
Pięćset metrów na orbicie okołoziemskiej to odpowiednik jazdy na zderzaku z prędkością kilkunastu tysięcy kilometrów na godzinę. Rosyjski Kosmos-2612 od kilku dni ściga satelitę radarowego ICEYE-X36, kluczowego dla wywiadu Polski i Ukrainy. W kosmosie rozgrywa się pościg, to podobno pierwszy taki incydent w historii świata. Czy Kreml szykuje się do kosmicznego taranowania?
Manewry na przełomie września i października kosztowały Rosjan mnóstwo cennego paliwa rakietowego, co wyklucza przypadek. Choć maszyny zaczęły się od siebie na razie oddalać, zachodni analitycy i operatorzy z ICEYE wciąż zadają sobie pytanie: co Moskwa chciała osiągnąć?
Rosyjski Kosmos-2612 ściga satelitę radarowego ICEYE-X36
Rosyjski satelita wojskowy Kosmos-2612 przez wiele dni wykonywał precyzyjne, agresywne manewry wokół aparatu ICEYE-X36 – zaawansowanego satelity radarowego polsko-fińskiej firmy, z którego danych operacyjnych korzysta polska armia oraz wywiad wojskowy Ukrainy. Jak wynika z oświadczenia ze strony ICEYE, w kulminacyjnym momencie Rosjanin zbliżył się do "naszego" satelity na zaledwie około 500 metrów.
W kosmicznych realiach to odległość mikroskopijna – odpowiednik wyprzedzania tira na milimetry na oblodzonej autostradzie. Te maszyny poruszają się z prędkościami rzędu 27 tysięcy km/h. Szczegółowy przebieg tych manewrów opisywaliśmy już w tekście ICEYE-X36 przedmiotem rosyjsko-polskich gwiezdnych wojen – to się dzieje tu i teraz.
To nie było przypadkowe minięcie się dwóch zbłąkanych obiektów kosmicznych. Wszystkie dane telemetryczne wskazują na zaplanowaną, wielotygodniową operację. Ale jaki jest jej cel? Historia tego polowania rozpoczęła się już w kwietniu 2026 roku, gdy z kosmodromu w Plesiecku wystrzelono grupę sześciu rosyjskich satelitów wojskowych. Już w maju aż pięć z nich weszło w płaszczyzny orbitalne niemal idealnie pokrywające się z trajektorią ICEYE-X36.
Prawdziwa gra w kotka i myszkę zaczęła się na przełomie września i października. Widząc zbliżające się zagrożenie, operatorzy z ICEYE wykonali manewr korekty orbity (tzw. unikanie kolizji), zużywając własne zapasy gazu manewrowego, by oddalić się od intruza.
Rosjanie natychmiast odpalili silniki w Kosmosie-2612 i skorygowali kurs, ruszając w pogoń. Zmiana płaszczyzny orbity w przestrzeni kosmicznej pochłania gigantyczne ilości paliwa – nikt nie robi tego "przez pomyłkę". Rosyjski aparat manewrował raz przed, raz za ICEYE-X36, dochodząc do minimalnego dystansu około pół kilometra, po czym ostatnio zaczął powoli oddalać się od celu.
Astrofizyk Jonathan McDowell podkreślił na łamach CNN, że mamy do czynienia z pierwszym w historii udokumentowanym przypadkiem tak bliskiego podejścia statku kosmicznego do maszyny innego państwa bez zgody jej operatora.
Zobacz także
Dlaczego akurat ICEYE? Ukraiński koszmar Rosjan
Aby zrozumieć furię Moskwy, trzeba wiedzieć, że satelity konstelacji ICEYE nie robią zwykłych zdjęć fotograficznych. Wykorzystują technologię SAR (Synthetic Aperture Radar) – wysyłają w stronę Ziemi fale radiowe, które odbijają się od powierzchni i wracają do anteny.
Dla wojska to niezwykle cenne informacje. Radar SAR widzi przez najgęstsze chmury, deszcz, dym i mgłę, działa z taką samą precyzją w środku nocy, jak w słoneczny dzień. Pozwala wykrywać metalowe obiekty ukryte w lasach, a nawet ślady gąsienic wozów bojowych na polach.
Tę samą technologię wykorzystuje satelita kupiony przez polskie wojsko. Pisaliśmy o tym, gdy Falcon 9 wynosił satelity PIAST, ICEYE i SatRev – maszyna powstała na podstawie umowy między MON, ICEYE a Wojskowymi Zakładami Łączności Nr 1. Kilka dni później pokazaliśmy pierwsze efekty tej inwestycji: Polska widziana z kosmosu, czyli pierwsze zdjęcia z satelity Sił Zbrojnych RP.
Gdy w 2022 roku fundacja Serhija Prytuły za zbiórkę społeczną zakupiła dla ukraińskiej armii dostęp do jednego z satelitów ICEYE, ukraińscy dowódcy wprost mówili o przełomie. To dzięki tym danym namierzano rosyjskie bazy na Krymie, mosty pontonowe i składy amunicji przed uderzeniami HIMARS czy rakiet Storm Shadow.
Rosjanie od dawna odgrażali się na forum ONZ, że komercyjne satelity państw zachodnich dostarczające dane Ukrainie staną się "uzasadnionym celem odwetu militarnego". Kosmos-2612 miał pokazać, że to nie były czcze pogróżki.
Co oni kombinują? Taran, podsłuch czy kosmiczny szantaż?
Czy mieliśmy do czynienia z próbą staranowania polsko-fińskiej maszyny? Eksperci z LeoLabs uspokajają: bezpośredniego uderzenia kinetycznego nie było. W próżni kosmicznej zderzenie dwóch satelitów przy prędkości kilkunastu tysięcy km/h wygenerowałoby tysiące śmiercionośnych odłamków (tzw. syndrom Kesslera), które zniszczyłyby również rosyjskie aparaty i zanieczyściły orbitę na dekady.
O co więc chodziło Moskwie? Wyjaśnień jest kilka. Kosmos-2612 to niemal na pewno tzw. satelita inspekcyjny. Zbliżenie się na 500 metrów pozwala na wykonanie szczegółowych zdjęć anteny radarowej ICEYE o wysokiej rozdzielczości, sprawdzenie jej konstrukcji, kątów nachylenia oraz ewentualnych wojskowych modyfikacji wprowadzonych przez inżynierów.
Z odległości 500 metrów rosyjski satelita mógł prowadzić rozpoznanie SIGINT/ELINT. Mógł analizować, jakimi pasmami ICEYE przesyła dane na stacje naziemne, szukać luk w szyfrowaniu lub testować systemy mikrofalowego zagłuszania i oślepiania odbiorników radaru SAR.
Wymuszanie manewrów obronnych to klasyczna technika. Satelity na niskiej orbicie mają ściśle ograniczoną ilość paliwa w zbiornikach. Każdy unik, do którego zmuszono ICEYE-X36, drastycznie skraca jego żywotność operacyjną w kosmosie. Rosjanie mogli więc sprawdzać, jak elastyczny jest polski satelita i ile razy zdoła uciec.
Operacja zastraszania obnażyła też bezradność Moskwy wobec nowoczesnych technologii. Dawniej zestrzelenie lub uszkodzenie jednego satelity szpiegowskiego wartego miliard dolarów oślepiało całą armię. ICEYE ma w przestrzeni ok. 80 maszyn. "Nasza architektura konstelacji została zaprojektowana z myślą o ciągłości i odporności" – skomentowała krótko firma w oświadczeniu.
Nawet gdyby Kosmos-2612 zdecydował się na desperacki krok i spalił elektronikę ICEYE-X36, na tej samej orbicie krążą dziesiątki bliźniaczych radarów, a kolejne czekają na regularne loty.






