Węgierskie tablice rejestracyjne dają przywileje. Orbán walczy z pewnym rodzajem turystyki

Mateusz Przyborowski
26 maja 2022, 21:34 • 1 minuta czytania
Władze w Budapeszcie poinformowały, że tylko kierowcy samochodów na węgierskich tablicach rejestracyjnych będą mogli tankować benzynę po niższej, limitowanej cenie. O zmianach, które wejdą w życie w piątek, poinformował szef kancelarii węgierskiego premiera Gergely Gulyas.
W ten sposób Viktor Orbán chce zwalczać tzw. turystykę paliwową Fot. AP / EAST NEWS

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Cudzoziemcy nie będą mogli kupować na Węgrzech benzyny po niższej cenie. Zmiany wejdą w życie już w piątek. Taką decyzję podjął rząd premiera Viktora Orbána, a szczegóły przedstawił w czwartek szef jego kancelarii.

"Kierowcy dopuszczali się jednak nadużyć"

Gergely Gulyas powiedział na konferencji prasowej, że na Węgrzech do tej pory można było tankować paliwo po najniższej cenie w Europie i – szczególnie w rejonach przygranicznych – powstało przez to zjawisko "turystyki paliwowej", a to z kolei "zagrażało zaopatrzeniu w benzynę".

Przypomnijmy, że w połowie listopada Węgry wprowadziły limit cen benzyny. Jak tłumaczył wtedy szef kancelarii węgierskiego premiera, zdecydowano o wprowadzeniu maksymalnych cen paliw, aby "ochronić konsumentów przed ich gwałtownym wzrostem i ograniczyć inflację". Zapowiedziano też, że każde naruszenie przepisów w tej specjalnej "tarczy" będzie surowo karane – od 1260 do 37 830 zł (od 100 tys. do 3 mln forintów).

Czytaj także: "Autokrata już tak ma". Dlaczego Orbán "uszczęśliwił" Węgrów nowym stanem zagrożenia?

Węgierski rząd zostawił sobie furtkę do ewentualnego przedłużenia obowiązywania regulacji i z tej opcji skorzystał. Obecnie cena benzyny 95-oktanowej i zwykłego oleju opałowego nie może przekraczać 480 forintów (około 5,76 zł) za litr.

To najtaniej w całej Europie. Zdaniem Gulyasa kierowcy dopuszczali się jednak nadużyć w związku z różnicą cen paliw na Węgrzech i w innych krajach, gdzie za litr benzyny trzeba zapłacić dużo więcej.

Teraz zdecydowano się więc wyłączyć kierowców samochodów zarejestrowanych za granicą z możliwości kupna tańszych paliw. Zagraniczni kierowcy będą nadal mogli tankować na Węgrzech, ale po cenie rynkowej.

Nowe podatki od "dodatkowych zysków"

W czwartek Węgry wprowadziły także nowy podatek od tzw. dodatkowych zysków, wypracowanych przez firmy, banki czy koncerny energetyczne. Szacowane wpływy mają wynieść w tym i przyszłym roku 800 miliardów forintów, czyli... 2,2 miliarda dolarów.

Jak podaje Reuters, premier Orbán musi zwiększyć dochody, aby wzmocnić finanse państwa po "przedwyborczym szale wydatków" i wprowadzeniu limitów cen np. za paliwa, które pomogły mu odnieść zwycięstwo w wyścigu wyborczym.

Czytaj także: Czy da się wyrzucić Węgry Orbána z UE? Nie, ale... "Istnieje inna broń"

W reakcji na zapowiedź wprowadzenia nowej daniny, jak wskazał Reuters, akcje koncernu energetycznego MOL na giełdzie w Budapeszcie straciły ponad 9 proc. Notowania największego banku komercyjnego OTP spadły o prawie 10 proc., natomiast węgierskiego dostawcy usług telekomunikacyjnych Magyar Telekom – o przeszło 4 proc.

Przypomnijmy, że w kampanii Viktor Orbán obiecywał złote góry, a tuż po wygranych wyborach zaczął przygotowywać Węgrów na nagłe cięcia i oszczędności. Jak tłumaczył podczas wystąpienia, nie wie, czy uda się utrzymać wszystkie tarcze antykryzysowe.

Czytaj także: https://natemat.pl/413854,bruksela-chce-stworzyc-wielomilionowy-fundusz-oran-odwroci-sie-od-putina