Ordo Iuris na straży demokratycznych wyborów na Węgrzech? "Kreml chce mieć pewność wyniku"

Żaneta Gotowalska
28 marca 2022, 16:33 • 1 minuta czytania
Ordo Iuris ma zadbać o utrzymanie demokratycznych standardów podczas wyborów na Węgrzech. Podejmując misję, podważa działalność OBWE. "Lepszego" stróża wyborów Węgry nie mogły sobie wymarzyć. "Kreml chce mieć pewność wyniku" - pojawiają się komentarze po tej informacji.
Protest Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w 2021 roku MAREK BEREZOWSKI/REPORTER

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google

Kiedy natrafiłam wczoraj na informację, że Ordo Iuris, organizacja, o której nie wolno mówić, że to opłacani przez Kreml fundamentaliści, wybiera się na misję obserwacyjną wyborów na Węgrzech, myślałam, że to żart. Po sprawdzeniu, że to nie sprawka AszDziennika czy innych memiarzy internetu, przyszedł czas na research.


Czytaj więcej: "To jest wojna!". Dziennikarka przeprowadziła śledztwo, pokazała prawdziwą siłę Ordo Iuris

I otóż tak: skrajnie konserwatywna polska fundacja będzie dbać o przestrzeganie demokratycznych standardów podczas zbliżających się wyborów na Węgrzech. Dawno nie czytałam nic tak absurdalnego.

"Jak zapowiedział 16 marca Instytut Ordo Iuris i jego partner Collegium Intermarium, na węgierskie wybory parlamentarne została wysłana międzynarodowa misja obserwacyjna" – informuje na swojej stronie Ordo Iuris.

- Jesteśmy gotowi do objęcia przewodnictwa w przestrzeganiu najlepszych praktyk, międzynarodowych standardów i zasad bezstronnej, demokratycznej i pełnej szacunku obserwacji wyborów - zapewnił Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris, w wypowiedzi cytowanej na ich stronie. To on objął funkcję szefa zorganizowanej przez fundację Międzynarodowej Misji Obserwacyjnej.

Dlaczego udział Ordo Iuris w kontroli przebiegu wyborów węgierskich jest tak zaskakujący? Jest to bowiem fundacja, która forsuje nie tylko zakaz aborcji, ale i antykoncepcji, utrudnienia rozwodów, zakazu edukacji seksualnej. Ordo Iuris w swoim założeniu uznaje również – można powiedzieć – wyższość męża nad żoną, a w kilka lat udało im się rozpętać lokalną wojnę; rozgrywając lęki i niepokoje Polaków, przekonali ich, że w tym kraju rodzina jest zagrożona.

Czy taka niezbyt (eufemizm) niezależna organizacja powinna stać na czele strażników czy kontrolerów przebiegu wyborów? Śmiem wątpić.

Czytaj więcej: Kuriozalny obserwator z Polski weźmie pod lupę wybory na Węgrzech. Ma przestrzegać demokracji

Do tego Ordo Iuris, informując o podjęciu misji, podważa wiarygodność OBWE. Jest to główna europejska instytucja, zajmująca się bezpieczeństwem i prawami człowieka. "Raport Okresowy OBWE wskazuje na wiele oznak naruszenia zasad międzynarodowych misji obserwacyjnych. Raporty często opierają się na anonimowych źródłach lub na opinii tylko jednej strony politycznej w odniesieniu do wyrażonej krytyki węgierskiego systemu wyborczego, co budzi poważne zastrzeżenia. W efekcie przedstawione roszczenia i zarzuty dotyczące procesu wyborczego są zasadnie kwestionowane, a autorytet misji obserwacyjnej został poważnie nadszarpnięty" – komentuje Ordo Iuris w swoim oświadczeniu.

OBWE (1 stycznia Polska przejęła roczne przewodnictwo) w lutym bieżącego roku zaleciła co prawda wysłanie większego zespołu obserwatorów na węgierskie wybory, ale raczej miano na myśli organizacje, które będą pilnować, by nie zakłócano pluralizmu mediów, a także przestrzegano tego, by – jak czytamy w dokumencie OBWE – nie doszło do zaniechań w rejestracji wyborców, zastraszania wyborców, kupowania głosów, przejrzystości finansowania kampanii oraz skuteczności skarg. Tymczasem z Polski wyrusza tam Ordo Iuris, co do której finansowania nie ma pełnej jasności i która to organizacja należy do tych mocno kontrowersyjnych.

Raport OBWE nie spodobał się węgierskim władzom. Zoltan Kovacs powiedział agencji Reutera: "Rzeczywistość jest taka, że różnorodność i zrównoważony charakter węgierskich mediów jest jasnym punktem w porównaniu z tym, co możemy zobaczyć w Europie Zachodniej". Władzy więc Ordo Iuris jest na rękę. I to nie tylko władzy węgierskiej.

Wiele mówi się bowiem o ścisłych powiązaniach władzy na Węgrzech z Kremlem oraz o tym, czego mówić nie wolno, czyli, że Ordo Iuris to "opłacani przez kreml fundamentaliści". Warto dodać - na co zwracają uwagę komentatorzy - że ściąganie własnych, zaprzyjaźnionych "niezależnych obserwatorów" i dyskredytowanie OBWE to praktyka od lat testowana przez Kreml.

"Kreml chce mieć pewność wyniku" – pojawiają się komentarze po informacji o kontroli wyborów przez Ordo Iuris. Trudno im się dziwić.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 3 kwietnia. Rządząca partia Fidesz zmierzy się z blokiem zjednoczonej opozycji.

Po publikacji artykułu skontaktował się z nami Istytut OI. W piśmie przesłanym do naszej redakcji zaznacza, że:

- nie "forsował" nigdy zakazu antykoncepcji

- nie "forsował" nigdy zakazu edukacji seksualnej, lecz postulował zakaz permisywnej edukacji seksualnej

- nie przyjął nigdy założenia o "wyższości męża nad żoną", a przeciwnie, wielokrotnie bronił równych praw kobiet i mężczyzn

Czytaj także: https://natemat.pl/394735,skandal-w-ordo-iuris-zero-litosci-dla-fanatykow-felieton