policja
Na posesję w Józefowie pod Warszawą spadł dron Fot. Shutterstock

Na jedną z posesji w Józefowie pod Warszawą spadł dron. Okazało się, że to polska maszyna obsługiwana przez Wojskowy Instytut Technicznego Uzbrojenia w Zielonce. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

REKLAMA

Policja otrzymała zgłoszenie we wtorek 20 października w godzinach popołudniowych. Mieszkańców Józefowa (w gminie Nieporęt) zaniepokoił ogromny huk słyszany w okolicy. Niedługo później wyszło na jaw, że to sprzęt naszego wojska, z którym chwilę wcześniej operatorzy stracili łączność.

Na posesję pod Warszawą spadł dron. Okazało się, że to sprzęt naszego wojska

– W godzinach popołudniowych policja otrzymała sygnał o upadku drona na jednej z posesji w Józefowie. Ustaliliśmy, że pracownicy Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia stracili łączność z maszyną ćwiczebną. Bardzo szybko pojawili się na miejscu, zabezpieczyli i zabrali ten sprzęt – przekazała podinspektor Marta Sulowska z Komendy Stołecznej Policji w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Dziś już wiadomo, że maszyna była nieuzbrojona i miała charakter ćwiczebny. Nikomu nic się nie stało. Nie doszło również do żadnych strat materialnych. Sołtyska Józefowa Edyta Pietrzak-Waś niedługo po całym incydencie potwierdziła, że sytuacja została opanowana i nie ma żadnego zagrożenia. Testy bezzałogowców to dziś codzienność, a drony są jednym z priorytetów resortu obrony, czego przykładem jest choćby inicjatywa Dron Legion MON.

Od minionego weekendu na Lubelszczyźnie wojsko szuka drona

Dodajmy, że w miniony weekend (17-18 października) mieszkańcy okolic Zalewu Zemborzyckiego w Lublinie zgłosili służbom przelot niezidentyfikowanego obiektu, co wywołało nocną akcję wojska pod Lublinem. W kolejnych godzinach prowadzono akcję poszukiwawczą z udziałem żołnierzy, policjantów oraz śmigłowca, jednak do tej pory nie odnaleziono śladów obiektu ani nie stwierdzono naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

W ostatnich dniach głośno jest też o dronie, który rozbił się nad Litwą. To zresztą nie pierwsza taka sytuacja w ostatnim czasie, bo już we wrześniu informowaliśmy w naTemat, że dron nad Litwą został zestrzelony przez myśliwce NATO, a w maju myśliwiec NATO zestrzelił drona nad Estonią. Tym razem interesujące są natomiast informacje dotyczące tego, skąd mógł on nadlecieć.

Choć już ustalono, że bezzałogowiec, który eksplodował w rejonie (powiecie) poswolskim na północy Litwy, był ukraińską maszyną typu FPV, przenoszącą ładunek wybuchowy, to miał nadlecieć z terenu naszego kraju. Premier Litwy Mindaugas Sinkevicius przekazał, że nie ma w tej kwestii wątpliwości, że dron wleciał znad Polski. rzecznik polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej przekazał natomiast, że "na kierunku litewskim brak jest potwierdzenia (przez nasze systemy radarowe) przekroczenia granicy z Polski na Litwę".

Po tym, jak Litwa zasugerowała, że przegapiliśmy coś w polskiej przestrzeni powietrznej, MON zapewniło, że przeprowadzona zostanie szczegółowa analiza. "Działania te są realizowane we współpracy ze stroną litewską. Obecnie MON czeka na oficjalne wyniki zleconych analiz" – czytamy w komunikacie MON.