Jak rozkręcić start-up? Kurasiński: są rozwiązania, o których się zapomina

Artur Kurasiński
Artur Kurasiński arch. własne
Cały świat – łącznie z naszym krajem – ogarnięty został duchem internetowej przedsiębiorczości. Niemal każdego dnia powstają firmy, firemki i jednoosobowe organizacje, które pragną rozwiązać różnorakie problemy. Niski próg wejścia i historie o wielkich fortunach rozpalają wyobraźnię, ale jak pokazują realia, sukces osiąga zaledwie jeden na dziesięć start-upów.


– Przyczyna takiego stanu rzeczy to splot wielu czynników, ale jednym z najważniejszych jest brak zaplecza finansowego oraz niewielkie umiejętności w operowaniu środkami – wyjaśnia Artur Kurasiński, przedsiębiorca, inwestor, organizator Aulerów i twórca bloga o technologiach, AK-74.


MŚP krwiobiegiem gospodarki
Małe i średnie przedsiębiorstwa to filar każdej zdrowej, nowoczesnej gospodarki. Potwierdza to przykład naszego kraju – wartość PKB jest wytwarzana głównie przez firmy z tego sektora. Według opracowań Polskiej Agencji Przedsiębiorczości udział MŚP w PKB całej polskiej gospodarki jest największy spośród wszystkich źródeł i wynosi aż 47,3%.


Jednocześnie mamy do czynienia z sytuacją, w której pierwszy rok działalności przeżywają trzy na cztery firmy. W kolejnych latach prowadzenia działalności gospodarczej przeżywalność wyraźnie spada – do blisko 55 proc. w drugim i 33 proc. w piątym roku działalności. Artur Kurasiński wyjaśnia, że na ogół porażka przedsiębiorstwa wynika z nieznajomości realiów rynkowych, braku wystarczających kompetencji zespołu i problemów finansowych.
Artur Kurasiński, CEO Muse, inwestor i bloger

Bez jakiegokolwiek wkładu finansowego i umiejętności rozsądnego zarządzania tymi środkami, większość firm idzie pod wodę w ciągu pierwszych 12 miesięcy. To z kolei powoduje dużą niechęć do podejmowania ryzyka biznesowego – niezbędnego w przypadku przedsięwzięć, które mogą albo się nie powieść, albo przynieść bardzo dużą stopę zwrotu.

Wśród start-upowców dominuje przekonanie, że najważniejszym źródłem finansowania są środki własne lub pieniądze od funduszy inwestycyjnych czy aniołów biznesu. – To błędne myślenie – możliwości jest więcej. Inną, często pomijaną ścieżką, jest pożyczka. Tymczasem to dobra droga, o ile jesteśmy pewni, że nasze przedsięwzięcie faktycznie jest na etapie, w którym bez zastrzyku gotówki nie ruszy do przodu – wyjaśnia bloger.


Jak zdobyć środki na firmę?
Jeśli bank zdecyduje się na udzielenie rozkręcającej się firmie kredytu, będziemy poddawani realnej ocenie na podstawie twardych danych. Kurasiński podkreśla, że to dużo bardziej motywujące niż pieniądze, które otrzymujemy – w ramach wygranego konkursu czy właśnie od inwestora. – Mamy przed sobą wizję spłaty zobowiązania, co nie pozwala nam zapomnieć, że nasz start-up ma jeden, główny cel: musi zacząć w którymś momencie zarabiać – wyjaśnia specjalista. W jego odczuciu kontakt z inwestorem poddawany jest także – prócz realnej oceny wydatków i przychodów – próbie emocjonalnej.
Artur Kurasiński, CEO Muse, inwestor i bloger

Decydując się na inwestora, decydujemy się na wpuszczenie do przedsiębiorstwa osoby trzeciej, z którą zwyczajnie może nam się nie układać współpraca. Pożyczka bankowa wymaga konsekwentnego działania, ale niczego więcej. Mamy dowolność w podejmowaniu decyzji i kształtowaniu przedsiębiorstwa. Bank patrzy na nas poprzez parametry finansowe, natomiast inwestor dodatkowo angażuje się w biznes osobiście. To nie zawsze może się dobrze skończyć.

Wśród polskich start-upów mamy już szereg sukcesów międzynarodowych, którym udało się zagospodarować czy wręcz: stworzyć niszę i wypłynąć na szerokie wody. Mowa choćby o Estimote, krakowskiej firmie, która jako pierwsza na świecie rozpoczęła produkcję tzw. beaconów, Brand24 – narzędziu do monitorowania sieci, Legimi – pierwszej księgarni działającej w modelu abonamentowym, Listonicu – mobilnej liście zakupów o bardzo dużych możliwościach czy JakDojade, integrującym mapy z rozkładem jazdy komunikacji miejskiej.
– Ale nie znam chyba żadnej dobrze poprowadzonej firmy, która od pierwszego dnia na rynku funkcjonowałaby dokładnie w takiej formie, w jakiej funkcjonuje dziś. Początkujący start-upowcy sądzą, że ich produkt musi być już od początku wyszlifowany. W ten sposób tracą pieniądze, pracując nad czymś, co może zostać negatywnie zweryfikowane przez klientów – podkreśla Kurasiński.

I dodaje: – Zbyt długie oszczędzanie kapitału na realizację pomysłu biznesowego może oznaczać przegapienie najlepszego momentu na inwestycję lub prześcignięcie przez innych graczy na rynku.

Nie musisz być idealny
W przypadku Kurasińskiego sytuacja była podobna. – Pracowaliśmy nad narzędziem analitycznym o szerokich możliwościach przez blisko rok, ale nagle okazało się, że nikt nie chce zapłacić za nie nawet 50 złotych. Dla jasności – zakładaliśmy zyski na poziomie kilku tysięcy złotych od każdego klienta! – tłumaczy przedsiębiorca. W obliczu dramatycznie szybko kończących się środków firma postanowiła przeanalizować potrzeby rynku i okazało się, że dużo większe zapotrzebowanie występuje w przypadku analityki kanałów wideo w YouTube.

– Trafiliśmy w trend; czas, kiedy eksplodowała popularność wielu polskich youtuberów, a firmy zaczęły rozumieć, że wideo w internecie to przyszłość marketingu. Szybko przeobraziliśmy nasz model biznesowy, wyjęliśmy z poprzedniego narzędzia najważniejsze funkcje i zaczęliśmy sprzedaż – chwyciło – opowiada Kurasiński.

Organizator Aulerów radzi na podstawie doświadczenia w kontaktach z wieloma start-upami, by na początku działalności starać się za wszelką cenę minimalizować wydatki. – Nie musimy posiadać biura ani drogich komputerów, a prototyp naszej usługi starajmy się wykonać we własnym zakresie lub wykorzystując do tego darmowe rozwiązania – wyjaśnia.

Jego zdaniem, najlepszy czas na zaciągnięcie zobowiązania finansowego jest wtedy, gdy nasz produkt przeszedł pozytywną weryfikację rynkową i zauważamy, że istnieje zainteresowanie wśród klientów.
Artur Kurasiński, CEO Muse, inwestor i bloger

Nie da się prowadzić firmy cały czas za darmo, to oczywiste. Podjęcie odpowiedzialnej decyzji o pożyczeniu pieniędzy powinniśmy zaplanować na moment, w którym nasza działalność faktycznie ruszyła. Lepiej wstrzymać się do momentu, gdy mamy produkt, a pieniądze wykorzystać nie na stworzenie firmy, a raczej na jej dynamiczny rozwój.

Z badań przeprowadzonych przez TNS Polska „Barometr ING" wynika, że mimo ogólnej niechęci do pożyczania pieniędzy Polacy są w stanie wskazać takie obszary swojego życia osobistego i zawodowego, na które uważają, że warto pożyczyć pieniądze. Z badania wynika także, że osoby, które wcześniej korzystały z pożyczek, częściej podzielają taką opinię. Ponad połowa badanych deklaruje, że w życiu należy iść wcześniej zaplanowaną ścieżką i mocno się jej trzymać. Tylko 13 proc. badanych twierdzi, że w życiu warto wykorzystywać nadarzające się szanse, nawet jeśli wiąże się to z pewnym ryzykiem.
W prowadzeniu własnego biznesu oraz w realizacji pomysłów na start-up ważne jest, aby być elastycznym, wykorzystywać nadarzające się okazje i umieć podejmować działania w odpowiednim momencie. Pożyczka może być jednym ze sposobów realizacji pomysłu na własny biznes i czynnikiem pozwalającym mu nabrać rozpędu, a w efekcie przynosić wymierne zyski.

– Jestem osobą, która planuje działania, ale z ponad 15-letniego doświadczenia wiem, że przewidywania to jedno, a rzeczywistość – to drugie. Czasami trzeba szybko podjąć decyzję, choćby błędną – wyjaśnia Kurasiński. – W biznesie kieruję się racjonalnymi przesłankami, ale czasem zdarza się, że trzeba zrobić coś ”na wariata". Nieprzewidywalność umożliwia odkrycie ścieżki, którą bała się pójść konkurencja – podkreśla przedsiębiorca. I dodaje: – Efektywny biznes polega na wyczuciu równowagi między rozsądkiem a odrobiną szaleństwa.

Partnerem cyklu jest ING Bank Śląski