
"Duma i uprzedzenie" Netflixa raczej nie zdoła przebić filmu w reżyserii Joe Wrighta i ekranizacji BBC One z lat 90., natomiast jako adaptacja dla młodych widzów ma szansę sprawdzić się naprawdę dobrze. Po obejrzeniu nowego zwiastuna czuję, że serial będzie pod pewnymi względami uwspółcześniony. Czy to źle? Cała nadzieja spoczywa w rękach jednego nazwiska.
W dobie remake'ów mogliśmy spodziewać się kolejnej próby przeniesienia "Dumy i uprzedzenia" na mały ekran. Za obłędną prozę Jane Austen, która z niezwykłą szczerością i humorem przelewała na papier swoje spostrzeżenia związane z pozycją kobiet w społeczeństwie czasów regencji, zabrał się tym razem Netflix. Gigant streamingu miał już okazję zmierzyć się z twórczością angielskiej pisarki w "Perswazjach" z 2022 roku. Eksperyment ten nie miał niestety satysfakcjonującego dla czytelników finału.
Z zapowiedzi nowego serialu "Duma i uprzedzenie" bije niewysłowione napięcie, które mogliśmy poczuć podczas seansu filmu z Keirą Knightley sprzed ponad 20 lat, a kostiumy, charakteryzacja i scenografia przywołują na myśl wersję BBC One z 1995 roku. Twórcy adaptacji, która zagości w bibliotece Netflixa 3 grudnia tego roku, wyraźnie czerpali inspiracje od swoich poprzedników. Różnica jest jednak taka, że ponadczasowa powieść Jane Austen została w tym przypadku przełożona na współczesny język telewizji i – co za tym idzie – serial podąży drogą wyznaczoną poniekąd przez "Bridgertonów".
"Duma i uprzedzenie" od Netflixa nie musi być niewypałem. Serial ma zadatki na miłą niespodziankę
Do Netherfield Park wprowadza się Charles Bingley, spadkobierca ogromnego majątku. Pani Bennet nie może liczyć na pomoc męża w znalezieniu dobrych partii dla własnych dzieci. Wieści o pojawieniu się zamożnego jegomościa w okolicy sprawią, że zdeterminowana kobieta spróbuje wyswatać go z najstarszą ze swoich córek, przepiękną Jane. Chaotycznym podchodom w Hertfordshire przyjrzy się z boku Elizabeth Bennet, na której przyjaciel wspomnianego kawalera, pan Fitzwilliam Darcy, zrobi złe pierwsze wrażenie.
Serialowa "Duma i uprzedzenie" już na szczeblu samej obsady podpowiada nam, że widzowie będą mieć do czynienia z adaptacją skrojoną pod obecne czasy. Jako protagonistkę obsadzono utalentowaną niebinarną aktorkę Emmę Corrin, odtwórczynię roli młodej księżnej Diany w "The Crown". Decyzja ta jest bardzo intrygująca, gdyż epoka, w jakiej powstało arcydzieło pióra Austen, charakteryzowała się sztywnymi podziałami płciowymi. Wybór nowej Elizabeth można zatem traktować jako przejaw małego, lecz znaczącego buntu wobec XIX-wiecznych norm. Myślę, że nie gryzie się to z filozofią samej autorki, która obnażała wady funkcjonującej wówczas hierarchii społecznej.
Idąc tropem "Bridgertonów, "Duma i uprzedzenie" stawia po części na reprezentację, zastępując realizm eskapizmem. Widać, że potraktuje Hertfordshire jako magiczną przestrzeń wolną od imperialistycznych zapędów Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii. W pana Bingleya wcieli się Daryl McCormack, irlandzki aktor afroamerykańskiego pochodzenia.
Za serial Netflixa odpowiada brytyjska pisarka i scenarzystka Dolly Alderton, która w 2018 roku wydała pamiętnik zatytułowany "Wszystko, co wiem o miłości". Po showrunnerce spodziewam się tego, że wydobędzie z powieści Austen jak najwięcej siostrzanej miłości. Swoje wspomnienia spuentowała zresztą tym, że "miłość naszego życia" często ma wymiar platoniczny (są nią m.in. przyjaźnie rodzące się między kobietami).
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Myślę, że Alderton przyprawi "Dumę i uprzedzenie" odpowiednią dawką nowoczesnej mentalności, ale nie naruszy fundamentów, na których zbudowano historię o siostrach Bennet. A umówmy się, książka Austen nie kręci się wyłącznie wokół pogoni za romantyczną miłością.
W obsadzie serialowej adaptacji Netflixa – oprócz Corrin i McCormacka – znaleźli się też: Jack Lowden ("Kulawe konie"), Olivia Colman ("Faworyta"), Rufus Sewell ("Dyplomatka"), Freya Mavor ("Kumple"), Louis Partridge ("Ród Guinnessów") oraz Fiona Shaw ("Rozważna i romantyczna").




