Kasia Tusk dosadnie o PiS. Ostrzega przed tym, co stanie się po marszu w Warszawie
4 czerwca w stolicy pojawiły się tłumy z całej Polski. Stacje metra przeżywały przed startem marszu prawdziwe oblężenie. Świadczą o tym filmiki i zdjęcia, które na Twitterze wrzucali internauci.
Jak pisaliśmy w naTemat, udział w Wielkim Marszu zadeklarowało także wiele osobowości z rodzimego świata show-biznesu. I tak na warszawskich ulicach można było zobaczyć m.in. Aleksandrę i Michała Żebrowskich, Magdę Mołek, Joannę Przetakiewicz, Karolinę Korwin-Piotrowską czy Małgorzatę Rozenek-Majdan. Nie zabrakło też córki inicjatora, czyli Katarzyny Tusk.
Kasia Tusk podsumowuje marsz z 4 czerwca
Kiedy było już po wszystkim, Kasia Tusk dodała w swoich mediach społecznościowych podsumowujący wpis. Do materiału wideo, który składał się z relacji z marszu, załączyła też opis. Ostrzegła przed prawdopodobnymi działaniami PiS.
"I powiem Wam, co teraz będzie. Będą wyszydzać, będą zohydzać, będą mówić, że te pół miliona było przekupione, zmanipulowane, nieświadome czy agresywne. Będą próbować robić wszystko, aby udowodnić, że to było nic, bo w głowach im się nie mieści, że tyle ludzi wyszło dziś na ulicę z czystego poczucia obowiązku. Z wiarą, że ich głos ma znaczenie. I nie licząc w związku z tym na aplauz czy profity" – napisała.
"Być może usłyszycie w jakichś mediach, że to był marsz polityków, działaczy, samorządowców, artystów i sław. Ale każdy, kto szedł dzisiaj z nami widział tłum zwykłych/niezwykłych ludzi, którzy porzucili swoje codzienne obowiązki i ruszyli w imię najcenniejszych wartości. I to im jestem wdzięczna najbardziej. Bo pod koniec to wszystko od Was zależy" – podsumowała.
Córka Donalda Tuska już w ciągu dnia wrzucała relacje na swoim InstaStory. "Wygodne buty i do przodu" – stwierdziła w południe i ruszyła z tłumem. Warto zaznaczyć, że Kasia Tusk rzadko w swoich publikacjach na profilu o nazwie "@makelifeeasier_pl" wspomina o polityce. Tym razem zrobiła wyjątek.
"Wiadomości" TVP o marszu
Dodajmy, że w niedzielnym wydaniu "Wiadomości" TVP krótko wspomniano o marszu. Jednak obraz tego wydarzenia, jaki zaprezentowały "Wiadomości" nijak ma się do tego, co tam się wydarzyło. Z relacji można było się dowiedzieć, że jednym z głównych haseł marszu była "dyktatura", a frekwencja wyniosła pomiędzy 100 a 150 tys. osób. Tak podawała finansowana częściowo przed rząd PAP, powołując się na nieoficjalne dane z policji. Ale już prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że na ulicach Warszawy było 500 tys. ludzi. To samo mówił również Donald Tusk. "Z nienawiścią na sztandarach" – tak brzmiał tytuł materiału Adriana Boleckiego. Pracownik TVP zajął się wyszukiwaniem co bardziej wulgarnych wypowiedzi uczestników marszu, w tym m.in. "je**ć PiS". Co więcej, jedna ze stron poświęcona absurdom w TVP podała wieczorem, że Borecki poszedł na marsz z mikrofonem bez logo swojej stacji. Założył je dopiero na koniec relacji. Strona "Oglądam 'Wiadomości', bo nie stać mnie na dopalacze" pokazuje kompilację zdjęć, jak to wyglądało na miejscu.
Więcej o przebiegu marszu, jego uczestnikach i przemówieniu Tuska pisaliśmy tutaj: Wielki marsz 4 czerwca. Kluczowe momenty, wypowiedzi i liczby – podsumowanie.