Dmitrij Pieskow
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zareagował na wyniki wyborów połówkowych w Stanach Zjednoczonych Fot. shutterstock

Donald Trump poniósł sromotną klęskę. Takie głosy zalały świat po wyborach połówkowych w USA, w których Partia Republikańska straciła większość w obu izbach. Teraz także Rosja przerwała milczenie. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ma nadzieję, że to nie zaszkodzi prezydentowi w jego... "wysiłkach pokojowych".

REKLAMA

Choć to jeszcze niepełne wyniki wyborów w USA, to pewne jest, że błękitne (czyli demokratyczne) tsunami, zmiotło Republikanów. Stracili oni większość w obu izbach Kongresu. Partia Demokratyczna zdobyła co najmniej sześć mandatów w Senacie należących dotychczas do swoim konkurentów. Odniosła też zwycięstwo w Teksasie, uznawanym za jeden z bastionów Partii Republikańskiej.

Klęska Trumpa w wyborach. Jest głos z Rosji

Początkowo prezydent USA delikatnie przyznał, że "jest zaskoczony". Później jednak przyszła kolej na czapkę "WETO", polowanie na zdrajców i pomysł na fuchę – Trump odleciał na całego. Odpalił nocny maraton w mediach społecznościowych. Zdążył już nazwać przegranego gubernatora Teksasu "zdrajcą", oskarżyć Fox News o sprzyjanie lewicy, zapowiedzieć bombowe uderzenie na Bliskim Wschodzie i obwieścić, że zamierza zostać... komentatorem politycznym.

"Amerykanie wystawili Donaldowi Trumpowi rachunek za drożyznę, cła i wojnę z Iranem. (...) przez najbliższe 24 miesiące będzie musiał rządzić wyłącznie za pomocą prezydenckich dekretów pod nieustannym ostrzałem komisji śledczych" – tak o porażce amerykańskiego prezydenta pisał w naTemat Konrad Bagiński w tekście Wybory w USA. Demokraci nokautują Republikanów, Trump traci nawet bastiony MAGA.

Sprawa wyborów w USA jest więc dziś tematem numer jeden. Nawet został o nią zapytany bliski współpracownik Putina. – Szczerze liczymy na to, że Donald Trump będzie kontynuował swoje wysiłki pokojowe – powiedział Dmitrij Pieskow w wypowiedzi nadanej przez rosyjskie media, cytowanej przez Reuters.

Rzecznik Kremla przypomniał też, że wkrótce odbędzie się kolejna runda trójstronnych rozmów Ukraina–USA–Rosja. Pytany przez dziennikarzy, "czy nowy skład Kongresu może pokrzyżować te plany", odparł krótko: – To wewnętrzna sprawa Ameryki.

Wieści o planowanych negocjacjach potwierdził także na konferencji prasowej w Berlinie Wołodymyr Zełenski. Powiedział otwarcie, że 10 i 11 listopada w Abu Zabi mają rozmawiać przedstawiciele Ukrainy, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem Putinowi marzy się "druga Jałta" – trzech przywódców przy stole, Zełenskiego brak.

Ukraina też poświęca wynikom wyborów w USA dużo uwagi

Ukraińskie media również rozpisują się o wynikach wyborów w USA. Stawką bowiem jest tutaj także dalszy los naszych wschodnich sąsiadów i pomoc Amerykanów dla ich kraju, który piąty rok odpiera agresję zbrojną Rosji.

Przypomnijmy, że w ostatnim czasie stosunki na linii Kijów–Waszyngton pozostawały wyjątkowo napięte, a w trójkącie Trump–Putin–Zełenski decyzje amerykańskiego prezydenta wskazywały na widoczne zbliżenie z Kremlem.

Mowa m.in. o zamrożeniu nowych sankcji wobec Rosji oraz podpisaniu z Moskwą umowy dotyczącej dostaw oleju napędowego. W tym samym czasie strona ukraińska zmagała się z ograniczeniem amerykańskich danych wywiadowczych – kluczowych do przechwytywania rosyjskich rakiet balistycznych. Ukraina odczuła to boleśnie: 5 rakiet balistycznych trafiło w Ukrainę. Były rosyjskie, ale Zełenski uderza w NATO, bo partnerzy nie przekazali Kijowowi wcześniejszego ostrzeżenia.

Teraz przeważająca większość Demokratów w Kongresie, wspólnie z proukraińskimi Republikanami, będzie mogła wywierać presję na Donalda Trumpa i popierać ustawy w sprawie pomocy dla Ukrainy. Jak ostatecznie będzie, przekonamy się po 3 stycznia, wtedy nowy skład Kongresu zacznie pracę.