Tomasz Lis nie ukrywa satysfakcji z porażki Donalda Trumpa i Republikanów. Przestrzega jednak przed ogłaszaniem końca trumpizmu. W "Allegro ma non troppo" Jacka Pałasińskiego mówi o zagrożeniach dla Europy, możliwych rozliczeniach w Waszyngtonie i błędzie, który może zaprzepaścić sukces Demokratów.

REKLAMA

– Taki wynik wyborów w USA mnie cieszy – przyznaje Tomasz Lis w rozmowie z Jackiem Pałasińskim. Zaraz jednak dodaje, że nie jest entuzjastą obecnej Partii Demokratycznej. W jego ocenie sprzeciw wobec Trumpa przyniósł zwycięstwo, ale nie rozwiązał problemów jego przeciwników. A osłabienie prezydenta nie oznacza, że przestał być groźny.

Sam wierny elektorat nie wystarczy

Lis wskazuje na utratę politycznego środka. Porównuje sytuację Republikanów do polskiej prawicy: można zachować oddanych wyborców, a mimo to przegrać, jeśli odwrócą się ludzie spoza stałego elektoratu.

– Jak się gubi gdzieś środek po drodze, to się wybory przegrywa – podkreśla.

Nie przekonują go też łatwe wnioski, że wynik głosowania dowodzi nagłego odrodzenia siły amerykańskiej demokracji. Większe znaczenie przypisuje nastrojom, kosztom życia i ocenie prezydenta. Wyborca reaguje na stan własnego portfela, ale również na to, czy przywódca budzi dumę, czy zażenowanie.

Dlatego Lis przestrzega Demokratów przed gwałtownym skrętem w lewo. Jego zdaniem mógłby on stać się największą szansą na odbudowę Republikanów. Odrzucenie jednej skrajności nie oznacza bowiem zgody na drugą.

Trump przegrał, ale MAGA nie znika

Dziennikarz odrzuca ogłaszany w części komentarzy „pogrzeb” ruchu MAGA. Jego zdaniem radykalny nurt pozostaje istotną siłą wewnątrz Partii Republikańskiej.

– To może nie jest karta wygrywająca, ale to jest wciąż karta bardzo silna – ocenia.

Przewiduje natomiast zmianę zachowania ludzi z otoczenia Trumpa. Urzędnicy, myśląc o własnej przyszłości po zakończeniu jego kadencji, mogą chętniej współpracować ze śledczymi. Lis spodziewa się próby uruchomienia procedury impeachmentu, ale oddziela jej rozpoczęcie od skutecznego usunięcia prezydenta.

– A czy to będzie skuteczne, to jest inna historia – zaznacza.

Dla Polski dostrzega w tym potencjalną korzyść: prezydent pochłonięty własnymi problemami może mieć mniejszą skłonność do ingerowania w polskie wybory. To jednak nadzieja publicysty, a nie pewny scenariusz.

Europa nadal ma "kamień w bucie"

Najważniejsze zastrzeżenie Lisa dotyczy europejskiej euforii. Osłabiony Trump nadal będzie podejmował decyzje, z którymi sojusznicy muszą się liczyć.

– W tym bucie wciąż jest kamień i w tym bucie ten kamień jeszcze przynajmniej przez dwa lata będzie – mówi.

Nie zgadza się jednak z tezą, że porażkę Trumpa należy uznać za katastrofę dla Europy. Zaleca ograniczenie entuzjazmu, ale nie odwracanie oceny jego polityki. Polska, zabiegając o amerykańską obecność wojskową, musi nadal rozmawiać z obecną administracją.

W ocenie Lisa konsekwencje tej prezydentury wykroczą daleko poza jej koniec. Chodzi zarówno o siłę strategiczną USA, jak i zdolność przyciągania sojuszników oraz budowania zaufania.

– Tak czy inaczej, za Trumpa Ameryka będzie jeszcze płaciła rachunki bardzo długo, długo po jego odejściu. Ostrzeżenie Lisa jest jasne: porażka Trumpa daje jego przeciwnikom szansę, ale nie kończy ani trumpizmu, ani problemów, które ta prezydentura oznacza dla Europy i Polski.