D z serialu "Cyberpunk: Edgerunners 2"
"Cyberpunk: Edgerunners 2" to oda do kina i człowieczeństwa (RECENZJA) Fot. materiał prasowy / Netflix

Witajcie z powrotem w Night City, gdzie w świetle dnia ludzie zamknięci w dystopijnej klatce toczą walkę z własnym człowieczeństwem. "Cyberpunk: Edgerunners 2" jest bardziej ludzki od sezonu poświęconego Davidowi Martinezowi, a co za tym idzie nieidealny i nieprzewidywalny. W świecie, w którym ograniczenia ciała da się łatwo zastąpić chromem, rzucająca się natychmiast w oczy technologia ustępuje miejsca temu, co chowa się w cieniu. To seans uszyty pod kinomanów.

REKLAMA

W papierowej grze RPG Mike'a Pondsmitha gracze nie są w stanie uratować skorumpowanego świata. Mogą co najwyżej spróbować zbawić własną duszę przed moralnym upadkiem i chromem. Walka z systemem i samym sobą nigdy nie ma szczęśliwego zakończenia, dlatego też Cyberpunk 2077 stworzony przez CD Projekt Red uderza w czuły punkt, a pierwszy sezon "Cyberpunk: Edgerunners" kontynuuje jego dziedzictwo. Drugi rozdział serialu zrodzonego ze współpracy Redów z japońskim studiem animacji Trigger jeszcze grubszą kreską oddziela dystopijną wizję późnego kapitalizmu i technokracji od ludzkiej natury, która społecznie ewoluuje, lecz nie jest zdolna do osiągnięcia perfekcji.

W przeciwieństwie do losów Davida Martineza i Lucyny Kushinady fabułę "Cyberpunk: Edgerunners 2" nie napędzają postaci, a historia, która w nieoczywisty sposób łączy ze sobą jednostki poszukujące zbawienia. Bartosz Sztybor i Masahiko Ōtsuka wykorzystują jako narracyjne spoiwo sztukę (w tym przypadku kino), która nawet w dalekiej przyszłości nie potrafi odciąć się od tych skalnych malowideł sprzed tysięcy lat – od ich ludzkiego aspektu, wyrażającego chęć pozostawienia po sobie śladu.

Recenzja "Cyberpunk: Edgerunners 2". Z kamerą wśród ludzi

Słońce oświetla Night City zza gęstej ściany żółtawego smogu. Nocą miasto wydaje się bardziej imponujące niż za dnia. Roman Carax to młodziutki kinofil, który przemierza ulice zdemoralizowanej metropolii w nadziei na znalezienie prawdziwych historii. Nie pędzi ślepo za sensacją, którą i tak mimowolnie nagrywa, by zarobić parę groszy u edytorów braindance'u (biznes to biznes). Z analogową kamerą w ręku próbuje przede wszystkim zrozumieć motywy, jakimi kierują się jego "aktorzy". Nastoletni dokumentarzysta przyciąga do siebie bandę wyrzutków.

W ciągu zaledwie paru tygodni Roman poznaje podstarzałego edgerunnera, Weaka "Kinga" Kingsleya, którego opuściła dawna chwała, uzależnioną od wszczepów Talię Yang, przypominającą bardziej pajęczaka niż człowieka, i spragnionego zemsty netrunnera-nomada D, który w odróżnieniu od korpo i najemników nie lubi zabijać.

Mam wrażenie, że "Cyberpunk: Edgerunners 2" jest pewnym eksperymentem w ramach antologicznej formuły, który dla pełnej satysfakcji należy oglądać z punktu widzenia filmowca (w tym konkretnym przypadku: z punktu widzenia Romana). Na pierwszy rzut oka motywacje Kinga, Talii i D nie są tak łatwe do odszyfrowania, nawet dla dziecka, któremu skorumpowany świat jeszcze przed narodzinami odebrał możliwość swoistego pożegnania się z niewinnością. W pierwszych odcinkach dostajemy dość nieintuicyjny, za to bardzo realistyczny scenariusz, będący zupełną odwrotnością nadmiernej ekspozycji.

Roman Carax z serialu "Cyberpunk: Edgerunners 2"
Roman Carax z serialu "Cyberpunk: Edgerunners 2". Fot. materiał prasowy / Netflix

Z początku King, Talia i D zachowują się w serialu jak nieznajomi ludzie, którym od niechcenia przyglądamy się z boku na ulicy, nie mając o nich bladego pojęcia. Ich niewiarygodne portrety kreślimy na podstawie obserwacji w czasie rzeczywistym i wokół jednej wielkiej niewiadomej. Dziecięca ciekawość Romana – w połączeniu z pytaniami formułowanymi przez jego ukochaną kinematografię – z mniejszym lub większym sukcesem porządkuje ten chaos w zgodzie z reżyserskim kunsztem, tym samym zbliżając nas do prawdy.

Scena, gdy D przesłuchuje członka Maelstromu, jest tego świetnym przykładem. Głodny sprawiedliwości Nomad zadaje cios za ciosem, nie dając dojść do słowa schwytanej w sieć ofierze. Roman interweniuje, stawiając odpowiednie dla reportażysty pytania, które potencjalnie niesatysfakcjonujący obrót spraw zmieniają w zrozumiały dla widza obraz. Carax i jego pragnienie zrozumienia drugiego człowieka (niezależnie czy złego, czy dobrego) nie dość, że popycha fabułę dalej, to dodatkowo służy rozwojowi postaci. Torturowany mężczyzna nie miał nic wspólnego z masakrą obozu Snake Nation. Voila! D łapie kolejny trop i w oczach obiorcy nabiera wyrazistszych kształtów.

Dalsza część artykułu poniżej.

"Cyberpunk: Edgerunners 2" wrzuca na pierwszy plan cyberpunkową prozę życia, na drugi zaś spycha niemal wszystko to, na czym swoją popularność zbudował pierwszy sezon. Kontynuacja charakteryzuje się nierówną akcją, inspiracjami shōnen, rewelacyjną warstwą wizualną bliższą japońskiej animacji (produkcja traci zachodnie rysy) i względnie małą liczbą easter eggów. Postaci są bardziej złożone i przez to też mniej archetypiczne w porównaniu z wachlarzem oferowanym w poprzednim rozdziale.

Muzycznie "dwójka" wcale nie prezentuje się gorzej od "jedynki". Gdy usłyszałam w inspirowanym "Cowboyem Bebopem" intrze utwór "10.15 Saturday Night" The Cure, pomyślałam, że surowe brzmienie pierwszego krążka mojej ulubionej kapeli ("Three Imaginary Boys") znakomicie wpisuje się w snutą przez twórców historię. Z narracją współgrały także kawałki "Serce" Liryki Składu Ostródzkiego i "High Forever" Petite Meller i Marlona Hoffstadta.

Weak "King" Kingsley w serialu "Cyberpunk: Edgerunners 2"
Weak "King" Kingsley w serialu "Cyberpunk: Edgerunners 2". Fot. materiał prasowy / Netflix

"Cyberpunk: Edgerunners" kończy się jak "American Beauty"

Drugi sezon to oda do kina, a nie do Cyberpunka 2077; to oda do growej esencji, a nie growej estetyki. Sztybor i Ōtsuka puszczają oczko w kierunku filmowych twórców lat 90. ubiegłego i samego Pondsmitha. Korporacyjne zgrzyty na linii Arasaka-Kang Tao, program Soulkiller i wytworzone w jego ramach konstrukty są fabularnym urozmaiceniem. Ha, nawet Capri, cyfrowy twór będący kolekcją ludzkich świadomości, pomimo fascynującego zewnętrza bardziej intryguje swoim wnętrzem.

"Cyberpunk: Edgerunners 2" traktuje o tym, co czyni nas ludźmi; o tym, jak wyjście ponad indywidualizm ratuje nas przed autodestrukcyjnymi zapędami. Nasze współczucie rozbito tutaj na cztery główne postacie (pięć, jeśli dorzucimy do nich Capri). Efekt? Pływamy w gęstym chaosie, który koniec końców łączy się w spójną całość, uderzając ze zdwojoną siłą aluzyjną puentą opartą na niedopowiedzeniach. Jedni to pokochają, drudzy zatęsknią za Sandevistanem poprzedniego protagonisty.

W Night City nie ma happy endów, ale finał "Cyberpunk: Edgerunners 2" przynosi nam gorzką w posmaku nadzieję – tak samo jak zakończenia "Star" i "Temperance" (wysoki poziom relacji z Johnnym Silverhandem) z gry. Scena zamykająca drugi sezon to hołd dla reklamówki z "American Beauty" Sama Mendesa. To przypomnienie, że sensem ludzkiej egzystencji jest szukanie szczęścia w małych rzeczach i dostrzeganie piękna tam, gdzie go pozornie nie ma.