Odnalazł się klucz do sukcesu PiS? Argumentami wyborcy nie przekonasz, bo je ignoruje i wierzy w to, co wygodne

Dla przeciętnego wyborcy najważniejsze są własne przekonania, a nie fakty
Dla przeciętnego wyborcy najważniejsze są własne przekonania, a nie fakty Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Donald Trump wygrał wybory w USA i nie przeszkodziły mu w tym nawet kłamstwa, które skrzętnie podliczały tamtejsze media. Jak to możliwe? Według amerykańskich badań wyborcy nie zwracają uwagi na fakty, a wierzą przede wszystkim w to, co im odpowiada. A jak jest w Polsce? – Psychologiczne mechanizmy u człowieka działają tak samo w każdej szerokości geograficznej – mówi w rozmowie z naTemat dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z UW.


"Moda" na celowe – lub wynikające z niewiedzy – mijanie się z faktami, jakże znana w Polsce, bardzo dobrze ma się w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsze media jeszcze w trakcie kampanii wyborczej wyliczały, jak często w swoich wypowiedziach kłamią Donald Trump oraz Hillary Clinton.


Teraz w świetle kamer został już tylko Trump, ale ta zasada nie zmieniła się. Tym bardziej, że sam Trump nadal lubi "ściemniać" czy też, jak to się teraz mówi, używać "alternatywnych faktów". Tak było choćby w przypadku słynnej przepychanki medialnej dotyczącej tego, czyja inauguracja – Trumpa czy Obamy – ściągnęła do Waszyngtonu więcej osób.

Trump oszukuje jednak częściej – choćby wczoraj po raz pierwszy wystąpił przed Kongresem, a "Washington Post" opisał trzynaście punktów, w których prezydent USA nie miał racji. A wybory i tak wygrał.

Fakty to za mało
Jak podaje "Business Insider", koronnym dowodem na ignorancję Amerykanów są dane o przestępczości (za którą odpowiedzialność Trump lubi zresztą zrzucać na imigrantów). Wynika z nich, że na tysiąc osób po dwunastym roku życia w 1993 roku niemal 80 z nich było ofiarami przestępstw. W 2015 roku ta liczba wyniosła już tylko 18,6.


Co na to Amerykanie? Rzeczywiście, jeszcze w poprzednim wieku spadało wśród nich przekonanie, że w kraju jest niebezpiecznie. Ale od 2000 roku tendencja jest odwrotna – coraz więcej mieszkańców tego kraju uważa, że w Stanach Zjednoczonych jest więcej przestępstw niż rok wcześniej. Obecnie uważa tak 70 proc. respondentów badań. A przecież powinno być dokładnie odwrotnie.

Według amerykańskich socjologów to zjawisko nazywa się "backfire effect", co oznacza mniej więcej tyle, że pewne działania przynoszą dokładnie odwrotny skutek. A te działania to przekonywanie źle poinformowanych do zmiany swoich przekonań. Z badań wynika, że używanie rzeczowych argumentów przynosi wręcz odwrotny skutek. Korzystanie z faktów do promocji swojego stanowiska sprawia, że ci o innym zdaniu zaczynają nam wierzyć nawet mniej niż wcześniej.

"Business Insider" porównuje takie działanie do próby gaszenia w kuchni płonącego oleju wodą. Choć wydaje się, że to powinno poskutkować, spowodujemy tylko więcej szkód.

Polityczne dogmaty wygrywają
W USA przeprowadzono nawet serię eksperymentów, w których badanym przedstawiono gazety z artykułami dotyczącymi stanowisk polityków, które popierały nieprawdziwe tezy. Część członków eksperymentu czytała teksty, które zawierały uzupełnienie w postaci faktów, a część tekstów takich informacji nie zawierała.

Co się okazało? Reakcja na fakty zależała od politycznego zaangażowania odbiorców danych treści. Ci, którzy wierzyli w nieprawdziwe informacje, nie dali się przekonać, kiedy poznali zobiektywizowaną prawdę. Co więcej, bardzo często ich ideologicznie motywowane poglądy ulegały wzmocnieniu.

Polska jak Ameryka
Taka postawa jest też typowa dla Polaków. Choćby dla tych wyborców PiS, którzy maniakalnie wierzą w zamach w Smoleńsku. To grupa, do której nie docierają naukowe argumenty czy zapisy z czarnych skrzynek. Nie jest także istotne, że podkomisja smoleńska stworzona przez Antoniego Macierewicza od miesięcy robi wielkie… nic. Bo przecież jej członkowie wbrew zapowiedziom nie byli nawet w Smoleńsku (!), nie byli w MAK, nie przedstawili dowodów na fałszerstwo czarnych skrzynek, nie było doniesienia do prokuratury ws. rzekomego niszczenia dokumentów, nie udało się odzyskać wraku itd. Zamiast tego mamy kolekcję medialnych wrzutek przygotowanych pod wyborcę, którego jedynym marzeniem jest stryczek dla Donalda Tuska.

Sympatycy PiS podobnie zachowują się w innych kwestiach: bronią reformy edukacji, która odbije się czkawką tysiącom polskich dzieci czy bronią do upadłego niespójnych zmian w Trybunale Konstytucyjnym i brutalnym przejęciu Telewizji Polskiej. A przecież jeszcze Lech Kaczyński mówił 9 lat temu: – Demokratyzacja i apolityczność ma polegać na tym, że to rząd w istocie mianuje szefa telewizji, no przecież to jest najczystszy w świecie żart!
Z drugiej strony za uszami mają nie tylko wyborcy PiS – oporni na wiedzę są także zwolennicy innych polskich partii.

Wychodzi z nas nie polityka, a lenistwo
– To nie jest tylko amerykański casus, po prostu człowiek jest skąpcem poznawczym. Myśli na skróty, generalnie świat ocenia metodą oszczędności poznawczej – tłumaczy Pietrzyk-Zieniewicz. Według politolog nasza "postawa wobec otaczającego świata składa się z czynników racjonalnych, emocjonalnych i dyspozycji do działania". I najczęściej to właśnie emocje biorą górę.
Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz

W konflikcie racji i emocji zwykle zarówno reagujemy, jak i przyzwyczajamy się do pewnych opinii rzeczywiście emocjonalnie. Tutaj nie ma miejsca na zobiektywizowaną, twardą, logiczną refleksję. Wreszcie przywiązujemy się do własnych opinii i jeśli mamy do wyboru czy to my jesteśmy niemądrzy, by nie powiedzieć głupi, bo głupio myśleliśmy i robiliśmy, czy też może świat zewnętrzny nie jest taki piękny i mądry, to jest rzeczą ludzką, że wybieramy, że to z tymi innymi jest coś nie tak.

I należy założyć, że będzie tylko gorzej. Bo raz, że przyzwyczajeń nie zmienimy, a dwa, że coraz łatwiej o pożywkę dla naszych sądów, swoistą "grupę wsparcia". – Człowiek ma wsparcie zewnętrzne, bo szuka takich grup odniesienia, które myślą podobnie do niego, a dzisiaj w mediach, a zwłaszcza w internecie, znajdziemy wsparcie dla każdej, nawet najbardziej kretyńskiej tezy czy opcji. Otwiera się nowy teren – zwraca uwagę politolog.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Taki hit, że rzucił pracę i założył firmę
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"