Był idolem, okazał się potworem. Ten szokujący dokument pokazuje, jak Jimmy Savile omamił cały naród

Ola Gersz
17 kwietnia 2022, 17:25 • 1 minuta czytania
Był czarodziejem, który oczarowywał ludzi i spełniał życzenia. Idolem traktowanym jak brytyjskie dobre narodowe. Jednak czarodziej okazał się czarnoksiężnikiem niczym z najmroczniejszych baśni, a idol – skazą na pamięci zbiorowej Brytyjczyków. Przerażający dokument Netflixa "Jimmy Savile: Brytyjski horror" pokazuje, jak legendarny i uwielbiany didżej, prezenter i filantrop okazał się potworem, którzy skrzywdził ponad 400 osób, w tym małe dzieci.
Jimmy Savile był idolem Brytyjczyków, ale ukrywał straszną prawdę Fot. Kadr z "Jimmy Savile: Brytyjski horror" / Netflix

Każdy dorosły Brytyjczyk zna to imię i nazwisko: Jimmy Savile. Od lat 60. do 90. był jednym z najpopularniejszych, najbardziej uwielbianych i wpływowych ludzi w Wielkiej Brytanii, a nawet później traktowano go jak boga.

Didżej, który znał wszystkich: od Elvisa po The Beatles, prezenter bijących rekordy oglądalności programów BBC, społecznik, który zbierał dziesiątki milionów funtów na akcje charytatywne i nikogo nie zostawiał w potrzebie. Przyjaciel księżnej Diany, księcia Karola i Margaret Tatcher, którego papież Jan Paweł II wyróżnił Rycerskim Orderem Św. Grzegorza Wielkiego. Brytyjczycy mieli bzika na punkcie sir Jimmy'ego Saville'a, a on dobrze o tym wiedział.

Dlatego wszelkie plotki zbywano. "Nasz Jimmy jest aniołem, pomaga tylu ludziom, ktoś chce go po prostu zniszczyć" – mówiono w odpowiedzi, nawet jeśli jego zachowanie czasami dziwiło lub szokowało. Ale przecież taki już jest – Wielki Brytyjski Ekscentryk. Jimmy będzie Jimmym. Głośnym, zabawnym mężczyzną z burzą jasnych włosów, który uwielbia ekstrawaganckie i krzykliwe ubrania oraz kocha cygara. Savile był jak gwiazda rocka, a gwieździe rocka dziwaczność można wybaczyć.

Jednak wszystko zmieniło się w październiku 2012 roku, rok po śmierci Savile'a w wieku 84 lat. Reportaż stacji ITV ujawnił to, o czym szeptano od dekad: Jimmy Saville był pedofiliem i seksualnym drapieżnikiem. I mimo że nie wszyscy wierzyli, że "ich Jimmy" byłby do tego zdolny, szybko musieli zmienić zdanie.

Telewizyjny dokument wywołał lawinę oskarżeń, która zasypała całą zszokowaną Wielką Brytanię. Do 2016 roku policja otrzymała ponad 400 zgłoszeń o nadużyciach Savile'a datowanych od 1955 do 2009 roku. Jego ofiary miały od 5 do 75 lat, często były bezbronne, chore i niepełnosprawne. Nagle Wielki Brytyjski Ekscentryk stał się Wielkim Brytyjskiem Potworem.

Dlaczego nikt nic nie zauważył? Jakim cudem Savile zdołał ukryć swoją prawdziwą twarz aż do śmierci? Jak udało mu się omamić Brytyjczyków? Odpowiedzi na te pytania zadaje dwuczęściowy dokument Netflixa "Jimmy Savile: Brytyjski horror", który szokuje bardziej niż produkcje true crime o zabójcach i szaleńcach. Dlaczego? Bo ten horror dział się na oczach dziesiątków milionów ludzi.

Czytaj także: "Był psychopatą". Już przed laty wielu wiedziało, że Jimmy Savile krzywdził dzieci

Idol

Dokument "Jimmy Savile: Brytyjski horror" w reżyserii Rowan Deacon składa się z dwóch części. Pierwsza zatytułowana "Tworzenie potwora" to historia fenomenu Savile'a, który dzisiaj aż trudno sobie wyobrazić, szczególnie jeśli mieszka się poza Wielką Brytanią.

Savile, urodzony w 1926 roku zapaśnik i górnik z Leeds w północnej Anglii, pojawił się w świecie brytyjskiej rozrywki pod koniec lat 50. Zyskał popularność jako didżej oraz prezenter radiowy i szybko wszedł do telewizji, w której czuł się jak ryba w wodzie. Programy BBC, które prowadził, okazywały się hitami. W nadawanym od 1964 roku "Top of the Pops" prezentował największe hity i gościł muzyczne sławy. A w hicie "Jim'll Fix It" (1975-1994), który oglądało 20 milionów Brytyjczyków, spełniał życzenia widzów, głównie dzieci.

Brytyjczyk nie poprzestał na telewizji. Angażował się w akcje charytatywne. Był filantropem, który przez lata pracował w szpitalach, w tym w Leeds General Infirmary czy słynnym szpitalu psychiatrycznym Broadmoor. Był wszędzie tam, gdzie potrzebowano pomocy: biegał charytatywnie przez kraj, organizował zbiórki, stał za jedną z największych akcji charytatywnych w historii Wielkiej Brytanii, w której zebrał dziesiątki milionów dolarów na remont szpitala Stoke Mandeville. Był ówczesnym brytyjskim Jurkiem Owsiakiem.

"On robił tyle dobrego", "Był aniołem", "Nigdy nie widziałam, że zrobił coś złego", "Był jak Święty Mikołaj i Jezus Chrystus w jednym" – mówią znające Savile'a osoby w dokumencie "Jimmy Savile: Brytyjski horror". Każdy go uwielbiał. Były zabawny, życzliwy i swojski. Człowiek z ludu, który nie zapomina o swoich mimo spektakularnego sukcesu. Dzieci, które masowo pisały do programu "Jim'll Fix It" listy ze swoimi, nawet najdziwniejszymi marzeniami, traktowały go jak czarodzieja, dla którego nic nie jest niemożliwe.

Człowiek z ludu szybko wszedł na salony. Znał wszystkich: Beatlesów, The Rolling Stones, Elvisa Presleya, rozkochał w sobie premier Thatcher i rodzinę królewską. Dokument Netflixa ujawnia listy, które pisał do niego książę Karol. Następca tronu, który miał do dyspozycji licznych doradców i asystentów, radził się Savile'a, byłego górnika, w praktycznie każdej sprawie. W odpowiedzi prezenter wysyłał mu całe pliki kartek z wytycznymi. Decyzją królowej prezenter otrzymał nawet Order Imperium Brytyjskiego i tytuł szlachecki.

Skoro Savile omamił nawet najbardziej wpływowych, to czy można się dziwić, że w jego zabawną i beztroską personę uwierzył cały naród?

Potwór

"Nawet Stephen King by tego nie wymyślił" – pada zdanie w dokumencie o Jimmym Savile'u. Faktycznie, kto by się spodziewał, że narodowy bohater okaże się jedną z najbardziej znienawidzonych osób w Wielkiej Brytanii?

Druga część dokumentu Netflixa "Znalezienie potwora" skupia się na dziennikarskim śledztwie, które rozpoczął dziennikarz BBC Meirion Jones. Miał ku temu personalny powód. Gdy był nastolatkiem, jeździł z rodzicami na wakacje do zakładu poprawczego dla dziewcząt Duncroft, który prowadziła jego ciotka. Savile bywał tam regularnie: spędzał czas z nieletnimi wychowankami, brał je na przejażdżki. Na zaniepokojone głosy rodziców Jonesa i nauczycieli dyrektora szkoły odpowiadała, że to przecież Jimmy, przyjaciel szkoły.

Tymczasem w 2012 roku wyszło na jaw, że wśród 400 ofiar Savile'a (ale mogło być ich znacznie więcej) były nie tylko uczennice Duncroft, które prezenter gwałcił w samochodzie, ale również dzieci z sierocińców, uczniowie szkół, których odwiedzał, czy pacjenci szpitali, w których pomagał. Wykorzystywał dzieci, nastolatki i dorosłych. Głównie dziewczynki i kobiety, ale zdarzali się również chłopcy.

Jedną z najbardziej szokujących opowieści w "Jimmym Savile'u: Brytyjskim horrorze" jest ta o dziewczynie z uszkodzeniem mózgu, którą Savile, wówczas pielęgniarz, zaczął molestować seksualnie na oczach innej pacjentki. Z kolei jedna z ofiar, która występuje w dokumencie, miała 11-lat, gdy Savile, praktykujący katolik, regularnie ją obmacywał i penetrował palcem w kościelnej zakrystii. Dziewczynka przed każdą wizytą w kościele zakładała kilka warstw ubrań, aby pedofil nie miał do niej dostępu. Przez lata winiła się za to, że nie krzyczała.

Nietykalny

Ujawnienie prawdy o Savile'u po jego śmierci wstrząsnęło Wielką Brytanią i zagroziło pozycji BBC. Doprowadziło do upadku legendy. Jednak plotki, że "Jimmy Savile lubi małe dziewczynki", krążyły od lat. Wiedział o nich nawet sam prezenter, którego w późniejszych latach wprost zaczęto pytać o to w wywiadach. Zawsze zaprzeczał i twierdził, że oczerniają go mściwi, żądni pieniędzy ludzie, które bzyczą mu nad uchem jak muszki owocówki.

Były jednak próby demaskacji. W 1994 roku jedna z redakcji szykowała materiał o seksualnej przemocy, której dopuszczał się Savile, ale jego dwie bohaterki, byłe uczennice Duncroft, w ostatniej chwili się wycofały. W 2007 roku ruszyło policyjne śledztwo, ale po kilku latach je zamknięto. Anonimowych listów nie brano na poważnie, a głosy na internetowych forach lekceważono. Do czasu.

W erze #MeToo dobrze to znamy: milczenie i uciszanie ofiar znanych i bogatych. Savile miał wpływowych znajomych: polityków, członków rodziny królewskiej, policjantów, prawników, więc wszelkie zarzuty tłumiono w zarodku. Zresztą ofiary – podobnie jak w przypadku Harveya Weinsteina, Jeffreya Epsteina czy Billa Cosby'ego – bały się mówić. Kto by im uwierzył? Savile miał ogromne wpływy i niewiarygodną władzę. Każdy go uwielbiał, nikt nie pozwoliłby go tknąć.

To, co w dokumencie "Jimmy Savile: Brytyjski horror" szokuje jednak najbardziej, to fakt, że praktycznie każdy ignorował wyraźne sygnały. Sygnały, które dawał... sam Savile. Wszystkie jego prokowacyjne teksty o seksualnych podbojach i atrakcyjnych nastolatkach zbywano jednak śmiechem – Savile był dziwakiem, nie traktowano jego słów poważnie. Gdy dzisiaj oglądamy archiwalne nagrania, cierpnie nam skóra. Gdy całuje swoje fanki w usta, przytula dzieci i pomaga chorym na szpitalnych łóżkach, robi nam się niedobrze.

Dwie twarze

Ale dlaczego Savile, który z dala od spojrzeń milionów fanów był potworem, tak chętnie pomagał? Świetny dokument Netflixa zadaje i to pytanie, ale nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Bo w szpitalach, domach dziecka i zakładach poprawczych miał dostęp do bezbronnych ofiar, które nie pisną słówka o tym, co im robił? Aby nakarmić swoje ego? A może udzielał się charytatywnie, by "przykryć" swoje przestępstwa i – jako mocno wierzący katolik – zostać po śmierci odkupiony?

Jedno jest pewne: charytatywna działalność Savile'a, podobnie jak jego ekscentryczna, zabawna osobowość, zamydliły wszystkim oczy. Wszystko, co w jego postaci było czerwoną flagą (jak brak jakichkolwiek związków i milczenie na temat życia prywatnego), traktowano jako atrakcyjne fragmenty jego publicznej persony. Tymczasem była to maska, która skrywała bezduszność i bezwzględność.

A co jest w tym wszystkim najgorsze? Że Savile'owi wszystko uszło na sucho.

Czytaj także: https://natemat.pl/340253,dokument-hbo-o-woodym-allenie-rzuca-nowe-swiatlo-na-skandal-pedofilski