
Donald Trump wygrał wybory w USA i nie przeszkodziły mu w tym nawet kłamstwa, które skrzętnie podliczały tamtejsze media. Jak to możliwe? Według amerykańskich badań wyborcy nie zwracają uwagi na fakty, a wierzą przede wszystkim w to, co im odpowiada. A jak jest w Polsce? – Psychologiczne mechanizmy u człowieka działają tak samo w każdej szerokości geograficznej – mówi w rozmowie z naTemat dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z UW.
Jak podaje "Business Insider", koronnym dowodem na ignorancję Amerykanów są dane o przestępczości (za którą odpowiedzialność Trump lubi zresztą zrzucać na imigrantów). Wynika z nich, że na tysiąc osób po dwunastym roku życia w 1993 roku niemal 80 z nich było ofiarami przestępstw. W 2015 roku ta liczba wyniosła już tylko 18,6.
W USA przeprowadzono nawet serię eksperymentów, w których badanym przedstawiono gazety z artykułami dotyczącymi stanowisk polityków, które popierały nieprawdziwe tezy. Część członków eksperymentu czytała teksty, które zawierały uzupełnienie w postaci faktów, a część tekstów takich informacji nie zawierała.
Taka postawa jest też typowa dla Polaków. Choćby dla tych wyborców PiS, którzy maniakalnie wierzą w zamach w Smoleńsku. To grupa, do której nie docierają naukowe argumenty czy zapisy z czarnych skrzynek. Nie jest także istotne, że podkomisja smoleńska stworzona przez Antoniego Macierewicza od miesięcy robi wielkie… nic. Bo przecież jej członkowie wbrew zapowiedziom nie byli nawet w Smoleńsku (!), nie byli w MAK, nie przedstawili dowodów na fałszerstwo czarnych skrzynek, nie było doniesienia do prokuratury ws. rzekomego niszczenia dokumentów, nie udało się odzyskać wraku itd. Zamiast tego mamy kolekcję medialnych wrzutek przygotowanych pod wyborcę, którego jedynym marzeniem jest stryczek dla Donalda Tuska.
– To nie jest tylko amerykański casus, po prostu człowiek jest skąpcem poznawczym. Myśli na skróty, generalnie świat ocenia metodą oszczędności poznawczej – tłumaczy Pietrzyk-Zieniewicz. Według politolog nasza "postawa wobec otaczającego świata składa się z czynników racjonalnych, emocjonalnych i dyspozycji do działania". I najczęściej to właśnie emocje biorą górę.
W konflikcie racji i emocji zwykle zarówno reagujemy, jak i przyzwyczajamy się do pewnych opinii rzeczywiście emocjonalnie. Tutaj nie ma miejsca na zobiektywizowaną, twardą, logiczną refleksję. Wreszcie przywiązujemy się do własnych opinii i jeśli mamy do wyboru czy to my jesteśmy niemądrzy, by nie powiedzieć głupi, bo głupio myśleliśmy i robiliśmy, czy też może świat zewnętrzny nie jest taki piękny i mądry, to jest rzeczą ludzką, że wybieramy, że to z tymi innymi jest coś nie tak.
Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl
