
Za nami premiera serialu "Crystal Lake", czyli prequela serii "Piątek, trzynastego". Czy produkcja się udała i nie odebrała Jasonowi jego największej mocy – jego tajemniczości? Od razu uspokoję fanów: twórcy podeszli do marki z szacunkiem, ale też nie wycisnęli ze swoich pomysłów pełnego potencjału.
Pomysł na "Crystal Lake" nie był oryginalny: w końcu idea stworzenia prequela znanego filmu nie jest nowa. Pytanie, czy jest słusznie wykorzystywana. Jak jest tym razem?
"Crystal Lake", czyli ściągnij maskę Jason
Niektórzy bohaterowie kina działają na widza, gdyż nie znamy ich przeszłości, nie wiemy, dlaczego stali się źli, uosabiają pewne pierwotne zło. Problem pojawia się, gdy twórcy chcą pokazać nam korzenie owego mroku. A dokładniej: problematyczne staje się to, gdy robią to niezbyt umiejętnie.
I tak np. Hannibal Lecter przerażał, bo łączył w sobie umiłowanie do kultury wysokiej z apetytem na ludzkie mięso. Próba wyjaśnienia, dlaczego jego kubki smakowe stały się takie, a nie inne, pojawiła się wraz z "Hannibal. Po drugiej stronie maski" i podzieliła fanów serii. I obawiałem się, że z "Crystal Lake", prequelem "Piątku, trzynastego", może być podobnie.
Nowy serial, który jest już dostępny w całości na HBO Max, pokazuje dzieciństwo Jasona (Callum Vinson). Zaczyna się jednak od jego "śmierci". Zdeformowany chłopiec chce zaimponować kolegom, którzy regularnie mu dokuczają, i stara się wyłowić piłkę, która wpadła do głębokiej części jeziora. Niestety tonie. Jego matka, Pam (Linda Cardellini), pogrąża się w rozpaczy, ale jednocześnie nie wierzy, że jej dziecko nie żyje. Nagle w miasteczku zaczynają ginąć ludzie.
Najlepsze są zakończenie i początek "Crystal Lake"
Początek serialu jest bardzo interesujący, szczególnie dla fanów gatunku. Poznajemy bowiem Pam, która była bohaterką pierwszego filmu serii. Wtedy była okrutną morderczynią, która mściła się za to, że jej syn nie żyje. Jak jest tutaj? Nie będę zarzucał was spoilerami, ale dodam, że główna bohaterka jest postacią niejednoznaczną, której możemy kibicować, współczuć, rozumieć jej motywację, ale jednocześnie momentami ją potępiać. Rola Cardellini jest zresztą najmocniejszą stroną "Crystal Lake".
Ważną rolę w serialu odgrywa też jej relacja z małym Jasonem (w serialu otrzymujemy sporo retrospekcji). Dzięki nim dobrze rozumiemy postępowanie Pam i jej charakter. Jednocześnie zaczynamy naprawdę lubić samą przyszłą machinę do zabijania (ale tylko początkowo!). Nieco przypomina to to, co w swoich serialach o seryjnych mordercach stara się ostatnio robić Netflix. Tyle że tu zrobiono to umiejętnie (niebagatelne znaczenie ma też to, że Jason to jednak postać fikcyjna i nie ma na sumieniu realnych ludzi).
Zresztą wątek dzieciństwa Jasona, a wręcz jego narodzin jest tu najciekawszy i przywodzi na myśl "Stranger Things". Stąd też najlepszym odcinkiem całego sezonu jest przedostatni, który zarazem wszystko wyjaśnia, ale też prowokuje pytanie, dlaczego pomysły w nim zaprezentowane nie zostały rozpisane na więcej epizodów. Szkoda, gdyż wtedy całość byłaby jeszcze lepsza i ciekawsza. Chętnie wyjechałbym z mrocznej, amerykańskiej miejscowości na dłużej i więcej czasu spędził w tajemniczych obiektach ponurej korporacji.
W serialu jest sporo brutalności i paskudnych scen, które lepiej oglądać na czczo. Z jednej strony fani slasherów mogą klaskać z zachwytem w każdym momencie, gdy komuś odpada szczęka (dosłownie!), z drugiej, momenty te bywają z czasem tak kuriozalne, że zamiast przerażać zaczynają śmieszyć. Może była to jednak celowa zabawa konwencją. W końcu tanie horrory klasy B działały na granicy grozy, ale też kiczu. Najlepiej działają tu elementy body horroru, które pojawiają się we wspomnianym już przedostatnim epizodzie. I ponownie: szkoda, że nie ma ich więcej.
Poniżej dalsza część artykułu.
Zobacz także
Jason po seansie "Crystal Lake" nadal straszy?
Symboliczne jest tu scena, w której jeden z bohaterów ściąga z głowy Jasona maskę. Widzimy biedną, przestraszoną, zdeformowaną istotę. Tyle że ta po chwili zamienia się w monstrum, jakie znamy w horrorów.
"Crystal Lake" umiejętnie pokazuje nam więc genezę makabry z "Piątku, trzynastego". Wiemy, już skąd wziął się zamaskowany morderca, ale nadal się go boimy. Większości z nas trudno będzie z nim empatyzować: to ostatecznie nadal wielka góra mięsa, której celem jest mordowanie, a nie skrzywdzone dziecko. Pod koniec pada zresztą zdanie, które świetnie to podkreśla.
Nowy serial o Jasonie (a właściwie jego matce) jest więc bardzo udany, z szacunkiem podchodzi do oryginału oraz nie oferuje nam głupotek fabularnych, rozbudowując świat pierwowzoru z 1980 r. o nowe elementy, które działają i nie sprawiają, że ten staje się jeszcze ciekawszy. Liczę na drugi sezon!
A jeśli macie ochotę na więcej przerażenia, polecam nasze zestawienie 10 najlepszych horrorów o demonach z piekła rodem, a dla tych, którzy wolą klimat cieknącej krwi – gotyckie horrory, które przyprawią cię o gęsią skórkę.




