
"Jestem trochę zaskoczony, wykonali dobrą robotę" – skomentował Donald Trump wyborczy sukces Demokratów, którzy w amerykańskich wyborach biorą i Senat, i Izbę Reprezentantów. Komentatorzy mówią o totalnej dekonstrukcji politycznego zaplecza Trumpa. Dotychczasowa opozycja zyskała kontrolę nad Kongresem na pozostałe 2 lata kadencji Trumpa, otwierając drogę do paraliżu projektów Białego Domu i impeachmentu.
To koniec republikańskiego monopolu w Waszyngtonie. Noc wyborcza w USA przyniosła skalę błękitnej fali, o której jeszcze kilka miesięcy temu stratedzy Demokratów bali się marzyć. "Jestem trochę zaskoczony, wykonali dobrą robotę" – skomentował prezydent USA w rozmowie z Fox News. Prawdziwie zaskoczony będzie, gdy dostrzeże skalę porażki i fakt, jak bardzo się do niej przyczynił. Donald Trump przez najbliższe 24 miesiące będzie musiał rządzić wyłącznie za pomocą prezydenckich dekretów pod nieustannym ostrzałem komisji śledczych.
Błękitne tsunami zmiotło Republikanów. Demokraci biorą Kongres, sensacja w Teksasie i Kansas
Amerykanie wystawili Donaldowi Trumpowi rachunek za drożyznę, cła i wojnę z Iranem. Wbrew wielu ostrożnym prognozom Partia Demokratyczna odniosła historyczne, miażdżące zwycięstwo, odbijając z rąk Republikanów zarówno Izbę Reprezentantów, jak i Senat.
Hakeem Jeffries przechodzi do historii jako pierwszy czarnoskóry spiker Izby, a w bastionach prawicy – w Teksasie, Ohio i rządzonym nieprzerwanie od niemal stulecia przez GOP Kansas – doszło do politycznego trzęsienia ziemi. Sam Donald Trump w zaskakująco ugodowym tonie ogłosił, że uznaje wyniki wyborów.
To, co się stało na amerykańskiej scenie politycznej, trudno nazwać korektą. W nocy z wtorku na środę amerykański elektorat wymierzył obozowi Donalda Trumpa cios o sile niespotykanej od dekad. Zgodnie z oficjalnymi projekcjami największych amerykańskich i światowych stacji informacyjnych – w tym CNN oraz BBC – Partia Demokratyczna wygrała wybory środka kadencji (midterms), przejmując pełną kontrolę zarówno nad Izbą Reprezentantów, jak i Senatem Stanów Zjednoczonych.
Republikański monopol na władzę w Waszyngtonie został definitywnie złamany. Pozostałe dwa lata drugiej kadencji Donalda Trumpa upłyną w cieniu blokady legislacyjnej, permanentnych dochodzeń kongresowych oraz widma kolejnej procedury impeachmentu.
Trzęsienie ziemi w konserwatywnych bastionach: Kansas, Teksas i Ohio
Największy szok dla analityków i sztabowców nie wynika z samego faktu zwycięstwa opozycji w Izbie Reprezentantów – co wpisuje się w historyczną tradycję wyborów połówkowych, a sondaże pokazywały, co się stanie podczas wyborów – lecz z geograficznej skali pogromu Republikanów w wyścigach do Senatu.
Demokraci zdemolowali Republikanów na ich własnym boisku, zdobywając mandaty w stanach, które Donald Trump zaledwie dwa lata wcześniej wygrywał z dwucyfrową przewagą:
Głównym paliwem błękitnego triumfu okazały się kwestie bytowe. Rekordowe ceny paliwa (z galonem diesla przekraczającym 6,5 dolara w szczytowym momencie), wysoka inflacja podbita przez cła oraz powszechne zmęczenie przeciągającym się konfliktem zbrojnym z Iranem przeważyły nad lojalnościami partyjnymi. Amerykanie zagłosowali portfelami – doskonale wiedząc, ile kosztowała wojna w Iranie – odrzucając polaryzacyjną retorykę Białego Domu.
Hakeem Jeffries przechodzi do historii jako pierwszy czarnoskóry spiker Izby Reprezentantów
Symbolem nowej ery w Waszyngtonie staje się lider Demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries. Polityk z Nowego Jorku zastąpi na stanowisku spikera Izby Reprezentantów Republikanina i stanie się pierwszym czarnoskórym Amerykaninem w historii pełniącym trzecią najważniejszą funkcję w państwie.
Dla Białego Domu Jeffries na fotelu spikera oznacza koniec swobody budżetowej. Izba Reprezentantów kontroluje państwową kasę – oznacza to, że jakiekolwiek dalsze finansowanie operacji militarnych w Iranie czy cięcia podatkowe dla korporacji staną się przedmiotem weta ze strony nowej większości.
Zobacz także
Zaskakujący Trump. Brak walki o unieważnienie, uznanie wyników wyborów
Największym zaskoczeniem nocy wyborczej okazała się jednak bezpośrednia reakcja samego prezydenta. Trump wiedział, że wybory w USA to dzień sądu, a wielu ekspertów i prawników obawiało się, że w razie porażki powtórzy scenariusz podważania uczciwości maszyn do głosowania i zwoła masowe demonstracje swoich zwolenników.
W rozmowie z Fox News urzędujący prezydent zdobył się na zaskakujący pragmatyzm: "Wykonali dobrą robotę. Jestem trochę zaskoczony" – przyznał. Z kolei w krótkim oświadczeniu dla "New York Timesa" Trump definitywnie uciął wątpliwości dotyczące prawomocności głosowania: "Jestem absolutnie gotów zaakceptować te rezultaty" (ang. "I am absolutely willing to accept those results").
Eksperci wskazują, że tak gwałtowny odwrót od konfrontacyjnej linii wynika ze skali porażki. Kiedy partia przegrywa w Kansas i Teksasie, powoływanie się na "błędy proceduralne" czy "spiski w pojedynczych okręgach" traci jakąkolwiek rację bytu nawet w oczach twardego elektoratu.
Co oznacza błękitny Kongres dla świata i prezydentury Trumpa?
Utrata obu izb Kongresu w połowie kadencji zmienia Donalda Trumpa w klasyczną "kulawą kaczkę" (lame duck), choć już przed wyborami pytano, czy Trump już teraz jest lamerską kaczką. Prezydent traci ścieżkę legislacyjną. Wszelkie kluczowe reformy gospodarcze zostaną zablokowane, zmuszając administrację do działania na granicy prawa za pomocą prezydenckich rozporządzeń wykonawczych (executive orders).
Przejęcie komisji przez Demokratów oznacza wezwania pod przysięgą dla członków gabinetu. Jak zauważa korespondent BBC, na celowniku natychmiast znajdzie się sekretarz obrony Pete Hegseth, który czyści Pentagon, a zdominowana przez opozycję Izba może podjąć próbę trzeciego impeachmentu Donalda Trumpa.
Rezultaty midterms to potężny zastrzyk energii dla nowego pokolenia liderów Partii Demokratycznej, którzy z pozycji siły przystąpią do prawyborów przed wyborami prezydenckimi za dwa lata. Po stronie Republikanów rusza z kolei brutalne rozliczanie błędów sztabu i samej doktryny MAGA, która po raz kolejny nie wytrzymała konfrontacji z realiami gospodarczymi.






