
Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni? Tym razem ostatni głos należał do policji, która spotkała się ze znanym vlogerem w sądzie. Chodzi o głośny film „Police Trainer”, w którym SA Wardęga nabijał się z kondycji policjantów. Sprawa trafiła już kilka miesięcy temu do sądu, a ten wydał ostatnio wyrok.
Choć film, o którym mowa trafił na YouTube w połowie ubiegłego roku, to dopiero teraz znalazł swój finał. Sądowy finał. Mowa oczywiście o popularnym „Police Trainerze”, na którym Sylwester Wardęga testuje kondycję policjantów. Ta – na nagraniu – pozostawia wiele do życzenia. Wardęga udawał, że pije alkohol w miejscu publicznym po czym uciekał przed funkcjonariuszami. Film szybko podbił internet i stał się jednym ze znaków rozpoznawczych vlogera. Nagranie na chwilę obecną ma już 6,7 mln wyświetleń.
Policja postanowiła się jednak "zemścić" i skierowała sprawę do sądu. Zarzucano mu popełnienie wykroczenia polegające na „próbie wywołania niepotrzebnej czynności funkcjonariuszy policji tj. interwencję i pościg”. Zwłaszcza, że Wardęga faktycznie alkoholu nie pił.
Artykuł 66 kodeksu wykroczeń
Chodzi tutaj konkretnie o sytuację z sierżantem Pawłem G., który rozpoznał vlogera i zorientował się, że jest ofiarą żartu (zobaczył także drugiego mężczyznę z kamerą), dlatego nie zdecydował się na pościg.
Co ciekawe, sam zainteresowany po chwili wrócił do policjanta, który wprost spytał go, czy całość trafi na YouTube. Z zeznań wynika, że Wardęga zaprzeczył, mówiąc, że była to „słaba akcja i miał nadzieję, że policjant będzie go gonił”.
Na podstawie tych zeznań sąd skazał Sylwestra Wardęgę na grzywnę 500 złotych. Ta mogłaby być wyższa, ale – jak donosi Gazeta.pl – vloger podał, że jest studentem i nie ma żadnych dochodów. To może budzić zaskoczenie, bo kanał Wardęgi jako pierwszy w Polsce przekroczył milion subskrybentów na YouTube i jest jednym z najpopularniejszych kanałów w Polsce, o czym pisaliśmy już w naTemat.
Tak o całej sprawie pisał sam zainteresowany:
SA Wardęga
Wygląda jednak na to, że wyrok nie ostudzi zapału Wardęgi. W końcu kilka dni temu opublikował kolejny film, na którym drwi z zatrzymujących go policjantów. Prowadzi samochód rozmawiając przez "ciasteczkowy telefon" i tym samym unika mandatów.
źródło: Gazeta.pl
