Chcieli zobaczyć defiladę, obejrzeli tylko dworce. Tłumy chętnych nie mogły dojechać do Katowic

Bartosz Godziński
Defilada z okazji Święta Wojska Polskiego była dotąd organizowana w stolicy. Nic dziwnego, wszak tego dnia obchodzimy rocznicę Bitwy Warszawskiej. W tym roku rządzący przenieśli defiladę do Katowic. Okazało się, że wielu mieszkańców województwa nie mogło dojechać pociągiem na uroczystości.
Wiele osób ze Śląska nie dojechało na defiladę do Katowic. Zabrakło dla nich miejsc w pociągach Fot. Facebook.com/gramatyka.michal
Na dworcach w Tychach, Rybniku i Mysłowicach zgromadziły się ogromne tłumy. Wszyscy chcieli dostać się pociągami do Katowic na Święto Wojska Polskiego. Pomimo tego, że wydarzenie zawsze cieszy się ogromnym powodzeniem, nie zapewniono adekwatnej do okoliczności liczby składów. Wielu Ślązaków pocałowało więc klamkę... dworca.

Za zaistniałą sytuację internauci obwiniają marszałka województwa. "Koleje Śląskie nie dały rady... Ale za to wierchuszka PiS ma ładne zdjęcia..." – napisał na Facebooku radny Michał Gramatyka (PO). I wrzucił wymowne zdjęcia. "W Mysłowicach na stacji Brzęczkowice, jak widać na jednym ze zdjęć, było ponad 200 osób. Przyjechał pociąg (najkrótszy z możliwych dwuczłonowy Flirt), a za nim dodatkowo podstawiony trzyczłonowy EN. Oba przepełnione. NIKT z oczekujących nie wszedł do pociągu. Ciekawe czy odpowiedzialny za ten stan zarząd województwa choć przyzna się do błędu i przeprosi?" – czytamy w komentarzu pod postem radnego.


Defilada nie odbyła się w Warszawie ze względów czysto politycznych. "Jedynie w Katowicach rządzi prezydent, którego poparł PiS. Dlatego nie może być przypadkiem wszystko to, co w ostatnim czasie tu się dzieje" – pisała na łamach naTemat Katarzyna Zuchowicz. Właśnie w Katowicach odbyła się konwencja PiS, a premier Mateusz Morawiecki jest jedynką na liście partii w wyborach do Sejmu.