
Władze warszawskiej Pragi-Południe nie wyobrażały sobie, by wczorajsze obchody związane z II wojną światową odbyły się bez udziału żołnierzy. Dlatego zacisnęły zęby i wystąpiły o asystę wojskową, by potem, w czasie samej uroczystości, wygłosić oficjalny sprzeciw wobec tego ultimatum. Gdy mimo to rozpoczęło się odczytywanie nazwisk wybranych ofiar katastrofy, część osób demonstracyjnie usiadła. Prawdziwy kompromis po polsku.
REKLAMA
Ministerstwo Obrony Narodowej postawiło sprawę jasno: albo apel smoleński, albo nici z asysty wojskowej na uroczystościach. Tymczasem lokalni politycy, zamiast równie stanowczo odmówić, dają się wikłać w smoleński szantaż PiS. Niedawno władze Gdańska, a teraz Warszawy, rozłożyły bezradnie ręce. Wielkomiejscy politycy mówią, że nie wyobrażają sobie obchodów bez udziału wojska. Może więc powinni potrenować wyobraźnię?
Cóż tak strasznego by się stało, gdyby w lokalnych uroczystościach nie uczestniczyli żołnierze? Byłoby mniej widowiskowo. Mniej uroczyście. Mniej tradycyjnie. Ale za to uroczystości byłyby bardziej godne. Wciskanie na siłę apelu smoleńskiego uwłacza pamięci zarówno poległych, jak i tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej w Smoleńsku, niezależnie od tego, czy ich nazwiska Macierewicz każe wyczytywać, czy też nie. Przeciwko takim praktykom są zarówno Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, jak i Marta Kaczyńska, córka Marii i Lecha Kaczyńskich.
Same ofiary katastrofy są dla PiS tylko rekwizytami w walce o władzę, która jest budowana na religii smoleńskiej. Poparcie dla partii można wycofać, natomiast z irracjonalnymi z definicji wierzeniami religijnymi zerwać znacznie trudniej. Przymusowy apel smoleński wzmacnia zamachowy kult PiS-u, a samorządowcy powinni mieć tego świadomość. Mając do wyboru widowiskowość lub godność, powinni postawić na to drugie.
Precedens już był. Prezydent Poznania pokazał, że nie trzeba uczestniczyć w gierkach PiS. Można oszczędzić żołnierzom konieczności uczestnictwa w partyjnej szopce. Oni nie mają wyboru, lecz rozkaz do wykonania. Lokalni politycy mogą po prostu powiedzieć "nie". Wystarczy trochę wyobraźni i odrobina odwagi. Mieszkańcy i mieszkanki Was docenią.
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
