
Bogdan Święczkowski i Bartłomiej Sochański złożyli zażalenie do Sądu Najwyższego ws. ich zawieszania w Trybunale Konstytucyjnym. Jak podaje tvn24, Izba Odpowiedzialności Zawodowej podjęła decyzję nie po ich myśli. Nie pomogły nawet bliskie kontakty Karola Nawrockiego ze Zbigniewem Kapińskim, pierwszym prezesem SN.
Zażalenie Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego rozpatrywała Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego. Jak wynika z nieoficjalnych ustaleń dziennikarki TVN24 Katarzyny Gozdawy-Litwińskiej, SN nie pomógł odwołanym sędziom, choć jeszcze niedawno wydawało się, że Święczkowski ma plan na tymczasowy bastion, a koło ratunkowe rzucił SN.
"Sędzia Zbigniew Korzeniowski uznał, że Sąd Najwyższy nie jest właściwy do rozpoznania zażalenia" – podaje tvn24. Decyzję podjął jednoosobowo sędzia Korzeniowski. Onet dotarł do uzasadnienia, w którym czytamy, że "zakres kognicji Izby Odpowiedzialności Zawodowej nie obejmuje sędziów Trybunału Konstytucyjnego".
Sąd Najwyższy nie pomógł Święczkowskiemu. Jest decyzja ws. zażalenia
Zażalenie zostało oddalone, a Sąd Najwyższy przekazał je Trybunałowi Konstytucyjnemu "jako odrębnemu organowi władzy sądowniczej". Święczkowski i Sochański mogą jeszcze złożyć zażalenie na to postanowienie. Jeśli tak się stanie, ich sprawą zajmie się już trzyosobowy skład SN.
Status sędziego Korzeniowskiego w SN nie jest kwestionowany. Nie został wybrany przez tzw. neo-KRS, ale też nie dołączył do sędziów, którzy w 2020 roku podczas posiedzenia izb Sądu Najwyższego wydali uchwałę, że wyroki wydawane przez "neosędziów" można uznawać za nieważne.
Sprawę na gorąco skomentował Waldemar Żurek na konferencji prasowej w piątek. – Myślę, że to jest dobra informacja. Pan Święczkowski i pan Sochański uznają skuteczność przerwy w czynnościach, bo wnieśli jakieś odwołania, co prawda do niewłaściwego organu. Ale uznali skuteczność tego działania prawnego – stwierdził minister sprawiedliwości.
Zobacz także
Święczkowski i Sochański skierowali zażalenie na zarządzenie Anny Korwin-Piotrowskiej z ubiegłego piątku o zawieszeniu ich w czynnościach wraz z wnioskiem o natychmiastowe uchylenie tego zarządzenia. – Sąd Najwyższy nie posiada żadnych kompetencji wobec Trybunału oraz jego sędziów – komentowała wcześniej sędzia Korwin-Piotrowska.
We wtorek odwołała z kolei wszystkie pełnomocnictwa i upoważnienia dwóm pracownicom TK – Beacie Białowąs, zastępcy dyrektor Kancelarii TK, oraz Weronice Ścibor, rzeczniczce Trybunału.
Prokuratura poluje na Święczkowskiego
Jak pisaliśmy w piątek rano w naTemat, prokuratura poluje na Święczkowskiego – chce uzyskać zgodę Trybunału Konstytucyjnego na jego zatrzymanie i wystąpienie do sądu o aresztowanie. Taką informację podał Onet.
Do zawieszonego prezesa TK wracają też grzechy z czasów PiS. Działania śledczych dotyczą jego decyzji podjętych w Trybunale, ale też działań z czasów rządów PiS, gdy kierował Prokuraturą Krajową. Według ustaleń Onetu pięć wniosków dotyczy zgody na postawienie Święczkowskiemu zarzutów. W przypadku szóstego prokuratura chce uzyskać zgodę TK na zatrzymanie i wystąpienie do sądu o jego aresztowanie.
Jedna ze spraw dotyczy inwigilacji Romana Giertycha przy użyciu systemu Pegasus. Prokuratura podejrzewa, że Święczkowski zlecał nielegalne kopiowanie materiałów zebranych podczas obserwowania polityka. Zdaniem śledczych pozyskane informacje dotyczyły nie tylko jego życia prywatnego, ale też pracy zawodowej i działalności politycznej. Śledczy zarzucają Święczkowskiemu przekazanie materiałów z tej inwigilacji Zbigniewowi Ziobrze. Miało to dać ówczesnemu ministrowi sprawiedliwości dostęp do informacji, których nie powinien otrzymać.
Kolejny wątek dotyczy zakupu systemu Hermes, który służy do zbierania i analizowania informacji – to jeden z tajnych zakupów prokuratury Ziobry. Według prokuratury przy zakupie tego narzędzia złamano prawo.
Prokuratura bada też sprawę dziewięciu prokuratorów, których za rządów PiS przeniesiono do innych jednostek. Chodzi o osoby, które krytykowały zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Według śledczych Bogdan Święczkowski wysłał prokuratorów w delegacje do nowych miejsc pracy, mimo że nie było takiej potrzeby. Wiedział też o problemach rodzinnych części z nich. Zdaniem prokuratury miał to być sposób na ukaranie krytycznych wobec władz prokuratorów i wywieranie na nich presji.






