
Warszawski Sąd Administracyjny uchylił decyzję o odebraniu paszportu byłemu ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Sam zainteresowany już to skomentował. Nie cieszy się jednak z tej decyzji. Przyznał, że nie zamierza prędko wracać do Polski. – Nie wezmę udziału w spektaklu Tuska i Żurka – stwierdził.
"Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie na skutek wniesionej skargi uchylił decyzję Wojewody Mazowieckiego o unieważnieniu paszportu ministrowi Zbigniewowi Ziobrze. Powód: istotne naruszenia praw mojego klienta w postępowaniu administracyjnym. Wstyd, Panie Ministrze Kierwiński" – napisał jeden z obrońców byłego ministra sprawiedliwości mec. Adam Gomoła.
Ziobro znów ma swój paszport. Sąd wskazał na nieprawidłowości
Jak przekazała rzeczniczka warszawskiego sądu Małgorzata Jarecka, "kluczowy zarzut dotyczy nieprawidłowego doręczenia zawiadomienia o wszczęciu postępowania".
"Sąd wskazał, że wojewoda mazowiecki skierował zawiadomienie na adres zameldowania skarżącego, mimo że w toku postępowania uzyskał z Prokuratury informacje wskazujące, że Zbigniew Ziobro nie przebywa pod tym adresem. Zawiadomienie o wszczęciu postępowania wysłane na ten adres również nie zostało prawidłowo doręczone w drodze zastępczej. Żadnemu z pełnomocników skarżącego nie doręczono prawidłowo zawiadomienia o wszczęciu postępowania. W konsekwencji naruszone zostało prawo strony do czynnego udziału w postępowaniu" – czytamy w komunikacie. Wyrok jest nieprawomocny, można go zaskarżyć.
Paszport unieważniono na wniosek Prokuratury Krajowej w związku ze śledztwem, o którym pisaliśmy już wcześniej, wyjaśniając, dlaczego służby weszły do domu Ziobry – defraudacja Funduszu Sprawiedliwości to główny wątek tej sprawy.
Ziobro ma jednak problem
A co na to wszystko Zbigniew Ziobro? W rozmowie z Interią stwierdził, że nie traktuje tego jako swój sukces, tylko jako porażkę obecnej władzy. Miał zastrzeżenia co do niezawisłości sądów. Przypomniał przy tym sprawę sędziego Mielcarka, który wydał decyzję o wydaniu listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego.
– Sędzia Mielcarek wydał Romanowskiemu list żelazny. Spotkały go groźby i hejt, a za całą tą nagonką znów stoi Żurek. Przecież to przykłady jawnego zamachu na niezawisłość sędziowską (...) Władza Tuska sięgnęła po narzędzie SB. Dziś wywiera się na sędziów nielegalną presję – grzmiał Ziobro.
Spór ma też drugą odsłonę: Żurek napisał o stajni Ziobry, a Mielcarek od listu żelaznego dla Romanowskiego idzie do sądu.
Zobacz także
Przypomnijmy, że Zbigniew Ziobro zniknął z Węgier po zmianie władzy – od maja polityk przebywa w USA. Nad Dunajem nie ma już dla niego bezpiecznej przystani: Węgry szybko wzięły się za jego azyl.
Pytany, czy zamierza wracać do Polski, zaprzeczył i zaczął krytykować stan praworządności w Polsce. – W sądach powszechnych odwołano prezesów legalnie powołanych za naszych rządów, choć chroniła ich sześcioletnia ustawowa kadencja. Na ich miejsce nielegalnie wstawiono nowych "prezesów". Po co? Żeby wpływać na to, który sędzia dostanie sprawę, i naciskać na sędziów od środka. I robili to bezczelnie w sprawach aresztowych, są tego twarde dowody – przekonywał Ziobro w rozmowie z Interią i dodał, że "nie zamierza dawać obecnej władzy prezentu w postaci swojego szybkiego powrotu".
– Nie wezmę udziału w spektaklu Tuska i Żurka, który z uczciwym wymiarem sprawiedliwości nie ma nic wspólnego. Mój powrót pozwoliłby im zamknąć mi usta i rozpętać wielką kampanię kłamstw i manipulacji. Dziś, będąc na wolności, mogę z nimi walczyć i ich bezprawie nagłaśniać – stwierdził na koniec.




