
W Bawarii na początku miesiąca zatrzymano podejrzanych o atak na rumuńską firmę zbrojeniową. Jak informuje "Der Spiegel", mieli oni planować akty sabotażu również w Niemczech.
Prokuratura Generalna w Monachium prowadzi śledztwo przeciwko dwóm obywatelom Białorusi, którzy mieli planować atak sabotażowy w okolicach Norymbergi. Jak dowiedział się magazyn "Der Spiegel" ze źródeł w organach bezpieczeństwa, podejrzani zamierzali najprawdopodobniej podłożyć ogień w pobliżu linii kolejowej oraz trakcji elektroenergetycznej.
Z informacji niemieckiego magazynu wynika, że mężczyźni – w wieku 39 i 50 lat – przebywają w areszcie już od początku października. Równolegle dochodzenie przeciwko Białorusinom prowadzą rumuńskie służby bezpieczeństwa.
Mężczyźni są podejrzani o udział w podpalenia parku przemysłowego w Braszowie w Rumunii w nocy z 13 na 14 września. Zakłady produkcyjne ma tam firma zbrojeniowa, która – jak wynika z jej strony internetowej – wytwarza m.in. granatniki oraz amunicję wojskową.
Zobacz także
Należą do sieci szpiegowsko-sabotażowej
Według ustaleń rumuńskiego wywiadu SRI podejrzani należą do sterowanej przez Moskwę sieci szpiegowsko-sabotażowej.
Po stronie niemieckiej śledztwo prowadzą specjaliści z bawarskiej Centrali ds. Walki z Ekstremizmem i Terroryzmem (ZET), która odpowiada m.in. za sprawy o szczególnym znaczeniu ponadregionalnym dla bezpieczeństwa państwa. Białorusinom zarzuca się m.in. "działalność agenturalną w celach sabotażowych" oraz zmowę w celu dokonania podpalenia.
Rumuńskie służby bezpieczeństwa opublikowały nagrania z kamer monitoringu, które mają przedstawiać moment wrześniowego ataku w Braszowie. Widać na nich m.in. mężczyznę, który w nocy wspina się po drabinie ewakuacyjnej na dach budynku. Chwilę później spod dachu wybuchają płomienie.
Kolejny mężczyzna, który miał brać udział w zamachu w Braszowie, został zatrzymany w Polsce.
Seria aktów sabotażu
Sprawa ta wpisuje się w całą serię aktów sabotażu w Europie, sterowanych przez Rosję.
Zaledwie dwa tygodnie temu w Nürtingen (Badenia-Wirtembergia) zatrzymano dwóch obywateli Turcji. Są oni podejrzani o udział w podpaleniu terminala Starlink w Polsce, do którego doszło 23 września. Satelitarny system internetowy odgrywa kluczową rolę w walce obronnej Ukrainy przeciwko Rosji.
Polski rząd nazwał to celową akcją sabotażową i obarczył odpowiedzialnością Moskwę. Z informacji niemieckiego magazynu wynika, że obaj mężczyźni mogą mieć powiązania z turecko-kurdyjską grupą przestępczą o nazwie "Daltonowie". Członkowie tego gangu mogli dokonać ataku na zlecenie rosyjskich służb specjalnych.
Opracowanie: Marta Przybylik-Wiśniewska (DerSpiegel/przy)






