Politycy PiS obrażają wszystkich dookoła, a siebie przedstawiają jako niewinne ofiary politycznych ataków.
Politycy PiS obrażają wszystkich dookoła, a siebie przedstawiają jako niewinne ofiary politycznych ataków. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Zastępca ministra Macierewicza obraził dziś Francuzów, mówiąc, że to od Polaków uczyli się używać widelce. Wypowiedź, choć sama w sobie jest szokująca, to paradoksalnie tak bardzo nie powinna dziwić. To nie pierwszy raz, gdy politycy PiS obrażają swoich przeciwników w niewybredny sposób. Czy ktoś jeszcze ma szansę powstrzymać polityków partii Kaczyńskiego szkodzących wizerunkowi Polski na świecie? Lata miną, zanim uda się posprzątać ich bałagan.

REKLAMA
Ostry, twardy język to znak rozpoznawczy rządów Prawa i Sprawiedliwości. "Polska nie będzie kondominium” głosił z mównicy Jarosław Kaczyński i wszyscy od razu wiedzieli, że nie będzie żadnych kompromisów z Unią. Bo „Polska musi powstać z kolan i zająć należne jej miejsce” – to kolejne hasło, które weszło już na stałe do słownika politycznego IV RP.
Na czym to wstawanie z kolan ma polegać? W skrócie można powiedzieć tak – nikomu kłaniać się nie będziemy. Nawet wówczas, gdy nakazują to zasady dobrego wychowania. Czasem wystarczyłoby trochę powściągnąć język i już tylko dzięki temu unikniętoby skandalu dyplomatycznego. Ale nie – politycy PiS nie korzystają z tej możliwości.
Parys na Litwie
"Polskich żołnierzy trudno jest przekonać do obrony państw bałtyckich. Sytuacja polskiej mniejszości na Litwie jest gorsza niż sytuacja polskiej mniejszości na Białorusi”. Dokładnie tych słów użył Jan Parys, szef gabinetu politycznego MSZ. I nie mówił tego bynajmniej na Białorusi, by przypodobać się rządzącemu tym krajem Łukaszence. Te słowa padły podczas konferencji w... Kownie. Chwilę później w litewskim radiu Parys przekonywał, że polskich szkół na Litwie jest coraz mniej i są w coraz gorszej sytuacji.
Nawet jeśli to prawda, są tysiące innych słów, by przekazać fakty w bardziej dyplomatyczny sposób. Tymczasem Jan Parys zachował się jak gość, który na proszonym obiedzie mówi, że danie mu nie smakuje, a zastawa powinna być z chińskiej porcelany. Zero taktu i wyczucia, dlatego nikogo nie zdziwiła ostra reakcja litewskiego MSZ. Rolandas Kaczinkas z litewskiego MSZ podkreślał, że nauczanie po polsku jest na Litwie od przedszkola aż po studia.
Zaczyna się mówić nieprzychylnie o Polsce tylko dlatego, że wreszcie nasz kraj zaczął bronić własnych interesów – twierdzi Beata Szydło. Nie ma sensu wchodzić zbyt głęboko w polemikę z premier, dość powiedzieć, że o Polsce zaczęło się źle mówić, gdy rząd PiS pokazał, w jaki sposób chce rządzić. Jednymi z pierwszych decyzji politycznych były próby demontażu i sparaliżowania Trybunału Konstytucyjnego. W kraju demokratycznym, gdzie nadrzędną ideą jest trójpodział władzy do czegoś takiego dochodzić nie powinno, spotkało się to z powszechną krytyką.
Kto za trybunałem ten wróg
Do marszów KOD zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Tysiące ludzi co parę tygodni protestują przeciwko polityce PiS, a hasła o obronie trybunału pojawiają na sztandarach od pierwszej demonstracji. Tych, którzy maszerują, PiS określa mianem "komunistów i złodziei”, "lewaków”, "oderwanych od koryta”. W skrócie: "Najgorszy sort Polaków”. Ale przeciwko demontażu zasad demokratycznego państwa protestują nie tylko Polacy.
Obrona Trybunału Konstytucyjnego ma miejsce nie tylko w Polsce. Za TK ujęli się członkowie Komisji Weneckiej, sprawą zajmował się także Parlament Europejski. Temat naruszania demokracji w Polsce okazał się tak nośny, że wieści o TK doleciały aż do Stanów Zjednoczonych. Trzech wpływowych senatorów napisało list, w którym stwierdzają, że niepokoją ich działania polskiego rządu zagrażające niezależności mediów i Trybunału Konstytucyjnego.
Czy ktoś w PiS zauważył tę wypowiedź senatorów, między innym Johna McCaina? Oczywiście. Słowa amerykańskich senatorów skomentował szef MON Antoni Macierewicz.
Antoni Macierewicz
Minister Obrony Narodowej

Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII-XIV wieku i był źródłem niby demokracji dla całej Europy

Fakt, że pierwszą konstytucję na świecie podpisano właśnie za Oceanem u Macierewicza nie budzi żadnych refleksji.
Plan był dobry, wyszło jak zwykle
PiS nie raz podkreślał, że zależy mu na zacieśnianiu współpracy z USA, czy to w zakresie handlu, inwestycji, czy w zakresie bezpieczeństwa naszych granic. Politycy tej partii wielokrotnie krytykowali rząd PO/PSL, któremu bliżej było do Brukseli niż do Waszyngtonu, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiadano przeorientowanie naszej polityki zagranicznej. W myśl idei, że Polska będąca bliskim przyjacielem USA zyska na znaczeniu w Unii.
Pomysł nawet niegłupi, ale chyba coś się musiało pozmieniać w kwestiach strategicznych Prawa i Sprawiedliwości. Trudno będzie zbudować serdeczne stosunki z krajem, któremu daje się do zrozumienia, że jako młoda demokracja do pięt nam nie dorasta. Mylić się będzie jednak ten, kto pomyśli, że przejęcie sterów rządu sprawiło, że PiS zmienił kurs i teraz będziemy bratać się z UE.
Bratamy się jedynie z Węgrami. Próbowaliśmy jeszcze z Wielką Brytanią, ale tu trochę nie wyszło. Budowa wspólnego frontu poniosła klęskę w chwili, gdy Brytyjczycy opowiedzieli się w referendum za wyjściem z Unii. Z "wielkich” w UE pozostają Niemcy i Francja. Niestety, PiS w ramach wstawania z kolan skłócił nas i z nimi.
Niemcy straszakiem są od dawna. Wróg odwieczny, wszystko co niemieckie to zło, no może rządowymi samochodami BMW. Hasła antyniemieckie pojawiały się od dawna. Słynne są słowa Jarosława Kaczyńskiego, sugerujące, że za wyborem wybór Angeli Merkel na kanclerza stoją jakieś ciemne siły.
Jarosław Kaczyński
Prezes Prawa i Sprawiedliwości

Kanclerstwo Merkel nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności. Ona wie, co chcę przez to powiedzieć i to wystarczy

Jednocześnie od lat przekonuje, że celem kanclerz i Niemiec jest podporządkowanie sobie Polski.
Politycy, także krajowi, zadawali sobie pytanie, jak Kaczyński wyobraża sobie siedzenie przy jednym stole z Merkel i negocjowanie spraw istotnych do Polski? W 2011 roku jednak mało kto się spodziewał, że PiS kiedyś jeszcze dojdzie do władzy. Partia Kaczyńskiego miała przypiętą łatkę "niewybieralnej”. Aż do czasu, gdy 4 lata później PiS samodzielnie stworzył rząd.
Kaczyński na fotel premiera się nie pchał, ale trudno przypuszczać, by przeszkadzały mu w tym wcześniejsze wypowiedzi pod adresem Merkel. Retoryki nie zmienił, ani on, ani posłowie PiS. Niemcy wciąż są przedstawiani jako ci, co spalili Warszawę, a teraz chcą nas sobie podporządkować.
Do antyniemieckiej nagonki po wyborach dołączyły publiczne media. Kuriozalny był materiał „Wiadomości”, które próbowały zdyskredytować Krystynę Jandę, jedną z pomysłodawczyń Czarnego Poniedziałku. Aktorce wytknięto, że promuje kosmetyki sygnowane jej nazwiskiem, które kupić można wyłącznie w niemieckiej sieci drogerii Rossmann. W domyśle – Janda nie może być patriotką, skoro chce obalić rząd i współpracuje z Niemcami.
Niemcy to nie tylko kraj na zachód od Odry i Nysy. Jan Parys ujął się za polskimi szkołami na Litwie, ale tymczasem rząd próbuje ograniczać prawa mniejszości niemieckiej w Polsce. Na Opolszczyźnie wciąż wrze po tym, jak PiS przyłączył kilka wsi do Opola. Mieszkańcy mówią wprost: "Chcieli uderzyć w mniejszość niemiecką. Oszukali nas”. A cztery lata wcześniej Kaczyński uderzył w Ślązaków, mówiąc o nich, że są zakamuflowaną opcją niemiecką.
Zawsze, gdy toczyliśmy wojnę z Niemcami, szukaliśmy sojuszników. Już przed wiekami upatrywano go we Francji, nawet mieliśmy króla znad Sekwany. I wydawać by się mogło, że właśnie o względy Francji będziemy teraz zabiegać, żeby jakoś umocnić swoja pozycję w Unii. Nie ma to jak stać u boku ważnego partnera. Nic z tego. W atmosferze skandalu zerwano negocjacje w sprawie zakupu śmigłowców wielozadaniowych. Strona polska oskarża Francuzów o zerwanie negocjacji, Airbus Helicopters obwinia o to stronę polską i na dowód publikuje list otwarty do rządu i obywateli Polski.
Mniejsza o to, czy Caracale są, czy nie są najlepszą opcją dla polskiego wojska. Jeśli rząd uznał, że ze, względów gospodarczych, społecznych czy politycznych zakup pięćdziesięciu Caracali nie może dojść do skutku, trudno. Ale zerwać umowę można to było na setki sposobów, z których każdy byłby lepszy niż ten, który wybrał rząd PiS. Antoni Macierewicz stwierdził, że Caracali nie będzie i już.
Skutek był natychmiastowy. Prezydent Francois Hollande odwołał czwartkową wizytę w Warszawie, a nasza delegacja na EURONAVAL przestaje być traktowana jako oficjalna. Prawica w Polsce zawrzała, pojawiają się głosy, że to zachowanie nieeleganckie i dziecinne. Ale czy można się dziwić Francuzom? Casus z helikopterami wskazuje na to, że polska delegacja nie jedzie na zakupy, co najwyżej kupi porcji kasztanów na placu Pigalle. Francuzi uznali, że deklaracji ze strony polskiej nie można traktować poważnie.
Bartosz Kownacki, wiceszef MON powiedział dziś, że Francuzi to ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem. Ciekawa rzecz z tymi widelcami, źródła polskojęzyczne podają, że Henryk Walezy uciekając z Polski schował do kieszeni zebrane ze stołu sztućce. Jednak zagraniczni historycy rozpowszechnienie widelców we Francji przypisują jego matce, Katarzynie Medycejskiej.
Jakby nie było, wypowiedź ministra jest poniżej wszelkiej krytyki i porównać ją można jedynie do równie głupiej wypowiedzi jego szefa, Antoniego Macierewicza, na temat amerykańskiej demokracji i tego, że tak młody kraj nas demokracji uczyć nie będzie. Wiceminister wzoruje się na swoim szefie?
W Polsce Prawo i Sprawiedliwość obraziło już lekarzy i pielęgniarki, nauczycieli, środowiska kombatanckie, żołnierzy i kobiety. Wydaje się, że dla polityków PiS najgorszą obelgą jest powiedzieć o kimś, że jest KOD-owcem. To może, choć nie musi skutkować tym, że następnych wyborów (o ile jeszcze jakieś będą) PiS nie wygra. O wiele gorzej wygląda sprawa obrażania wszystkich dookoła poza granicami naszego kraju. Bo PiS jest, ale kiedyś go nie nie będzie. Jako społeczeństwo pozbieramy się po tych rządach wcześniej czy później.
Ale jak długo trzeba będzie odbudowywać naszą pozycję za granicą? Wypowiedź Parysa pogorszyła i tak już napięte stosunki z Litwą. Słowa Kaczyńskiego i działania rządu nie przysporzyły nam sympatii w Niemczech. Wielka Brytania wychodzi z UE i przestaje być liczącym się partnerem do rozmów o naszej przyszłości w UE, a Francji właśnie pokazaliśmy figę z makiem.
Kto to wszystko posprząta?
Nasi ministrowie, łącznie z szefem dyplomacji zachowują się na światowych salonach jak słoń w składzie porcelany. Miała być dobra zmiana i jest. Zmiana. Tylko czy dobra? Mieliśmy wstać z kolan. Wstaliśmy. I czas wziąć nogi za pas, uciec, licząc na to, że wstyd ciągnący się za Polską nas nie dogoni.
Naszemu rządowi udało się w rok zepsuć wizerunek Polski jako kraju rozwijającego się, demokratycznego, po przejściach, który z uporem (i sukcesami) próbuje dogonić Zachód. Stanęliśmy w miejscu. Jedyne co rośnie to dług publiczny i lista osób obrażonych wypowiedzią tego czy innego ministra. A to dopiero rok minął od wyborów. Co będzie za trzy lata?

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl