osoba trzymająca pusty portfel w rękach
Polskie firmy gwałtownie przykręcają kurek z pieniędzmi Fot. Pormezz / Shutterstock

Jeśli planujesz wizytę w gabinecie szefa z wnioskiem o podwyżkę, przygotuj się na twarde lądowanie. Z najnowszego raportu NBP wynika, że polskie firmy zaciągają hamulec ręczny. Zaledwie co 4. przedsiębiorstwo w kraju zamierza w najbliższym czasie podnieść płace, a oferowane stawki są dalekie od oczekiwań.

REKLAMA

Średnio 4,4 procent – tyle wynosi dziś przeciętna planowana podwyżka w polskim biznesie. To wynik wyraźnie poniżej wieloletnich standardów. Pracodawcy przestają licytować się na stawki, bo presja płacowa gwałtownie opada, a zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw niemal stanęło w miejscu.

Idziesz po podwyżkę? Możesz usłyszeć "nie"

Czas, kiedy pracownik mógł wejść do gabinetu przełożonego z listą roszczeń i niemal z automatu otrzymać 10 czy 15 procent podwyżki, dobiegł końca. Najnowszy, kwartalny raport z monitoringu Narodowego Banku Polskiego – oparty na badaniu reprezentatywnej próby 2516 przedsiębiorstw niefinansowych – nie pozostawia złudzeń. Polskie firmy gwałtownie przykręcają kurek z pieniędzmi. Zamiast licytacji na wynagrodzenia wchodzimy w fazę chłodzenia rynku.

Zaledwie 25,7 proc. firm planuje podnieść wynagrodzenia w perspektywie najbliższego kwartału. To wyraźny spadek z poziomu 28,1 proc. kwartał wcześniej. Wynik ten wypada blado na tle wieloletniej średniej, która wynosi 34,2 proc. Oznacza to, że odsetek przedsiębiorstw skłonnych do dzielenia się zyskiem z załogą jest o niemal 9 punktów procentowych niższy niż zazwyczaj w polskiej gospodarce.

Ci nieliczni, którzy w ogóle planują jakiekolwiek korekty płac, zamierzają dorzucić pracownikom średnio zaledwie 4,4 proc. Dla porównania: historyczna norma dla tego wskaźnika to 5,8 proc. Przy obecnych cenach w sklepach i na stacjach benzynowych taka "podwyżka" w ujęciu realnym ledwie pokrywa bieżące rachunki.

Co prawda w horyzoncie 12 miesięcy podwyżki zapowiada 65,3 proc. ankietowanych przedsiębiorstw, ale również tam dominują ostrożność i asekuracja: średnia roczna zmiana ma wynieść niespełna 4,9 proc. Biznes po prostu rozkłada kosmetyczne korekty na raty, unikając jak ognia skokowego pompowania kosztów stałych.

Sygnały tego zwrotu widać było już w danych urzędu statystycznego. Pisaliśmy o nich w tekście najnowsze dane GUS o pensjach: koniec z koncertem życzeń – realny wzrost płac jest coraz słabszy.

Pracownicy stracili oręż

Dlaczego pracodawcy mogą sobie pozwolić na tak twarde stawianie granic? Ponieważ pracownicy nie mogą już tak łatwo zmienić pracy. W drugim kwartale zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw niefinansowych wzrosło o symboliczne 0,1 proc. rok do roku (wobec 0,7 proc. w pierwszym kwartale).

Co bardziej wymowne: aż 46,8 proc. przedsiębiorstw zmniejszyło stan zatrudnienia, podczas gdy zwiększenie liczby etatów zadeklarowało 42,1 proc. podmiotów. Mówiąc wprost: w Polsce więcej firm redukuje załogi, niż tworzy nowe miejsca pracy.

Podobny obraz dały wcześniejsze odczyty, które omawialiśmy w materiale przeciętne wynagrodzenie w maju mocno w dół, pracownicy wściekli po cięciu premii – zatrudnienie spadło wtedy o 0,9 proc. rok do roku.

Słabnie również sama presja płacowa. O ile jeszcze rok temu pracownicy masowo żądali rekompensat drożyzny, o tyle w trzecim kwartale nacisk na wzrost wynagrodzeń odczuwało 61,4 proc. firm (spadek z 62,1 proc., przy średniej wieloletniej wynoszącej 66,7 proc.).

Swoje zrobiła też najniższa od lat podwyżka płacy minimalnej. Jak przypominaliśmy w tekście wzrost minimalnej pensji w 2026 roku, Polacy nie będą jednak zadowoleni, chodziło o 140 zł brutto, czyli niespełna 95 zł "na rękę". Ostateczną kwotę rząd ustalił samodzielnie, o czym informowaliśmy w materiale tyle wyniesie płaca minimalna w 2026 roku, Rada Ministrów podjęła decyzję – porozumienia z Radą Dialogu Społecznego nie osiągnięto.

Nie koszty pracy, a rachunki za prąd

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną zmianę w mentalności polskich menedżerów. Do niedawna to rosnące koszty pracy były wskazywane jako główny powód podnoszenia cen towarów na półkach i usług. Dziś ten argument schodzi na dalszy plan.

Koszty pracy jako główny powód podwyżek cen wskazuje już tylko 20,4 proc. firm. Biznes ma na głowie rosnące koszty zaopatrzenia, drożejące surowce oraz nieprzewidywalne rachunki za prąd i gaz. Skalę tego obciążenia opisywaliśmy w analizie Polska ma prawie najdroższy prąd w Europie, rachunki pokazują brutalną prawdę.