"Kler" jest jak "Ojciec chrzestny" o Kościele. Fascynuje i przeraża, a Jacek Braciak stworzył potwora

Jacek Braciak perfekcyjnie wykreował postać demonicznego księdza
Jacek Braciak perfekcyjnie wykreował postać demonicznego księdza Fot. Bartosz Mrozowski/ Materiały prasowe "Kler"
O "Klerze" nie dało się nie słyszeć - cztery twarze aktorów z plakatu prześladują nas na niemal każdym kroku, a kolejne skandale tylko zachęcają do kupna biletu. Film Wojtka Smarzowskiego podzielił Polaków na długo przed premierą. O filmie mówią wszyscy i napisano już wszystko. I większość przekazów medialnych faktycznie pokrywa się z ostatecznym dziełem.

Zacznę od tego, że "Kler" w żadnym wypadku nie jest atakiem wymierzonym w Kościół jako instytucję. Nie obraża nawet samych ludzi wierzących. W błędzie są konserwatyści, nazywający go "antypolskim" - jest wręcz przeciwnie. Osoby, które zarzucają Smarzowskiemu, że nakręcił kolejny taki sam film - też mają sporo racji. Film nie zaskakuje, ale po prostu wstyd go nie obejrzeć.
Kino autorskie Wojtka Smarzowskiego
Po krótkim zwiastunie internauci porównywali film do kina Patryki Vegi (choć tak naprawdę jest przecież odwrotnie) i ich przypuszczenia nie były do końca nietrafione. "Kler" jest skumulowanym zbiorem anegdot, ale bez pierwiastka chaosu. Smarzowski mądrze miesza klocki prostej układanki, które nawet po seansie trzeba będzie dopasować w głowie.

Ostatnio szef TVP, Jacek Kurski, określił film mianem "Drogówki 2". Trudno się nie zgodzić z tą krytyką (?), ale przecież taką stylistykę Smarzowski wypracował sobie przez lata i za to go uwielbiamy. Niestety powoli staje się przez to przewidywalny. Mocne i niespodziewane zakończenie to już nawet znak rozpoznawczy jego kina. Tak jest i z "Klerem".

Gdyby "Kler" miał podobny scenariusz, ale toczyłby się w korporacji, a bohaterowie nie należeliby do uprzywilejowanej warstwy społecznej - przeszedłby bez echa. Dlatego właśnie na festiwalu w Gdyni nie dostał głównej nagrody, a nagrodę publiczności. Po raz kolejny reżyser podjął tematykę, która mierzi wielu Polaków i za to Smarzowskiemu należy się dożywotni podziw i szacunek.
Postacie duchownych to personifikacje kontrowersji wokół Kościoła
Temat, który wziął na warsztat, to jedno. Drugi, równie ważny aspekt, to grono dobranych aktorów, bez których ten film nie miałby takiej mocy - i nie chodzi tu tylko o przyciągnięcie większej liczby ludzi do kin. Cała czwórka, którą kojarzymy z niesławnego plakatu, to absolutne crème de la crème "kina smarzowskiego" i mistrzowie w swoim gatunku.


Robert Więckiewicz niestety znów gra alkoholika, ale zdolność udawania pijanego opanował do perfekcji. Rola Arkadiusza Jakubika jest bardzo niejednoznaczna - przez długi czas nie wiemy, czy jest bestią, czy ofiarą. Chylę czoła przed Januszem Gajosem, który w filmie niczym "Ojciec chrzestny" trzęsie całą instytucją i rzuca mięsem na prawo i lewo. I robi to - cytując jego postać z "Żółtego szalika" - "doskonale". Co ciekawe - to jego pierwszy wspólny film ze Smarzowskim.
Jednak absolutną gwiazdą jest Jacek Braciak. Wykreował postać księdza dandysa-karierowicza-socjopaty. Jego ulizana grzywka i przeszywające spojrzenie przywodzi na myśl typowego seryjnego zabójcę z amerykańskich filmów. To tylko pozory. Chce awansować do Watykanu, więc szantażuje i wchodzi w układy z każdym. Co nie znaczy, że nie ma jeszcze gorszej, mrocznej strony. Sceny z demonicznym Braciakiem przerażają i fascynują równocześnie.

Nie jest wybitny, ale jest szalenie ważny
"Ile?" – to pytanie pada w filmie najczęściej. Kościół przedstawiany jest jako organizacja skorumpowana. Żądza pieniądza to największy grzech Kościoła ukazany u Smarzowskiego (i na artystycznym plakacie Andrzeja Pągowskiego). To wokół niego wszystko się obraca i przez niego ta instytucja jest nie do ruszenia. Może sobie pozwalać przez to krycie księży-pedofilów. Ten wątek też jest mocno zaznaczony w filmie.
Jednak głównym tematem, ale i głównymi bohaterami filmu, są księża (można w sumie na to wpaść patrząc na tytuł). Ludzie chorzy i ludzie zwykli, którzy pogubili się od nadmiaru władzy. To właśnie oni niszczą Kościół od środka, bo Kościół to przecież ludzie. Smarzowskiego uwiera to, że instytucja do tej pory nie rozliczyła się z pedofilią, a ten film jest ważnym głosem w dyskusji.

O ile na świecie pojawiają się druzgocące raporty o pedofilii w Kościele, o tyle w Polsce wciąż cisza. Może "Kler" zmobilizuje duszpasterzy oddolnie, kiedy przejrzą się w nim jak w lustrze? Któryś z księży pomyśli: "Źle robimy, za daleko to poszło, możemy to zmienić" albo doniesie na grzesznego kolegę z sąsiedniej parafii, tak jak jeden z bohaterów? Myślę, że właśnie tego chciał reżyser. Przeciwnicy Kościoła i tak wiedzą swoje, ci co się wahają, może i nie pójdą w niedzielę na mszę, ale to właśnie tytułowemu klerowi powinien dać do myślenia. To dla nich ten film został nakręcony.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...