Obrona przez atak. Macierewicz straszy posłów PO prokuraturą, jeśli złożą doniesienie o ujawnieniu tajemnic wojskowych
Obrona przez atak. Macierewicz straszy posłów PO prokuraturą, jeśli złożą doniesienie o ujawnieniu tajemnic wojskowych Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta; mon.gov.pl

Parlamentarzyści PO chcieli wyjaśnień od szefa MON, a Antoni Macierewicz przyjął strategię starą jak świat: obrony poprzez atak. Tym razem to on postraszył posłów Platformy, że jeśli zrobią to, co zapowiedzieli, to już zajmą się nimi organa podległe koledze z rządu, Zbigniewowi Ziobrze.

REKLAMA
"MON złoży zawiadomienie o fałszywych zarzutach Platformy Obywatelskiej w sprawie przetargu na śmigłowce" – głosi komunikat zamieszczony wieczorem na stronach ministerstwa obrony, a podpisany przez nową panią rzecznik, mjr Annę Pęzioł- Wójtowicz, która zastąpiła na tym stanowisku Bartłomieja Misiewicza.

(...) pragnę przypomnieć, że zgodnie z art. 238 Kodeksu karnego fałszywe zawiadamianie o popełnieniu przestępstwa jest penalizowane. Jeżeli zatem posłowie Platformy Obywatelskiej podtrzymają stanowisko w zakresie złożenia zawiadomienia do prokuratury w niniejszej sprawie, Ministrowi Obrony Narodowej nie pozostanie nic innego, jak złożyć wniosek o ściganie za złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

mon.gov.pl
Kilka dni temu pięcioro posłów PO odwiedziło gmach ministerstwa obrony, tam powitało ich dwóch zastępców Antoniego Macierewicza. Parlamentarzyści opozycji zażądali ujawnienia im dokumentów dotyczących przetargów na śmigłowce. Po ich przejrzeniu ogłosili, że wykryli "coś na kształt grupy trzymającej władzę". Ich zdaniem w MON istniał nieoficjalny ośrodek decyzyjny, który postanowił, że Polska zrezygnuje z Caracali.
To, że w grupie tej był Wacław Berczyński, nie było zaskoczeniem. W końcu on sam chwalił się, że "wykończył Caracale". Ale do tajnych dokumentów mieli też dostęp dwaj inni zaufani ministra Macierewicza, choć – jak podkreślali politycy PO – nie mieli oni odpowiednich certyfikatów. To Kazimierz Nowaczyk z podkomisji smoleńskiej oraz, a jakże, Bartłomiej Misiewicz.
MON już wcześniej zaprzeczył słowom polityków Platformy. Według ministerstwa, Antoni Macierewicz miał pełne prawo wyrazić zgodę na dostęp do danych tajnych lub ściśle tajnych i nie ma tu mowy o jakimkolwiek przekroczeniu uprawnień.