
Zamiast kategorycznego odcięcia się od skandalu na szczytach partyjnej władzy – milczenie i ochrona koalicjanta. Najnowsze badanie pokazuje, jak ogromnym obciążeniem dla wizerunku PiS stał się przebywający w USA polityk. Zasada ochrony swoich za wszelką cenę po raz kolejny obraca się przeciwko Prawu i Sprawiedliwości.
Próba rozmywania afery Zondacrypto i ochrona byłego ministra sprawiedliwości przez Nowogrodzką przynosi opłakane skutki. Polacy wydali wyrok, a brak reakcji Jarosława Kaczyńskiego zaczyna ciążyć całej opozycji.
Ponad 56 proc. Polaków żąda usunięcia Ziobry z PiS
Tylko co dziesiąty ankietowany broni lidera Suwerennej Polski po doniesieniach o przelewach od giełdy kryptowalut. Prezes PiS, zwlekając z decyzją o czystce w szeregach, popełnia koszmarny błąd taktyczny.
Jarosław Kaczyński od lat stosuje tę samą taktykę: w obliczu skandalu udaje, że problemu nie ma, a swoich ludzi broni do ostatniej kropli krwi. Oczywiście usiłuje też odwracać kota ogonem i udowadniać, że afera PiS jest aferą KO.
W przypadku Zbigniewa Ziobry i wybuchu afery wokół Zondacrypto ten mechanizm obronny zamienił się jednak w spektakularny strzał we własną stopę. Polacy mają dość pobłażliwości dla polityków uwikłanych w niejasne układy finansowe, a najnowsze badanie SW Research przeprowadzone dla Onetu ukazuje skalę społecznego oburzenia.
Polacy wydali wyrok na Ziobrę
Wyniki badania są dla PiS dość bolesne. Większość społeczeństwa oczekuje od prezesa PiS natychmiastowego usunięcia byłego ministra sprawiedliwości ze wspólnego klubu i struktur. Opowiedziało się za tym 56,5 proc. badanych.
Najostrzejsi w ocenach są ankietowani w wieku 35–49 lat (aż 59,8 proc. za usunięciem) oraz osoby powyżej 50. roku życia (58,8 proc.). Znikomy odsetek obrońców Ziobry (zaledwie 12,2 proc.) pokazuje, że narracja o "politycznym polowaniu" nie przekonuje nawet twardego elektoratu.
Dlaczego teza o "polowaniu" nie działa
Politycy PiS próbowali przenieść ciężar sporu na rzekome upolitycznienie prokuratury, ale ten manewr obrócił się przeciwko nim także w Sejmie. Gdy zapytali ministra o Giertycha, Krala i upolitycznienie, usłyszeli riposty, których woleliby nie usłyszeć – resort odpowiedział wyliczeniem postępowań prowadzonych wobec ludzi poprzedniej władzy.
Wiarygodności tej linii obrony nie pomaga też skala samej afery. Zondacrypto i tajemnice Krala to dziś wątki obejmujące ukradzione miliony klientów giełdy, wielką politykę i zaginięcie jednego z założycieli firmy.
Zobacz także
Samobójcza taktyka Nowogrodzkiej
Utrzymywanie Zbigniewa Ziobry w politycznym obozie staje się dla Kaczyńskiego balastem nie do udźwignięcia. Brak rozliczenia niszczy wiarygodność: przebywający od miesięcy w USA Ziobro sam przyznał, że jego fundacja przyjęła 450 tys. zł od Przemysława Krala, zasłaniając się jedynie "pobieżną weryfikacją darczyńcy".
Pobyt za oceanem nie musi być jednak trwałym schronieniem. Jak ujawniły media, Zbigniew Ziobro w USA może długo nie zabawić, bo jest wniosek polskich śledczych o jego wydanie – a każdy ruch w tej sprawie będzie kolejnym problemem wizerunkowym dla całej partii.
Brak dymisji i brak odcięcia się od Suwerennej Polski sprawia, że całe odium zarzutów o płatną protekcję i 2 miliony złotych za "ukręcenie łba" śledztwom spada bezpośrednio na konto Prawa i Sprawiedliwości.
Śledztwo idzie dalej, niezależnie od politycznych kalkulacji
Prokuratura nie czeka na decyzje Nowogrodzkiej. Afera Zondacrypto wepchnęła 3 osoby za kraty – sąd zastosował wobec nich najsurowszy środek zapobiegawczy, czyli tymczasowy areszt.
Sprawa może zresztą wybuchnąć z nieoczekiwanej strony. Dziennikarze ustalili, że taśmy Zondacrypto istnieją, ale zarejestrowane materiały mają uderzać nie w politykę, lecz w służby – co oznacza, że kolejne odsłony afery trudno dziś przypisać którejkolwiek ze stron.
Donald Tusk i prokuratura dostali do ręki idealne narzędzie. Dopóki Ziobro pozostaje pod opiekuńczym skrzydłem Kaczyńskiego, każdy kolejny szczegół śledztwa ws. Zondacrypto uderza bezpośrednio w wizerunek całej opozycji.
Brak zdecydowanego cięcia na Nowogrodzkiej nie jest już objawem siły prezesa, lecz dowodem na paraliż decyzyjny. Ignorując wolę 56 proc. Polaków, Jarosław Kaczyński sam zakłada sobie na szyję pętlę wizerunkową, z której koalicja rządząca z pewnością skwapliwie skorzysta.






