
Zastępca ministra Macierewicza obraził dziś Francuzów, mówiąc, że to od Polaków uczyli się używać widelce. Wypowiedź, choć sama w sobie jest szokująca, to paradoksalnie tak bardzo nie powinna dziwić. To nie pierwszy raz, gdy politycy PiS obrażają swoich przeciwników w niewybredny sposób. Czy ktoś jeszcze ma szansę powstrzymać polityków partii Kaczyńskiego szkodzących wizerunkowi Polski na świecie? Lata miną, zanim uda się posprzątać ich bałagan.
"Polskich żołnierzy trudno jest przekonać do obrony państw bałtyckich. Sytuacja polskiej mniejszości na Litwie jest gorsza niż sytuacja polskiej mniejszości na Białorusi”. Dokładnie tych słów użył Jan Parys, szef gabinetu politycznego MSZ. I nie mówił tego bynajmniej na Białorusi, by przypodobać się rządzącemu tym krajem Łukaszence. Te słowa padły podczas konferencji w... Kownie. Chwilę później w litewskim radiu Parys przekonywał, że polskich szkół na Litwie jest coraz mniej i są w coraz gorszej sytuacji.
Do marszów KOD zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Tysiące ludzi co parę tygodni protestują przeciwko polityce PiS, a hasła o obronie trybunału pojawiają na sztandarach od pierwszej demonstracji. Tych, którzy maszerują, PiS określa mianem "komunistów i złodziei”, "lewaków”, "oderwanych od koryta”. W skrócie: "Najgorszy sort Polaków”. Ale przeciwko demontażu zasad demokratycznego państwa protestują nie tylko Polacy.
Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII-XIV wieku i był źródłem niby demokracji dla całej Europy
PiS nie raz podkreślał, że zależy mu na zacieśnianiu współpracy z USA, czy to w zakresie handlu, inwestycji, czy w zakresie bezpieczeństwa naszych granic. Politycy tej partii wielokrotnie krytykowali rząd PO/PSL, któremu bliżej było do Brukseli niż do Waszyngtonu, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiadano przeorientowanie naszej polityki zagranicznej. W myśl idei, że Polska będąca bliskim przyjacielem USA zyska na znaczeniu w Unii.
Kanclerstwo Merkel nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności. Ona wie, co chcę przez to powiedzieć i to wystarczy
Nasi ministrowie, łącznie z szefem dyplomacji zachowują się na światowych salonach jak słoń w składzie porcelany. Miała być dobra zmiana i jest. Zmiana. Tylko czy dobra? Mieliśmy wstać z kolan. Wstaliśmy. I czas wziąć nogi za pas, uciec, licząc na to, że wstyd ciągnący się za Polską nas nie dogoni.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
