Papież, który w czasie wojny nie wymawia słów "Rosja" i "Putin". O co chodzi Franciszkowi?

Anna Dryjańska
17 marca 2022, 14:08 • 1 minuta czytania
Papież Franciszek od początku wojny Rosji przeciwko Ukrainie potępia rozlew krwi, ale jego słowa mają bardzo ogólny, dyplomatyczny charakter. Monarcha Watykanu nie wskazuje agresora i ofiary, nie użył także publicznie nazwiska dyktatora Władimira Putina. Dlaczego? O tym w rozmowie z naTemat.pl mówi Karol Kleczka z miesięcznika "Znak".
Dlaczego papież Franciszek w czasie wojny jak ognia unika słów "Putin" i "Rosja"? AFP PHOTO POOL / CLAUDIO PERI

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Powściągliwość papieża Franciszka w publicznym komentowaniu napaści Rosji na Ukrainę zwróciła uwagę światowej opinii publicznej. Część katolików dziwi się swojemu przywódcy duchowemu, a nawet ma mu za złe, że nie nazywa rzeczy po imieniu w sytuacji, która nie budzi wątpliwości. Pojawiły się oskarżenia o stosowanie fałszywej symetrii zrównującej sprawcę z ofiarą ataku.

Papież od początku wojny w Ukrainie nie wskazał palcem agresora – przyznaje dziennikarz Karol Kleczka z miesięcznika "Znak".

Jak mówi redaktor, papież Franciszek już trzykrotnie miał okazję publicznie zabrać głos na temat wojny podczas cotygodniowej modlitwy Anioł Pański.

– Papież nie wskazał Rosji jako najeźdźcy. Nie padło też nazwisko Władimira Putina jako przywódcy, który rozpętał wojnę. Co więcej początkowo Franciszek w ogólny sposób mówił o złu wojny, która doświadcza obie strony konfliktu, budując niezrozumiałą symetrię – relacjonuje Karol Kleczka.

Jednak ten przekaz z czasem zaczął tracić walory neutralności, choć słowa "Rosja" czy "Putin" nadal publicznie nie padły z papieskich ust.

– Franciszek z tygodnia na tydzień coraz częściej prezentuje perspektywę ofiar tej wojny. W pierwszym tygodniu marca wprost stwierdził, że "to nie jest tylko operacja wojskowa, ale wojna", co było jakąś zmianą watykańskiej narracji – podkreśla Kleczka.

– Z kolei w ostatnią niedzielę przypominał, że "w obliczu barbarzyństwa zabijania dzieci, niewinnych, bezbronnych cywilów nie ma racji strategicznych", apelując o powstrzymanie agresji, lecz nie wskazując Rosjan jako jej sprawców. "W imię Boga, niech zostanie usłyszany krzyk cierpiących i niech ustaną bombardowania i ataki" dodawał Franciszek, lecz nadal nie mówił, kto te ataki prowadzi – cytuje dziennikarz.

Przeczytaj też: Kliczko zaprasza papieża do Kijowa. Zdumiewająco zachowawcze słowa Franciszka

Kleczka wskazuje też, że coraz bardziej emocjonalne publiczne wystąpienia Franciszka nie przekładają się na watykańską dyplomację.

– Jak jednak przyjmować te słowa, a jednocześnie słyszeć, że papież w środowej wideorozmowie z moskiewskim patriarchą Cyrylem, zgadzał się z duchownym twierdzącym rzekomo, że "Kościół nie może używać języka polityki, ale języka Jezusa"? – zwraca uwagę Kleczka.

I przypomina, że Cyryl jest sojusznikiem Putina, który poparł rosyjską agresję militarną, a na długo przedtem robił kozła ofiarnego z osób LGBT.

– Ten sam patriarcha będący przyjacielem Putina niedawno błogosławił rosyjskie wojska, które bombardują Ukrainę, a przyczyn wojny szukał w paradach równości. To miałby być ten "język Jezusa"? Watykan najwyraźniej działa zakładając, że jest bezstronnym mediatorem, lecz trudno o bezstronność w stosunku do putinowskiego propagandysty - ocenia.

Co robi papież ws. wojny Rosji przeciwko Ukrainie? Pomoc duchowa

Jak mówi Karol Kleczka, poza wezwaniami do przywrócenia pokoju papież Franciszek podjął także inną aktywność. Na początku wojny udał się do rosyjskiej ambasady w Rzymie, a do Ukrainy wysłał swoich emisariuszy.

– To nie są przypadkowe osoby, lecz dwaj ważni kardynałowie, których działalność koresponduje z wyzwaniami, jakie stawia wojna. Pierwszy to watykański jałmużnik, kard. Konrad Krajewski, Polak blisko współpracujący z Franciszkiem. Drugim wysłannikiem Stolicy Apostolskiej do Ukrainy jest Michael Czerny, kanadyjski duchowny urodzony w Czechosłowacji, który specjalizuje się w tematyce uchodźstwa i często podkreśla, że sam wywodzi się z rodziny imigrantów – mówi dziennikarz "Znaku".

Jak relacjonuje redaktor Kleczka, reprezentanci papieża udali się do Kijowa, gdzie spotkali się z ofiarami rosyjskiej agresji oraz duchowieństwem, by przekazać wyrazy solidarności ze strony Franciszka. W ramach pomocy duchowej papież planuje także poświęcić Rosję i Ukrainę Niepokalanemu Sercu Maryi. Wydarzenie ma się odbyć w Rzymie i Fatimie, którą katolicy uznają za miejsce objawień.

Pomoc materialna Watykanu i instytucjonalnego Kościoła dla ofiar wojny

Prócz wsparcia religijnego i dyplomatycznego, papież za pośrednictwem kard. Krajewskiego dostarczył do Ukrainy leki, materiały opatrunkowe i środki medyczne.

Urząd papieskiego jałmużnika za pośrednictwem nuncjatur apostolskich przekazuje również pomoc finansową dla uchodźców uciekających przez wojnę. Pomoc dostarczana jest także w Rzymie w bazylice św. Zofii, gdzie gromadzi się wspólnota ukraińska. Pomagają również krajowe oddziały Caritasu (polski jest nadzorowany przez Episkopat), a także inne organizacje dobroczynne związane z Kościołem rzymskokatolickim.

– Polski Kościół instytucjonalny stanął na wysokości zadania – ocenia Karol Kleczka. Dziennikarz relacjonuje, że w pomoc włączyli się duchowni każdego szczebla. W setkach zakonów prowadzone są działania pomocowe, a w ok. 500 siedzibach zakonnych zaoferowano nocleg uchodźczyniom i uchodźcom z Ukrainy.

– W pomoc włączyli się także polscy biskupi. Dość oczywistym przykładem jest tu bp pomocniczy koszalińsko–kołobrzeski Krzysztof Zadarko, który jest delegatem ds. migracji. Przykładem nieco mniej oczywistym jest abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski i wiceprzewodniczący Episkopatu, który również otworzył drzwi dla uchodźców – opisuje redaktor "Znaku".

Przeczytaj też: Abp Jędraszewski nie daje za wygraną. Znów straszył "ideologią gender"

Kleczka przyznaje, że w obliczu wielkiego wysiłku humanitarnego polskiego społeczeństwa często pada pytanie o pomoc Kościoła.

– Nie znam przypadku parafii lub zgromadzenia zakonnego, które nie podejmowałyby działań na rzecz pomocy Ukrainie. Dzieje się mnóstwo: od organizowania zbiórek finansowych na Caritas, przez wysyłanie darów rzeczowych, po udzielanie schronienia – mówi red. Kleczka.

Dziennikarz "Znaku" dodaje, że ważnym gestem był apel przewodniczącego Episkopatu abp Stanisława Gądeckiego do patriarchy moskiewskiego i całej Rusi Cyryla. Rzymskokatolicki duchowny zwrócił się do kapłana prawosławnego, znanego z bliskich relacji z dyktatorem Władimirem Putinem, by zaapelował do przywódcy Rosji o zakończenie wojny.

Dlaczego Franciszek nie potępił Putina?

Karol Kleczka przyznaje, że podczas wojny Rosji przeciwko Ukrainie część katolików chciałaby, by papież wskazał Władimira Putina jako winnego rozlewu krwi, a Rosję jako napastnika.

– To naturalne oczekiwanie, by Kościół odzwierciedlał nasze intuicje moralne. Jednak czy napiętnowanie Putina coś by w tej wojnie zmieniło? Czy pod wpływem słów papieża Putin odwołałby rosyjskich żołnierzy z Ukrainy? Wydaje się to mało prawdopodobne, skoro zdaje się, że nic, włącznie z sankcjami i kryzysem gospodarczym we własnym kraju, nie porusza rosyjskiego dyktatora – ocenia dziennikarz.

– Niemniej symbole, takie jak publiczne napiętnowanie agresora przez Ojca Świętego, są ważne – dodaje.

Redaktor tłumaczy, że wojenna powściągliwość Watykanu nie jest niczym niezwykłym, gdy się popatrzy na to z historycznego punktu widzenia. W dziejach najnowszych była regułą, a nie wyjątkiem.

Kleczka wątpi, by dyplomatyczna postawa papieża wynikała z wyrachowania, bo nie wiadomo mu o żadnych interesach, w tym finansowych, które miałyby łączyć Watykan z Rosją.

– W ocenie działań papieża należy zwrócić uwagę na kontekst: w XX wieku papieże nigdy nie wskazywali winnych. Taki sposób działania przyjęła watykańska dyplomacja. Kościół rzymskokatolicki jest przekonany, że wartością nadrzędną jest pokój, a na drodze do jego osiągnięcia nie można operować na animozjach, bo to nie zbliża walczących stron – wyjaśnia dziennikarz.

Jednak takie podejście, zaznacza, rodzi też pewne problemy.

– Pierwsze pytanie brzmi, czy kierowanie się taką etyką jest właściwym rozwiązaniem, a zwłaszcza czy współgra z naszymi intuicjami moralnymi. Po drugie, czy do osiągnięcia pokoju nie potrzeba stanięcia w prawdzie i nazwania skrzywdzonego skrzywdzonym, a sprawcy sprawcą – tłumaczy Kleczka.

W jego ocenie można w tym widzieć optymistyczne myślenie o naturze człowieka.

– W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doktryna Watykanu ewoluowała od koncepcji sprawiedliwej wojny do sprawiedliwego pokoju. Brak bezpośredniego wskazywania winnych jest przejawem miłosierdzia, które trudno zrozumieć w obliczu oczywistej agresji – mówi ekspert.

Kleczka dodaje jednak, że w czasie wojny tak zdawałoby się oczywista wartość, jaką dla katolików jest miłosierdzie, staje pod znakiem zapytania. Oglądając przejmujące nagrania zbrodni wojennych i czytając doniesienia o mordowaniu cywilów, wierzący stają w obliczu takich uczuć jak nienawiść.

– Wojna stawia nam pytania moralne, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Łatwo mówić o miłosierdziu w czasie pokoju. W czasie wojny miłosierdzie jest nie do zrozumienia. Sam zadaję sobie pytania o to, czy kierowanie się w sytuacji oczywistego zła etyką przekonań, która wierzy w możliwość nawrócenia każdego grzesznika i stara się nie piętnować osoby, lecz czyny, nie jest przejawem naiwności – dodaje Kleczka.

Stosunek papieża do Ukrainy

Kleczka mówi, że sam należy do tych, którzy oczekują od Franciszka mniej zachowawczej postawy wobec Władimira Putina i Rosji. Jednak podkreśla, że ważniejsza jest inna perspektywa.

– Nie rozumiem papieża, ale ukraińscy duchowni greckokatoliccy dziękują mu za okazane wyrazy solidarności. Arcybiskup kijowski Światosław Szewczuk jest wdzięczny Franciszkowi. Podobnie podziękowania papieżowi publicznie złożył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Skoro dla nich jest jasne, że papież ich wspiera, to kim jestem, by z bezpiecznej pozycji mówić im, że to za mało? – pyta retorycznie Karol Kleczka.

Czytaj także: https://natemat.pl/400309,elwira-nabiullina-kim-jest-prezes-banku-centralnego-rosji