Banknoty 100 juanów i 100 zł.
Juan kosztuje już prawie 59 groszy. Czy chińskie towary zaraz podrożeją? Fot. Czerep rubaszny / Shutterstock

Janusz Piechociński ostrzega, że złoty w kilka tygodni stracił do juana prawie 10 proc., a rachunek zapłacimy w sklepach. Sprawdziliśmy to w tabelach NBP. Liczba z grubsza się zgadza. Gorzej jest z kalendarzem...

REKLAMA

"W ostatnich tygodniach złoty stracił do juana prawie 10 proc., czym za chwilę nakarmi się inflacja” – napisał wczoraj (26 października) na X były wicepremier. Kursy średnie NBP pokazują, że taki spadek był, tyle że rozłożony na prawie pięć miesięcy. 1 czerwca za juana płaciliśmy 0,5368 zł, a 26 października już 0,5892 zł. Złoty stracił więc do chińskiej waluty 8,9 proc., a w ostatnim miesiącu ok. 2,7 proc.

Kurs juana chodzi za dolarem jak cień

Chińska waluta nie pływa sobie swobodnie. Jak wyjaśnia Bankier.pl, Ludowy Bank Chin (tamtejszy odpowiednik NBP) codziennie ustala oficjalny kurs renminbi (to pełna nazwa chińskiej waluty, a juan to jej jednostka, trochę jak u nas złoty i złotówka). W ciągu dnia waluta może odjechać od tego kursu najwyżej o 2 proc. w górę lub w dół.

W praktyce kurs juana porusza się więc podobnie jak kurs dolara, a ten od 21 sierpnia zdrożał w NBP z 3,68 do 3,93 zł. Pisaliśmy już, że złoty słabnie przez mocnego dolara, a nie dlatego, że inwestorzy przestali wierzyć w Polskę.

Czy wpis Piechocińskiego trafia w sedno? Częściowo tak. Chińskich towarów kupujemy sporo. PAP Biznes, powołując się na GUS, podaje, że po ośmiu miesiącach tego roku z Chin pochodziło 16 proc. wszystkiego, co sprowadzamy do Polski.

Droższy juan nie oznacza jednak od razu dużo droższych zakupów. W raporcie NBP wyliczono, że gdy złoty zmienia wartość o 1 proc. wobec walut naszych głównych partnerów handlowych, ceny w sklepach przesuwają się średnio o ok. 0,09 proc. Gdyby więc złoty osłabł o 10 proc. wobec nich wszystkich naraz, ceny wzrosłyby z tego powodu o niecały 1 proc.

Groźniejsza jest ropa, bo na świecie płaci się za nią w dolarach. "Najważniejszym czynnikiem pozostaje ropa" – zauważa w "Parkiecie" Michał Stajniak, analityk XTB. Z danych GUS omawianych przez Stockwatch wynika, że we wrześniu inflacja wyniosła 4,1 proc. Z tego, o ile ceny wzrosły od sierpnia, ok. cztery piąte to zasługa droższych paliw. Juan jest tu raczej posłańcem złych wieści niż ich twórcą.

Dlaczego złoty słabnie? Dwa ciosy naraz

W naTemat opisywaliśmy niedawno, jak złoty traci do dolara. Od stycznia nasza waluta straciła do niego ok. 9 proc., a do euro i franka po 3,9 proc. Mateusz Czyżkowski, analityk XTB, widzi tu dwóch winnych.

Pierwszy to mocny dolar na całym świecie, drugi to deficyt w polskim skarbcu. Nowy budżet na 2027 r. zakłada dziurę na 281,2 mld zł, a obsługa długu ma kosztować ponad 107 mld zł, więcej niż 800 plus. Analityk widzi w tym "największe i wciąż niedoszacowane ryzyko dla złotego".

Na razie złotego ratują wysokie stopy procentowe, bo trzymanie pieniędzy w złotych dobrze się opłaca. Ta poduszka jednak się kurczy, ponieważ Polacy bogacą się coraz wolniej.

Dolar po 4 zł zimą? Brakuje już kilku groszy

Pod koniec września INNPoland zastanawiał się, czy dolar dobije do 4 zł jeszcze tej zimy. Na początku roku kosztował 3,50 zł, a 26 października już 3,93 zł, więc do okrągłej czwórki zostało ok. 7 groszy.

"Jeśli napięcia na wschodniej flance NATO utrzymają się, za dolara zimą rzeczywiście możemy płacić nawet 4 złote" – przekonywał Eryk Szmyd z XTB.

Złotemu nie pomógł też Moody’s, który 18 września obniżył rating Polski z A2 do A3 (agencja nieco gorzej ocenia nas jako dłużnika). Trend mogłaby odwrócić tańsza ropa albo stała baza wojsk USA w Polsce.