
Nocne przepychanki w alei Szucha, policyjne kordony, zawrócony w połowie drogi prezydencki samolot i zarzuty o "zamach stanu". Po 24 godzinach bezprecedensowego paraliżu w Trybunale Konstytucyjnym premier Donald Tusk staje przed kamerami, by wygłosić orędzie do narodu.
– W pewnych sprawach nie może być kompromisu. Wrzask, kłamstwo i bijatyka nie mogą być źródłem prawa w Polsce i nie będą. Państwo prawa tym różni się od prawa dżungli, że o racji nie decydują mięśnie i chamstwo. W państwie prawa sędzia, choćby była to filigranowa kobieta, nie ustępuje przed agresywnym osiłkiem. [...] W państwie prawa polityk nie może wchodzić na teren sądu czy trybunału i wydawać poleceń, zastraszać sędziów, nawet jeśli jest prezydentem – mówił w orędziu premier Tusk.
Donald Tusk przerywa milczenie ws. TK. Co mówił w orędziu?
To jego pierwsze wystąpienie po dobie od wydarzeń w i pod Trybunałem Konstytucyjnym. Premier bardzo surowo ocenił udział nie tylko prezydenta w przepychankach w gmachu TK.
– Od wielu godzin obserwujemy z niepokojem tę sytuację. Trudno nam wszystkim zrozumieć , o co chodzi przepychającym się grupom polityków i aktywistów z PiS-u i Konfederacji od Brauna i Bąkiewicza. Policja bardzo spokojnie, ale stanowczo reaguje na wszelkie przejawy agresji. Atak na Trybunał i jego sędziów jest kolejną odsłoną procesu niszczenia rządów prawa w Polsce przez PiS i prezydentów Dudę i Nawrockiego – stwierdził.
Premier mówił o tym, że wielokrotnie podejmował próby naprawy Trybunału.
– Proponowaliśmy wszystkim siłom politycznym i obu prezydentom uchwały i ustawy, które umożliwiłyby wspólną odbudowę praworządności. Wszystko na nic, wszystko zablokowane przez prezydenta i PiS. Czekaliśmy spokojnie na wybór nowych sędziów, aż wygaśnie kadencja poprzedników, mianowanych przez PiS. Sejm dokonał wyboru, sędziowie złożyli ślubowanie, ale prezydent nie raczył tych ślubowań odebrać – tłumaczył Tusk.
Dodał, że legalnie wybrani sędziowie byli blokowani przez prezesa Święczkowskiego i nie mogli podjąć pracy.
– A kiedy po wielu tygodniach cierpliwego wyczekiwania postanowili podjąć swoje obowiązki, nie czekając już dużej na zmianę stanowiska pana Święczkowskiego, zostali zaatakowani. Chcę to bardzo wyraźnie podkreślić. Legalnie wybrani członkowie Trybunału zostali zaatakowani, a policja na miejscu chroniła Trybunał przed napastnikami – mówił premier w orędziu.
Porównał sytuację do złodzieja, który po kradzieży zaczyna krzyczeć, że stosuje się wobec niego przemoc i kradzieżą nazywa to, że próbuje się odebrać mu łup, zaś gapie i symetryści proponują, by złodziej i ofiara podzielili się po równo tym, co ukradł.
– Nazywajmy rzeczy po imieniu. Od lat istnieją w Polsce organizacje i politycy, którzy demokrację i praworządność chcą zniszczyć. Nie jest dzisiaj moim zadaniem oceniać, z jakich powodów to robią. Czy to jest chciwość, głupota czy zdrada? W końcu efekt jest ten sam. I nie przez przypadek znajdują na świecie poparcie wśród sił prorosyjskich. A dzisiaj w tym konflikcie korzystają ze wsparcia armii rosyjskich botów w internecie. Ba, doczekali się nawet publicznych komplementów od głównego ideologa Kremla – uderzał Tusk.
– Jestem pewien, że Trybunał Konstytucyjny zacznie działać tak, jak powinien. Niezależnie, także ode mnie, samorządnie i zgodnie z Konstytucją. Zadaniem władzy wykonawczej, a więc moim, jest zapewnienie mu bezpieczeństwa i warunków do pracy. I ze swojego zadania zamierzam się wywiązać. Polska jest silna, demokratyczna i zdeterminowana. Nie zginęła i nie zginie – zakończył orędzie premier Tusk.
24 godziny, które wstrząsnęły wymiarem sprawiedliwości
Eskalacja, której kulminacją jest sobotnie orędzie premiera, rozpoczęła się w piątkowy wieczór, 30 października. Wokół wydarzeń w alei Szucha ścierają się dwie, całkowicie wykluczające się doktryny prawne. Obie strony powołują się na legalizm, zarzucając przeciwnikowi naruszenie porządku konstytucyjnego.
Sędzia Anna Korwin-Piotrowska powołuje się na literalne brzmienie art. 12 ust. 4 ustawy o TK z 30 listopada 2016 roku. Przepis ten stanowi, że jeżeli prezes oraz wiceprezes TK nie mogą pełnić swoich funkcji (lub zachodzą okoliczności uniemożliwiające upoważnienie), pracami Trybunału kieruje sędzia o najdłuższym łącznym stażu sędziowskim.
Działanie to podbudowano zarządzeniem o przerwie w czynnościach służbowych wobec Święczkowskiego i Sochańskiego, argumentując, że wymiar sprawiedliwości musi zostać oczyszczony z obstrukcji politycznej.
Dotychczasowe kierownictwo TK traktuje wejście policji i działania sędzi Korwin-Piotrowskiej jako siłowe, pozaprawne przejęcie organu konstytucyjnego. Z oficjalnego konta TK na platformie X padły oskarżenia o zamach stanu, podważono status samej sędzi, a interwencję służb podległych MSWiA nazwano jawnym gwałtem na trójpodziale władzy.
Zobacz także
Kalendarz, ulica i cień 11 listopada
Wybuch kryzysu w piątek 30 października nie jest zawieszony w próżni – nakłada się na krytyczny moment w polskim kalendarzu politycznym. Wybór terminu na przejęcie kontroli w TK zbiegł się z wyjazdami Polaków na Wszystkich Świętych. Pusta Warszawa utrudnia opozycji błyskawiczną mobilizację masowych demonstracji, co było widać w piątek w nocy, gdy pod Trybunałem stawiły się jedynie kadłubowe grupy działaczy z Jarosławem Kaczyńskim.
Decyzja o przerwaniu oficjalnego lotu rządowego do Senegalu i natychmiastowym powrocie do kraju (rejestrowany przez tysiące internautów lot LOT7024) to wyraźny sygnał, że głowa państwa wchodzi w bezpośrednie zwarcie z rządem. Nocne wejście Nawrockiego do TK w asyście SOP było demonstracją braku zgody na fakty dokonane narzucane przez gabinet Tuska.
Spór o Trybunał staje się paliwem mobilizacyjnym dla prawicy. Jeśli napięcie nie zostanie rozładowane, tegoroczny 11 listopada w Warszawie może przerodzić się w wielotysięczny protest przeciwko polityce rządu, stawiając służby porządkowe w stanie najwyższej gotowości.
Choć premier mówi o "przywracaniu rządów prawa", w samej koalicji narasta napięcie. Lewica wspiera twardy kurs, podkreślając niezawisłość sędziów, podczas gdy politycy centrum (jak Szymon Hołownia) sygnalizują obawy przed eskalacją siłowych rozwiązań, które mogą trwale zniszczyć resztki zaufania obywateli do instytucji publicznych.






