
Tzw. prawicowy Twitter ma niezłe używanie. Bo - co tu kryć - wyszło naprawdę komicznie. W niedzielnej rozmowie w "Śniadaniu w Polsat News" Joannie Scheuring-Wielgus "skleiły się" dwa zupełnie inne powiedzenia. Łączy je tylko to, że w obu mowa jest o dziecku. W efekcie powstało coś na kształt "gdyby kózka nie skakała, to by babcia miała wąsy".
Politykom wpadki zdarzały się, zdarzają i zdarzać będą. Plebiscyt "Srebrne Usta" w radiowej Trójce ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, aby zabrakło kandydatów do tytułu srebrnoustego. Niektórym jednak językowe potknięcia zdarzają się częściej niż innym. Joanna Scheuring-Wielgus nie po raz pierwszy staje się obiektem drwin, często niewybrednych, ze względu na jakąś niefortunną wypowiedź.
"Cieszę, że mam takie wpadki" Najwięcej złośliwości w jej kierunku popłynęło, gdy w 2016 r. przemawiała przed Sejmem ze sceny do uczestników demonstracji przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego. "Dość dyktatury kobiet!" – zaczęła skandować ze sceny, a tłum nie bardzo wiedział, czy należy podchwycić to hasło. Posłanka Nowoczesnej kpinami się jednak nie przejęła.
Joanna Scheuring-Wielgus
Nowoczesna
Teraz jednak naraziła się na kolejną falę drwin. Na Twitterze krąży krótki fragment wypowiedzi Joanny Scheuring-Wielgus z porannej wizyty w Polsat News. Posłanka w jednym zdaniu połączyła dwa związki frazeologiczne. Wyszło bez sensu, ale za to śmiesznie.
Internautom od razu przypomniały się różne gafy Ryszarda Petru. A było ich naprawdę sporo. Wystarczy wspomnieć tę o rozmowie "na you", o "imperiach upadających w szczycie chwały", "chłopakach chodzących do ginekologów", o święcie "sześciu króli", czy kiedy przywoływał ponoć znane powiedzenie o tym, że "grzyb psuje się od góry". "Wierna uczennica Ryszarda", "Ryszard został zdetronizowany" – padło w komentarzach pod nagraniem z udziałem Scheuring-Wielgus.
