"Nie jestem jak inne dziewczyny". Przestań tak mówić, bo to wcale nie jest komplement

Ola Gersz
03 kwietnia 2022, 13:13 • 1 minuta czytania
Gdy byłam nastolatką, najlepszym komplementem, jaki mogłam usłyszeć od chłopaka, było: "nie jesteś jak inne dziewczyny". Momentalne motylki w brzuchu i rozpierająca mnie duma. Wow, jestem lepsza od innych dziewczyn! Bo one noszą szpilki, a ja trampki, one oglądają komedie romantyczne, a ja wolę fantasy. Wszystkie dobrze znamy to uczucie triumfu i samozadowolenia, ale dziś słowa "nie jestem jak inne dziewczyny" przyprawiają o ciarki żenady. Czysta toksyna, której musimy pozbyć się z organizmu jak najszybciej. Do Was też mówię, mężczyźni.
"Nie jestem jak inne dziewczyny" to zdanie, które powinno zniknąć z naszego słownika Fot. Kadr z teledysku "You Belong With Me" Taylor Swift / YouTube

Ona nie jest jak inne dziewczyny. Jest wyjątkowa, bo inna. Lepsza. Na takim myśleniu opierały się praktycznie wszystkie książki i filmy, na których my, kobiety z pokolenia millenialsów, się wychowałyśmy. Tak było we "Wrednych dziewczynach", "Pamiętniku księżniczki", nawet w "Zmierzchu", w którym Bella patrzyła na inne rówieśniczki, bo była alternatywką, która zakochała się w wampirze, a nie w szkolnym rozgrywającym. W końcu chłopak zawsze wybierał dziewczynę, która "nie jest jak inne".


"Ale ona nosi krótkie spódniczki, ja noszę t-shirty / Ona jest kapitanką cheerleaderek, a ja siedzę na trybunach (...) Hej, co robisz z taką dziewczyną?" – śpiewała Taylor Swift w swoim hicie "You Belong with Me" (w teledysku chłopak zauroczony "typową dziewczyną" w końcu mądrzeje i wybiera kujonkę z orkiestry – oczywiście dopiero, gdy ta zdejmuje okulary). Ba, nawet w "Grze o tron" Arya Stark – na uwagę Tylera Lannistera, że ma inne zainteresowania niż większość dziewcząt – odpowiada bez zawahania: "Większość dziewcząt to idiotki".

Dlatego nie powinniśmy się dziwić, że dla wielu kobiet i facetów powiedzenie "nie jesteś jak inne dziewczyny" wciąż jest największym komplementem i zdaniem, w którym nie ma nic niewłaściwego. To nie nasza wina, wszyscy byliśmy tym karmieni, od kiedy pamiętamy. Tyle że czas w końcu pogrzebać to sformułowanie raz na zawsze, bo jest do bólu toksyczne i archaiczne.

Im dalej od kobiecości, tym lepiej

Inna niż inne dziewczyny, czyli jaka? "Niestereotypowo kobieca". Taka, które nie ubiera się "kobieco", nie ma "kobiecych" zainteresowań i ma "męskie" cechy. Najlepiej, żeby była outsiderką w trampkach, która uwielbia horrory, grube żarty i gardzi makijażem (chociaż oczywiście ma wyglądać świetnie bez niego, w końcu nie ma to jak "naturalna piękność"). Im dalej dziewczyna odejdzie od "typowej kobiecości", tym bardziej będzie lubiana i adorowana.

Tego nauczyła nas popkultura i tego, my kobiety z pokolenia millenialsów, trzymałyśmy się przez lata. Jako małe dziewczynki mogłyśmy uwielbiać kolor różowy, ale potem musiałyśmy gardzić nim dla zasady, bo róż lubi "większość dziewczyn". Komedie romantyczne, szminki i plotkowanie też musiało być "be". Podobnie jak przyjaźnie z dziewczynami – cool było trzymanie się z paczką chłopaków.

Musiałyśmy być inne od "większości dziewczyn", bo "większość dziewczyn" jest głupawa i pusta. Czekają na księcia z bajki, obgadują koleżanki i spędzają całe dnie w centrach handlowych. To rozpuszczone i nudne księżniczki, są zbyt emocjonalne i wiecznie robią dramy. Nie, nie mogłyśmy być jak one. Nigdy w życiu. Gdy w końcu słyszałyśmy od chłopaka z klasy: "nie jesteś jak inne dziewczyny", puchłyśmy z dumy.

Gdy patrzę na to wstecz, nie mam wątpliwości, że to jedna z najsmutniejszych rzeczy, jaką narzuciły nam kulturowe normy.

Lubię róż i nie jestem "pustakiem"

Bo co właściwie implikuje stwierdzenie "nie jestem jak inne dziewczyny"? Że kobiecość jest gorsza od męskości. Jest saba, bezradna, nadwrażliwa, bezbronna i histeryczna. Skupiona na wyglądzie i całkowicie nieprzydatna. Kobiecość utożsamiano z pejoratywnymi cechami, więc bycie "typową kobietą" nie było pożądane, a wręcz wypierane.

Może już nudzi nas to zdanie, ale tak, to wina patriarchatu, który stawiał męskość nad kobiecość. To, co męskie zawsze było lepsze niż kobiece, dlatego nic dziwnego, że uciekałyśmy od kobiecości, aby zostać docenionymi. Potrzebowałyśmy pochwały, aprobaty i dowartościowania, a to zapewniało nam wyłącznie bycie "niekobiecą". Myślałyśmy, że kobiecości da się wyzbyć, ale byłyśmy w błędzie.

Równouprawnienie płci nadal jest w toku. Feminizm powoli przestaje być brzydkim słowem na "f", a na Instagramie jak grzyby po deszczu powstają aktywistyczne, feministyczne konta. Feminizm wszedł również do popkultury, która powoli odchodzi od tropu "niebycia jak inne dziewczyny", a wchodzi w siostrzeństwo. Dlatego wiemy już. że niegdyś tak pożądane zdanie "nie jesteś jak inne dziewczyny" wcale nie jest komplementem. Wręcz przeciwnie, jest przejawem mizoginizmu, bo sugeruje, że dziewczyny nie są takie, jakie "powinny" być. A to zwykły bullshit.

Dzisiaj odzyskujemy swoją kobiecość. Powoli uczymy się, że kobiecość wcale nie jest gorsza i słabsza. Nawet ta "typowa", utożsamiana ze sztucznymi paznokciami i różowymi mini. Kobiecość jest różnorodna, tak jak różnorodne są kobiety i nie musi być na siłę męską, aby zyskać na wartości. Mnie osobiście to odkrycie zajęło wiele lat. Uczyłam się, że to, że lubię róż, wcale nie robi ze mnie "pustaka". Że mogę lubić romanse, makijaż i wszystko, co mi się tylko podoba. Że większość dziewczyn jest naprawdę fajna.

Jestem jak inne dziewczyny

"Nie jesteś jak inne dziewczyny" to stwierdzenie mizoginistyczne i obraźliwe. Bo, hej, ja chcę być jak inne dziewczyny! Chcę być silna jak matki, które, które łączą wychowywanie dzieci z pracą na pełen etat albo sportowczynie, które zdobywają złote medale podczas okresu. Nieustraszona, gdy zabierają głos w sali konferencyjnej pełnej starszych, mansplainujących facetów. Wrażliwa, gdy płaczą na smutnych filmach i piękna, gdy zakładają ulubione sukienki.

W końcu doczekałyśmy się nawet popowego hitu, który to nam przypomina. Hailee Steinfeld na początku teledysku do "Most Girls" słyszy od zafascynowanego nią faceta: "Nie jesteś jak większość dziewcząt". – Muszę iść – mówi w odpowiedzi i wychodzi, wyraźnie zniesmaczona. Jasne, to popowy feminizm, którym gardzą badaczki, ale karmimy się popkulturą i najwyższy czas, aby nie było to śmieciowe jedzenie, prawda? A takie tematy nigdy śmieciowe nie będą.

Dlatego, kobieto, nie mów o sobie: "nie jestem jak inne dziewczyny". Mężczyzno, nie mów nam: "nie jesteś jak inne dziewczyny". Wyrzuć słowo "nie", my chcemy być jak one.

Czytaj także: https://natemat.pl/396525,influencerki-zarabiaja-na-feminizmie