
Kolorowy kamyk z wymalowanym kotem albo biedronką, a na spodzie pięć cyfr z myślnikiem i literka "f". Takie znaleziska leżą w parkach, na plażach i przy szlakach w całej Polsce. To nie zguba ani szyfr, tylko część gry, w którą bawi się już ponad 900 tys. osób.
Za zabawą w naszym kraju stoi facebookowa grupa #kamyczki, która liczy już ponad 912 tys. członków. W Mamadu pisaliśmy już kiedyś, co zrobić z kolorowym kamykiem z kodem, a od tamtej pory społeczność urosła ponad trzykrotnie.
Co oznaczają cyfry na malowanych kamykach?
To po prostu kod pocztowy autora. Zgodnie z regulaminem grupy na odwrocie kamienia trzeba umieścić logo albo nazwę Facebooka (stąd tajemnicza literka "f", bo najprościej narysować ją jak w logotypie serwisu), hasztag #kamyczki i kod pocztowy miejsca zamieszkania. Można dopisać krótkie zaproszenie w rodzaju "weź mnie" albo "zabierz mnie w podróż".
Kod działa jak numer przesyłki na paczce. Znalazca wrzuca zdjęcie do grupy i wpisuje w poście cyfry z kamienia, a autor wyszukuje je w lupce i sprawdza, dokąd dotarło jego dzieło.
"Kod pocztowy z kamyczka to podstawa postu" – podkreślają administratorzy w regulaminie. Gdyby cyfry się zatarły, z pomocą przychodzą inni uczestnicy. Wielu z nich kojarzy prace znajomych i pomaga odszyfrować, skąd kamień przywędrował.
Skąd się wzięła zabawa w kamyczki?
Pomysł bezpośrednio do nas przyszedł z Czech, ale to tylko ostatni przystanek. Magazyn "Cape Cod Life" opisywał, jak wiosną 2015 r. Amerykanka Megan Murphy zaczęła zostawiać na plażach Cape Cod kamienie z motywującymi hasłami. Tak narodził się Kindness Rocks Project.
Czesi przejęli modę od Austriaków. Vlasta Tillich, mieszkająca tuż za granicą, podpatrzyła austriacką grupę Stoaroas i w styczniu 2020 r. założyła czeską grupę Kamínky, o czym opowiadała magazynowi eCanis.
Portal Rybnik.com.pl donosi, że polska grupa wystartowała 14 maja 2020 r., a założyła ją Katarzyna Sulewska. Po miesiącu miała ponad 6 tys. członków. W lipcu 2024 r. w Mamadu pisaliśmy o prawie 273 tys., a dziś jest ich ponad trzy razy więcej.
Zobacz także
Znalazłeś malowany kamień? Oto zasady zabawy w kamyczki
Znalazca dodaje w grupie post z kodem z kamienia, miejscowością i jednym zdjęciem malunku. Potem najlepiej przenieść kamyk w inne miejsce. Zatrzymać go też wolno, ale wtedy warto dać znać w grupie, bo autor ucieszy się z wiadomości i chętniej namaluje kolejne.
Własny kamyczek to dobry sposób, by zainteresować dziecko czymś innym niż bajka. W zabawie uczestniczą też dorośli, bo wiek nie ma tu kompletnie znaczenia. Nie trzeba też umieć malować. Trzeba jednak przestrzegać kilku reguł:
Gotowy kamyk kładziemy na widoku, by był dostępny dla przypadkowego znalazcy. Mamadu wymieniało parki, place zabaw, ścieżki spacerowe, szlaki i okolice schronisk. Dobrze sprawdzają się też ławki, schody i parapety, które w rozmowie z eCanis polecała Vlasta Tillich.
Wędrujące kamyczki mają być zabawą, nie wandalizmem
Administratorzy przypominają też, że to zabawa, a nie wandalizm. Jeśli ktoś podpisze nazwą grupy pomnik, głaz albo kamień na szlaku, zgłoszą to odpowiednim służbom. W parkach narodowych i rezerwatach chodzi zresztą o prawo, bo art. 15 ustawy o ochronie przyrody zabrania tam m.in. "zanieczyszczania i dokonywania zmian obiektów przyrodniczych".
Gdy w jednym miejscu leży już kilka kamieni, można dołożyć swój. Tak powstają kamykowe węże, czyli nowa odsłona zabawy, o których pisało Mamadu. Takim wężem pochwalił się Paweł Małaszyński. "Dwa tygodnie temu moja córeczka zaczęła węża od dwóch kamyków" – napisał aktor na Facebooku. Niektóre węże w Polsce liczą już po kilkadziesiąt kamieni.






