COVID-19 może jeszcze pokazać "zęby i pazur". Eksperci zaniepokojeni zniesieniem stanu epidemii

Beata Pieniążek-Osińska
06 maja 2022, 18:02 • 1 minuta czytania
Mogę pozazdrościć optymizmu - tak epidemiolog skomentował piątkową decyzję ministra zdrowia o zniesieniu stanu epidemii COVID-19 i przejście na stan zagrożenia epidemicznego. Eksperci nie mają wątpliwości, że zachorowań wciąż jest bardzo dużo, tylko nie wykonuje się już bezpłatnych testów, więc nie rejestruje się większości nowych przypadków. Jak ostrzegają, ta decyzja to dla wielu osób sygnał, aby odejść od dezynfekcji rąk, dystansu czy szczepienia się przeciw COVID-19.
Według ekspertów, komunikat o zniesieniu stanu epidemii może uśpić naszą czujność, a wirus Sars-CoV-2 nie odpuszcza. Karol Makurat/REPORTER/ East News

Stan epidemii obowiązuje w Polsce od 20 marca 2020 roku. Minister zdrowia postanowił go w końcu odwołać. Adam Niedzielski podał właśnie konkretny termin.

- Powoli epidemia zmierza w kierunku endemii - ocenił szef resortu zdrowia. Jak poinformował, dlatego też od 16 maja stan epidemii zostanie przekształcony w stan zagrożenia epidemicznego. - Stan zagrożenia epidemicznego będziemy utrzymywać co najmniej do września - dodał podczas piątkowej konferencji.

- Prawdziwym testem, w jakim miejscu jesteśmy z epidemią, będzie wrzesień, kiedy spodziewać się można w wyniku powrotu do szkół, do pracy, zwiększonej transmisji i też pewnej sezonowości, którą do tej pory obserwowaliśmy - tłumaczył dalej szef MZ. Dodajmy, że mimo tego usta i nos wciąż będziemy musieli zasłaniać nadal w aptekach, przychodniach i szpitalach. Tak na razie zdecydowało MZ.

Lekarze krytycznie o decyzji ministra

Krytycznie decyzję ministra oceniają przedstawiciele środowiska epidemiologów.

 Dr Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rozmowie z NaTemat nie kryje rozczarowania taką decyzją.

- Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Czy naprawdę pandemia się już skończyła? Czy możemy przestać uważać, a tym bardziej zachowywać zdrowy rozsądek? - pyta retorycznie.

- Mogę pozazdrościć tylko optymizmu panu ministrowi - tak komentuje decyzję Niedzielskiego.

Jak podkreśla, skoro nie testujemy powszechnie, to nie wiemy ile mamy faktycznie nowych zakażeń. Jeżeli nie wiemy ile mamy zakażeń, to można ogłaszać, że epidemii już nie ma.

Rozluźnienie zasad, tymczasem Sars-CoV-2 nie odpuszcza

Według niego, ogłoszenie odejścia od stanu epidemii może jeszcze bardziej wpłynąć na podejście Polaków do przestrzegania pewnych zasad, które mają nas chronić przed ewentualnym zakażeniem.

- Większość Polaków już traktuje całą sytuację bardzo optymistycznie. Można być zmęczonym całą epidemią, ale to nie oznacza, że Sars-CoV-2 nam odpuścił. Raczej będzie dokładnie odwrotnie - uważa.

Dodaje, że te osoby, które w tej chwili np. chodzą w maseczkach w miejscach publicznych, gdzie jest dużo osób, nadal będą to robiły. Natomiast cała reszta społeczeństwa nie będzie nosiła maseczek, zachowywała dystansu społecznego.

To wszystko, co zostało odtrąbione przez ministerstwo, w połączeniu z pewnymi wątpliwościami, jak będzie wyglądał dalej program szczepień przeciwko Sars-CoV-2, będzie powodowało prawdopodobnie to, że ludzie nie będą się doszczepiać. Konsekwencje tego mogą być dosyć przykre.Dr Tomasz Dzieciątkowskiwirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Dodaje, że efektów decyzji i ewentualnego wzrostu liczby zakażeń nie zobaczymy, skoro nie mamy powszechnego bezpłatnego testowania.

Jak zwraca uwagę, z sygnałów od znajomych wynika, że w ostatnim czasie wiele osób choruje na COVID-19.

- Sam trzy tygodnie temu niestety uległem zakażeniu. Zrobiłem sobie testy. Jak chciałem to zgłosić, to miałem z tym bardzo duże problemy. Sanepidów już to specjalnie nie interesowało. Zdroworozsądkowo podjąłem więc decyzję o samoizolacji - relacjonuje.

Jak mówi, na jesieni możemy spodziewać się kolejnej fali zachorowań, ale może to nastąpić też wcześniej.

Polityka ponad nauką

Wirusolog dodaje, że niestety Polska nie jest odosobniona i bardzo wiele gabinetów rządzących w wielu krajach robi podobne ruchy, ruchy pozorne, aby kupić sobie głosy wyborców.

- Każdy gabinet polityczny chce zostać zapamiętany, jako ten, który doprowadził do ograniczenia zniesienia epidemii, a nie ten, który nałożył restrykcje - podkreśla dr T. Dzieciątkowski.

Słowo endemia nie powinno nas uśpić

Z kolei prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie zwraca uwagę, że słowo endemia nie powinno nas uśpić. Jak przypomina, definicja epidemii jest taka, że jest to większy niż zazwyczaj wzrost zachorowalności na daną jednostkę chorobową na danym obszarze i w danym przedziale czasu, a stan zagrożenia epidemicznego oznacza zwiększone ryzyko epidemią.

Z formalnego punktu widzenia - jak mówi - dla nas decyzja ministra niewiele zmieni, bo w dalszym ciągu pozostaje otwarta kwestia natychmiastowego wprowadzenia jakichś obostrzeń czy mobilizacji systemu opieki zdrowotnej, gdy sytuacja się zmieni.

Jednak decyzja ministra - według ekspertki - ma wymiar społeczny.

Endemia zamiast epidemii?

Prof. Szuster-Ciesielska zwraca uwagę, że minister zapowiedział, że pandemia powoli zmierza w stronę endemii.

Endemia niekoniecznie może pojawić się już w najbliższym sezonie. To proces powolny. Samo słowo endemia nie powinno nas uśpić, dlatego, że są choroby endemicznie występujące na danym obszarze, które są śmiertelne. Na przykład endemiczna malaria zabija od 1,5 do 2 milionów osób rocznie.Prof. Agnieszka Szuster-CiesielskaKatedra Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie

Jak dodaje, przejście w endemię zależy od dwóch czynników. Po pierwsze od tego, jaki wariant się pojawi na jesieni, a po drugie - od naszej odporności.

Zwraca uwagę, że odporność zależy z kolei od przechorowania albo od zaszczepienia.

Jesień będzie dla nas testem

- Wiemy o tym, że ta odporność po 5-6 miesiącach spada, a więc jesień będzie tym czasem, gdy trzeba będzie odnowić szczepienia, podać dawki przypominające - przekonuje.

Podkreśla, że dotychczasowe doświadczenia wskazują na to, że akcja szczepień nie była prowadzona właściwie. Zaszczepionych jest niecałe 60 proc. Polaków. Ostrzega więc, że scenariusze mogą różnie wyglądać jesienią.

Dzisiejszy komunikat ministra może jeszcze zwiększyć przekonanie wśród wielu osób, że właściwie nie ma żadnego zagrożenia. Według prof. Szuster-Ciesielskiej, takie przekonanie umocniło się już wcześniej po zniesieniu większości obostrzeń.

- Taki komunikat, który się dzisiaj pojawił, może być tylko potwierdzeniem dla pewnych osób, że zagrożenie nie istnieje i nie ma potrzeby się szczepić - ostrzega.

Polityka dotycząca szczepień kuleje

Jak przekonuje, polityka zachęcania do szczepień powinna być szczególnie zintensyfikowana, a przede wszystkim powinna być wiarygodna przed okresem jesiennym.

Zwraca też uwagę, że ze strony rządu niewystarczające są ponadto działania w kierunku zwalczania dezinformacji, a ruchy antyszczepionkowe są silne.

- Nie da się odnieść sukcesu, jeżeli nie będzie działania na tych dwóch polach - stwierdza prof. Szuster-Ciesielska.

Jak podkreśla, wrzesień będzie więc dla nas wszystkich testem.

Czytaj także: https://natemat.pl/zdrowie/407008,skutecznosc-testow-na-covid-19-rzadowa-instytucja-zaliczyla-wpadke