygnacji z wpływów podatkowych państwa (blisko 2 zł z każdego litra) oraz nielegalnego złamania dyrektyw Unii Europejskiej.
Zobacz także
Co musiałoby się stać, by paliwo kosztowało 5,19 zł?
Jak wskazuje analiza XTB, rząd po stronie podatkowej zrobił już wszystko, co było prawnie i ekonomicznie możliwe (schodził do poziomów unijnych minimów). Aby cena 5,19 zł stała się realna, musiałby wystąpić skomplikowany splot czynników rynkowych, na które żaden polski premier nie ma wpływu:
Różnica 2,43 zł nie leży w decyzjach podatkowych Ministra Finansów, lecz w cenie surowca i marżach rafinerii. A na to żadne rozporządzenie ani ustawa nie działają.
Skąd wzięło się 5,19 zł i ile ta kwota jest warta dzisiaj?
Przypomnijmy kontekst słynnej deklaracji. W czerwcu 2022 roku, podczas wywiadu dla portalu naTemat.pl, dziennikarka Anna Dryjańska zadała Donaldowi Tuskowi pytanie: "Krótka piłka: dziś zostaje pan premierem, po ile jutro będzie paliwo?". Lider ówczesnej opozycji odpowiedział krótko: "5,19 zł".
W tamtym momencie (czerwiec 2022 r.) litr benzyny 95 kosztował na stacjach 7,92 zł, a średnia cena baryłki ropy sięgała rekordowych 122,71 USD.
Gdy Tusk obejmował urząd premiera 13 grudnia 2023 roku, benzyna kosztowała 6,41 zł (ropa po 77,63 USD). Rok później, w grudniu 2024 roku, było to 6,10 zł. Wartości 5,19 zł nie osiągnięto nigdy. No, podobno raz zdarzyło się, że na pewnej stacji cena benzyny spadła do 5,18 zł, ale był to akt wyjątkowy, nie średnia krajowa.
Hm, a może mamy 5,19 zł, tylko tego nie widzimy?
Jak wspomniałem, od obietnicy Tuska minęły ponad 4 lata. Przez ten czas rosła inflacja, rosły nasze zarobki. Od momentu wypowiedzenia słów o paliwie za 5,19 zł skumulowana inflacja w Polsce wyniosła około 25 proc. Przekładając to na realną siłę nabywczą: 5,19 zł z czerwca 2022 roku odpowiada dzisiejszej kwocie około 6,50 zł.
Oznacza to, że gdy w ramach wcześniejszych edycji programu tarczy paliwowej cena benzyny Pb95 spadała na stacjach do poziomu 6,41–6,50 zł, to pod względem realnej wartości pieniądza (tego, ile za te pieniądze możemy kupić) obietnica sprzed lat została – paradoksalnie i niezamierzenie – spełniona.
A co z zarobkami?
Sprawdźmy jeszcze pensje. W czerwcu 2022 średnia pensja brutto w sektorze przedsiębiorstw wynosiła niecałe 6 555 zł. W sierpniu 2026 było to już niecałe 9 260 zł. Pensje poszły w górę o 41 proc. Gdyby przełożyć to na 5,19 zł, robi się nagle… 7,32 zł. Sporo.
To może pensja minimalna? Najniższa krajowa w 2022 roku wynosiła 3010 zł brutto. Dziś mamy 4806 zł, minimalna pensja wzrosła więc o 35 proc. Gdyby przełożyć to na benzynę po 5,19 zł, wyjdzie nam... 7,05 zł. No to może jednak nie jest tak źle, jak nam się wydaje?
Warto przy tym pamiętać, że wzrosty wynagrodzeń są dziś mocno zróżnicowane. Jak pokazuje raport płacowy, podwyżki trafiają głównie do najbardziej deficytowych specjalizacji.
Geopolityczny pożar i rynkowa rzeczywistość
Prawda jest taka, że obecne wysokie ceny na stacjach nie są wyłączną winą ani Donalda Tuska, ani Karola Nawrockiego. Głównym motorem napędowym drożyzny stały się decyzje prezydenta USA Donalda Trumpa i ataki na infrastrukturę na Bliskim Wschodzie. Zablokowanie cieśniny Ormuz (przez którą przepływało 20 proc. światowej ropy) oraz ataki na saudyjski rurociąg Wschód-Zachód wywołały globalny szok podażowy, wyśrubowując cenę baryłki powyżej 100 USD i osłabiając polskiego złotego do dolara o blisko 4 proc.
Przypomnijmy, że dopiero po dziewięciu dniach przerwy saudyjski ropociąg znów zaczął działać – wcześniej jeden atak dronowy odciął około 5 proc. światowej podaży surowca.
Gra polityczna wokół stacji paliw – rządowy projekt podatku od nadzysków (CPN) kontra prezydencki projekt sztywnych marż (PKN – Paliwo Kosztuje Normalnie) – to próba łagodzenia objawów choroby, a nie jej leczenia.
Dla porównania: Niemcy sięgnęli po proste cięcie podatku energetycznego i 10 centów mniej na litrze pojawiło się tam w jedną noc – ale kosztem ubytku w dochodach budżetu i ryzyka, że część ulgi zjedzą marże koncernów.
Dopóki na światowych giełdach ropa nie spadnie do poziomu 50 dolarów, a złoty drastycznie się nie umocni, hasło "paliwo po 5,19 zł" pozostanie jedynie politycznym mitem – atrakcyjnym na plakatach wyborczych, ale całkowicie niemożliwym do zrealizowania przy dystrybutorze.






