Rosyjski niszczyciel rakietowy
Jaka powinna być odpowiedź Unii Europejskiej na rosyjską wojnę hybrydową? Fot. Shutterstock.com; na zdjęciu: Rosyjski niszczyciel Bespokoyny

Winny: Rosja. Reakcja? Rezolucje, przemówienia, długofalowe programy obronne. Czy odpowiedź UE na rosyjską wojnę hybrydową jest wystarczająca? Europosłowie apelują o pieniądze i programy wojskowe.

REKLAMA

Sześć ataków w dziesięć dni, zabici i zaginieni członkowie załóg, utracone ładunki – to wszystko "groźna i nieakceptowalna eskalacja". Tak Unia Europejska ustami szefowej dyplomacji Kai Kallas oceniła falę rosyjskich ataków na statki handlowe na Morzu Czarnym.

Na debacie o bezpieczeństwie w Parlamencie Europejskim Kallas wskazała, że Rosja "destabilizuje globalne bezpieczeństwo żywnościowe". Przypomniała, że Ukraina proponowała uregulowanie sytuacji szlaków żeglugowych, ale Rosja odrzuciła tę ofertę.

Zaledwie dwa dni po tych słowach nastąpił kolejny, siódmy już atak. W piątek, 23 października, 13 mil morskich od rumuńskiego portu w Konstancy "Khoryv", 120-metrowy statek typu OBO do przewozu rudy i produktów naftowych, miał zostać trafiony przez drona. Jednostka zatonęła, jedna osoba zginęła, dziewięć uratowano, trzy są poszukiwane.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zareagowała słowami o "kolejnej eskalacji działań Rosji", typowo dla unijnej administracji wyraziła też "głębokie zaniepokojenie".

Czy z zaniepokojenia Unii coś wynika?

Kallas w PE podkreślała, że UE "wzywa do natychmiastowego przywrócenia bezpiecznej żeglugi cywilnej oraz statków handlowych" na Morzu Czarnym. Wzywa, ale czy jest w stanie sama to wyegzekwować?

– Rosja rozumie tylko siłę. A skoro nie jesteśmy jako Unia Europejska wojskową potęgą, powinniśmy użyć siły, którą mamy, czyli gospodarki. Za każdym razem, kiedy dochodzi do ataku dronowego czy naruszenia przestrzeni powietrznej – powinniśmy dać Ukrainie miliard euro z zamrożonych rosyjskich aktywów. Albo zaostrzyć sankcje błyskawicznie, a nie dopiero za dwa miesiące – mówi DW europoseł Pekka Toveri, niegdyś żołnierz wojsk pancernych, później generał i były szef (w latach 2019–2020) fińskiego wywiadu wojskowego.

– Na Morzu Czarnym natomiast moglibyśmy wykorzystać wojsko. Prowadzimy operacje morskie na Oceanie Indyjskim i w Zatoce Adeńskiej (EUNAVFOR ATALANTA i EUNAVFOR ASPIDES – red.). Dlaczego nie mielibyśmy wysłać unijnej morskiej grupy zadaniowej na Morze Czarne, by bronić żeglugi w strefie ekonomicznej członków UE, jednocześnie chroniąc dzięki temu żeglugę ukraińską? – pyta w rozmowie z DW Toveri.

Posłowie o misji na Morzu Czarnym i sankcjach

Podczas debaty europosłowie istotnie wzywali do wzmocnienia europejskiej obecności wojskowej na Morzu Czarnym i – jak ujął to niemiecki europoseł Zielonych Sergey Lagodinsky – wsparcia Ukrainy w jej wojnie obronnej z Rosją, "podczas gdy Ameryka zajmuje się umowami o dieslu i wyborami połówkowymi".

Jak argumentował, Rosja już dawno przekroczyła kolejną granicę. – Nie ma nic hybrydowego w płonącym statku, nic niejednoznacznego w działaniach tych, którzy wysłali drony z ładunkami wybuchowymi na nasze lotniska. Znajdujemy się z Rosją w sytuacji przedwojennej. A Rosja już nas atakuje – alarmował Lagodinsky. Zaapelował do Komisji państw członkowskich o realizację unijnych programów obronnych – Europejskiej Inicjatywy Obrony Dronowej (EDDI), Europejskiej Tarczy Kosmicznej – oraz misji na Morzu Czarnym.

EDDI ma na celu budowę połączonego europejskiego systemu wykrywania, śledzenia i neutralizowania wrogich dronów. Europejska Tarcza Kosmiczna ma zapewnić wojskom i rządom państw UE nawigację satelitarną, łączność i rozpoznania w warunkach konfliktu oraz uniezależnienie od pozaunijnej infrastruktury.

Jak postawić Rosji granice tak, by zrozumiała

Niemiecki socjademokrata Tobias Kremer i rumuński liberał Dan Barna wzywali do jak najszybszego uruchomienia europejskiego Centrum Bezpieczeństwa Morskiego na Morzu Czarnym, na którego stworzenie UE dała Rumunii i Bułgarii zielone światło w lipcu 2026 r.

Black Sea Maritime Security Hub nie wyśle okrętów wojennych państw UE na Morze Czarne. Z jego pomocą kraje mają skuteczniej wspólnie monitorować ruch statków, śledzić rosyjską flotę cieni, wykrywać i usuwać miny, chronić kable podmorskie i instalacje energetyczne i reagować na zagrożenia hybrydowe.

Skuteczna koordynacja i obrona przed takimi wrogimi aktami jest możliwa. Pekka Toveri przypomina akty sabotażu w Zatoce Fińskiej, które zaczęły się już w 2024 r.: statki floty cieni przecięły tam podmorskie kable.

– Po tym, jak my i Szwedzi dokonaliśmy abordażu tych statków, a kapitanów postawiliśmy przed sądem, to się skończyło – mówi i podkreśla, że brak konsekwencji oznacza dla Rosjan tylko zachętę do dalszych działań.

PE apeluje o misję na Morzu Czarnym

W czwartkowe popołudnie europarlament stosunkiem głosów 432 za do 52 przeciw przy 88 wstrzymujących się przyjął rezolucję. Europosłowie wzywają w niej do rozważenia "rozmieszczenia morskiej operacji UE na Morzu Czarnym". PE obwinił Rosję za ataki na statki cywilne i eskalację wojny przeciw Ukrainie na obszar zachodniego Morza Czarnego, zwrócił się też do NATO, aby "rozważyło inicjatywę na Morzu Czarnym".

Parlament podkreślił znaczenie regionalnej współpracy Bułgarii, Rumunii i Turcji i wezwał do uruchomienia centrum bezpieczeństwa morskiego. Europarlamentarzyści zaproponowali też użycie niewykorzystanych środków z puli SAFE na pomoc Bułgarii i Rumunii – unijnych "oknach" na Morze Czarne.

Czy taka odpowiedź UE na to, co działo się w ostatnich miesiącach – drony w Polsce, w Niemczech i w innych państwach UE, czy teraz ataki na Morzu Czarnym – jest wystarczająca?

15 "domów rosyjskich" w krajach UE

– Jest lepsza niż wcześniej, bo pamiętam podobne wydarzenia bez reakcji. Tym razem Niemcy szybko i jasno wskazały, kto jest odpowiedzialny. Wcześniej wiele krajów się wahało, żeby "nie eskalować". Ale Rosja eskaluje. I jeśli nie damy jej odpowiedzi, to Putin krok po kroku będzie sprawdzał naszą polityczną wolę do odpowiedzi – mówi Rasa Juknevičienė, była ministra obrony Litwy, od lat zajmująca się polityką bezpieczeństwa i kontaktami z NATO.

W rozmowie z DW podkreśla drugą reakcję Niemiec na akty sabotażu – zamknięcie Domu Rosyjskiego w Berlinie.

– Naliczyłam potem jeszcze 15 takich domów w krajach UE – podkreśla. Tę liczbę podawał też niemiecki portal RND. Z kolei serwis RFI powołał się na dane Rossotrudniczestwa – podległej rosyjskiemu MSZ agencji zarządzającej siecią "rosyjskich domów".

– I to jest też część odpowiedzi na pana pytanie: czy my serio zajmujemy się działaniami podejmowanymi przeciwko nam, skoro wciąż mamy w UE miejsca, gdzie operują rosyjskie służby specjalne? – pyta Rasa Juknevičienė.

"UE nie ma strategii, jak zakończyć tę wojnę"

Reakcja Rosji na rezolucję PE? Brak. Wcześniej, m.in. 2 października, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow twierdził, że Rosja jedynie "odpowiada na te uderzenia, które Ukraina zaczęła przeprowadzać". Atak na "Khoryv" wskazuje jednak, że Kreml nie zmienia strategii.

Dopytywany, czy wsparcie UE dla Ukrainy jest wystarczające, europoseł Pekka Toveri twierdzi, że nie. Według niego "UE nie ma strategii, jak zakończyć tę wojnę".

– Przekraczanie czerwonych linii na przekazywanie Ukrainie czołgów czy rakiet zajmowało miesiące. Teraz koszty rosną, a wielu obywateli UE ich nie chce i narzeka, że choć to nie im bomby spadają na głowy, to i tak są zmęczeni – mówi były fiński wojskowy.

I dodaje: – Gdyby sankcje wdrożone przez 4,5 roku zostały przyjęte w roku 2022, wojna dawno by się już skończyła. To my ją zmieniliśmy w tak długotrwałą.

Autor: Michał Gostkiewicz, Deutsche Welle