
Czy można przywracać praworządność w sposób sprzeczny z prawem? – zastanawia się "Die Zeit". Z kolei "Der Spiegel" wskazuje na winę obu stron w sporze o TK.
Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" relacjonuje krótko w najnowszym wydaniu eskalację konfliktu o polski Trybunał Konstytucyjny. Korespondent magazynu Jan Puhl zauważa w komentarzu, że momentem kulminacyjnym sporu były jak dotąd wydarzenia z piątku 30 listopada, gdy "narodowo-konserwatywny prezydent (Karol Nawrocki) wtargnął do budynku Trybunału".
We wtorek, 3 listopada, Trybunał "starał się zapewnić maksymalną przejrzystość". "Nowa przewodnicząca – która sama się nią mianowała – Anna Korwin-Piotrowska losowała z przezroczystej szklanej misy karteczki wyłaniające skład izby dyscyplinarnej najwyższego organu sądowego. Wcześniej stwierdziła zdolność Trybunału do podejmowania uchwał i przeprowadziła głosowanie nad budżetem. Posiedzenie było transmitowane na żywo w internecie" – relacjonuje "Der Spiegel". I dodaje, że w tym samym czasie przed budynkiem sądu w Warszawie wrzało, a demonstranci skandowali: "Zamach stanu!".
"Wątpliwy argument prawny"
Zdaniem Jana Puhla stary i trudny do prześledzenia spór między dwoma zwaśnionymi obozami politycznymi w Polsce wydaje się teraz tymczasowo rozstrzygnięty. "Sędziowie wybrani przez liberalną większość parlamentarną mają obecnie przewagę nad tymi, którzy zostali powołani w okresie rządów narodowo-konserwatywnego PiS. W tamtym czasie Polska została skazana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Kolejnego naruszenia obowiązującego prawa w tym sporze dopuścił się Nawrocki, odmawiając zaprzysiężenia nowych sędziów kojarzonych z obozem liberalnym" – ocenia autor.
"Jednak również druga strona nie jest bez winy" – zastrzega. Według niego Korwin-Piotrowska powołała się na „wątpliwy argument prawny, gdy przejmowała przewodnictwo Trybunału, zawiesiła dwóch sędziów bliskich PiS i stwierdziła zdolność organu do podejmowania uchwał".
Tusk sięga po drastyczne metody
"Czy można ratować państwo prawa poprzez bezprawie?" – pyta z kolei niemiecki tygodnik „Die Zeit”, opisując eskalację konfliktu o Trybunał Konstytucyjny w Polsce.
Jak pisze autorka tekstu Alice Bota, gdy w 2023 roku Donald Tusk przejął władzę, obiecywał przywrócenie demokracji i rządów prawa, które przez osiem lat były stopniowo demontowane przez narodowego populistę Jarosława Kaczyńskiego. "Wkrótce Tusk przekonał, że autokratycznego stylu rządzenia nie da się tak po prostu wymazać z instytucji, zwłaszcza gdy kluczowe organy konstytucyjne pozostają w rękach narodowo-konserwatywnej opozycji z PiS" – dodaje. W związku z tym – jak pisze Bota – w miniony piątek "Donald Tusk sięgnął w końcu po po drastyczne środki, żeby wygrać walkę o Trybunał Konstytucyjny".
Zdaniem autorki Tusk dążył do eskalacji teraz, bo w przyszłym roku odbędą sie wybory parlamentarne. "Do tego czasu chce wygrać przynajmniej ten spór, skoro ma przeciwko sobie prezydenta, który w bezprecedensowy sposób blokuje ustawy rządu" – pisze Alice Bota.
"Trybunał Konstytucyjny to nie telewizja"
Według niej Tusk próbował innej drogi, jak naprawa TK w drodze ustawy, którą zablokował jednak prezydent. Rząd ignorował też wyroki Trybunału, nie publikując ich w Dzienniku Ustaw. "Teraz Tusk przystąpił do ataku. W tym roku parlament wybrał ośmioro sędziów, z których prezydent zaprzysiągł tylko troje. W zeszły piątek Tusk najwyraźniej chciał po prostu załatwić sprawę. Może myślał, że uda mu się powtórzyć sukces działań wokół telewizji publicznej. Krótko po wyborach w 2023 roku sprawił, że z państwowej telewizji znów stała się stacją z prawdziwym dziennikarstwem (…) Ale Trybunał Konstytucyjny to nie stacja telewizyjna. Zachodzi duże ryzyko, że działania Tuska mogą zrazić nawet tych Polaków, którzy raczej go popierają” – pisze niemiecka dziennikarka.
Według niej nawet umiarkowani krytycy obawiają się, że "metody Tuska mogą nie tylko jeszcze bardziej zaszkodzić Trybunałowi (o ile to w ogóle jeszcze możliwe), ale też wywołać kryzys konstytucyjny i wpłynąć negatywnie na inne instytucje, które teraz muszą zająć stanowisko".
"Bo prawa nie da się tak po prostu przywrócić za pomocą bezprawia. Ale jak to zrobić? Na to najwyraźniej nikt nie ma odpowiedzi" – konkluduje Bota.
Zobacz także
"SZ": Sędzia kontra "damski bokser"
Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" przybliża w piątek czytelnikom postać sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej. "Sędzia konstytucyjna, która sprzeciwiła się ‚damskiemu bokserowi'" – tytułuje gazeta krótki artykuł.
"Dla tych, którzy we wtorek wieczorem ze świecami w rękach przyszli przed Pałac Prezydencki na cichy protest, Anna Korwin-Piotrowska jest współczesną bohaterką (…) Dla tych, którzy od tygodni koczują przed Trybunałem Konstytucyjnym, bo uważają, że sąd powinien pozostać w rękach prawicowo-nacjonalistycznej partii PiS, Korwin-Piotrowska to tylko ‚żałosna kobieta'. Tak krzyczą ze sceny, a tłum to powtarza" – pisze warszawska korespondentka gazety Viktoria Grossmann.
"Korwin-Piotrowska, która pewnie nie miała czasu świętować w ostatnią niedzielę swoich 57. urodzin, już zapisała się w najnowszej historii Polski. Nagrania, na których prezydent Karol Nawrocki przepycha się obok niej, odsuwając ją na bok, żeby o pierwszej w nocy dostać się do budynku sądu, widział chyba każdy. Prezydenta, który jest fanem boksu, przezwano‚ 'damskim bokserem'" – dodaje, opisując następnie krótko karierę zawodową sędzi.
Opracowanie: Anna Widzyk






