Chcieli być jak krawaciarze, a jak skończą? Narodowcy zrzucili wszystkie maski

Narodowcy przez lata budowali wizerunek poważnych polityków, teraz wracają do brunatnych, antysemickich korzeni
Narodowcy przez lata budowali wizerunek poważnych polityków, teraz wracają do brunatnych, antysemickich korzeni Fot: Waldek Sosnowski/AG
Przez lata odcinali się od radykalizmu i mozolnie budowali wizerunek miłych chłopców w garniturach i pod krawatami. Oczytanych "patriotów” i "poważnych" polityków. Ostatnie tygodnie pokazały, że cały ten "obrazek" dla naiwnych runął w gruzach.

Z jednej strony narodowcy znowu zaczynają się kojarzyć w powszechnym odbiorze z agresywnymi rasistami, antysemitami i pałkarzami, a z drugiej z żałośnie groteskowymi wyznawcami Hitlera, którzy ukryci w lesie zajadają się tortem ze swastyką z wafelków.

Straszni
Środowiska narodowe przeszły więc długą drogę, bo wrócić do punktu wyjścia. Czy wrócą też na margines polskiej polityki?

Ich ostatnie akcje to powrót do brunatnych korzeni i zaprzeczenie wszystkiemu co udało im się w ostatnich latach zbudować w tzw. mainstreamie. A przecież wiele lat próbowali wyrosnąć z krótkich spodenek skinheadów i pozbyć się łatki tępych "łysych karków".
Próba zorganizowania przez narodowców protestu pod ambasadą Izraela w Polsce mogła się zakończyć miedzynarodowym skandalem i na szczęście PiS to przewidziało zakazując manifestacji w tym miejscu. Inna sprawa, że karny powrót do prawicowego szeregu pokazał, jak wielki wpływ partia rządząca miała i nadal ma na te środowiska. Bo to PiS pozwoliło im tak urosnąć.

Niedawno wszyscy oburzali się rasistowskimi hasłami niesionymi przez narodowców podczas Marszu Niepodległości i teoriami o separatyzmie rasowym. Ostatnio pod siedzibą prezydenta Dudy mogliśmy przeczytać albo usłyszeć hasła jakby wyjęte z propagandowych, antysemickich broszurek.
Wezwania by "piątym kolumnom, jak środowisko żydowskie, odebrać pieniądze” i "koniec wesela, wracajcie do Izraela" jednoznacznie nawiązują do retoryki przedwojennych nacjonalistów i marca 1968 roku.
Choć być może to nowa i świadoma taktyka. Być może bazując na najniższych, antysemickich instynktach narodowcy myślą, że uchronią swoje organizacje przed anihilacją? Ale faktycznie popełniają polityczne seppuku.


Samotni
Jawnie antysemickiej manifestacji pod Pałacem Prezydenckim nie zdzierżyli już - jak się wydaje - nawet najwięksi admiratorzy narodowców w Sejmie. Potępili ją m.in. mocno sprzyjający tym środowiskom "nowoczesny endek” i prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz oraz Paweł Kukiz, dzięki któremu dostali się do Sejmu.
Po tym, jak narodowcy wznosili pod siedzibą prezydenta hasła: "zdejmij jarmułkę- podpisz ustawę” Kukiz umieścił na swoim oficjalnym koncie na Facebooku "szczere” przeprosiny za to, że wprowadził ich do Sejmu.
Przypomniał zarazem, że takie hasło (zdejmij jarmułkę) to "retoryka przedwojennych bojówek skrajnej prawicy nie mająca niczego wspólnego z ideą Dmowskiego z czasów Konferencji Paryskiej”. Pikietę kolegów Winnickiego i Bosaka, określił też mianem żenady. Warto przypomnieć w tym kontekście, że antysemicki przekaz narodowców był jasny, bo żona Andrzeja Dudy ma żydowskie korzenie.

Z kolei Ziemkiewicz, który sam był mocno krytykowany za antysemicki wpis o "parchach” po ostatniej pikiecie narodowców napisał m.in. na Twitterze o "budowniczych pojebbiku" (Jobbik to skrajnie prawicowa partia na Węgrzech Orbana) i "poinformował” kolegów, że w Polsce "nie ma zaplecza dla antysemityzmu".

"Obietnica zrywania z głów jarmułek’ to w III RP pewna droga na czołówki kompradorskich mediów, ale i na polityczny margines. Emocje wojny o pamięć tego nie zmieniają’ – podkreślił. Równie ostro pikietę narodowców skrytykowało wielu innych prawicowych publicystów.
Śmieszni
Ale niewinny wizerunek narodowców runął też jak domek z kart z innego powodu. Poza odsłonięciem twarzy rasistów i antysemitów ujawnili także inne kompleksy, które dotąd maskowali. Pokazali, że są po prostu śmieszni i na dodatek niezbyt lotni umysłowo.
Bo cały ruch narodowy został wręcz ośmieszony przez neonazistów z Wodzisławia, którzy świętowali urodziny Hitlera przy torcie ze swastyką z wafelków i wznosili jednocześnie toasty za zbrodniarza i "naszą ojczyzną, ukochaną Polskę”. A nie ma nic groźniejszego dla polityków i kandydatów na poważnych polityków jak śmieszność.

Jak się więc zakończy zabawa narodowców w politykę? Wydaje się że sami aż proszą się o delegalizację swoich organizacji i powrót na polityczny margines. Czyli tam gdzie ich miejsce. Chcieli być jak krawaciarze, skończą jak dresiarze?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...