Czy prezes Jarosław Kaczyński mógł nie wiedzieć o agenturalnej przeszłości Kazimierza Kujdy? To wydaje się mało prawdopodobne.
Czy prezes Jarosław Kaczyński mógł nie wiedzieć o agenturalnej przeszłości Kazimierza Kujdy? To wydaje się mało prawdopodobne. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

"Ta informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba" – zapewnił w rozmowie z Polską Agencją Prasową prezes PiS Jarosław Kaczyński, pytany o agenturalną przeszłość jednego ze swoich najbliższych współpracowników, Kazimierza Kujdy. "Wyznawcy" PiS to zapewnienie pewnie przyjmą bezkrytycznie. Pozostałym jednak w tę wersję będzie bardzo trudno uwierzyć. Fakty świadczą bowiem o tym, że słowa prezesa Kaczyńskiego brzmią raczej mało wiarygodnie.

REKLAMA

"Zielonego pojęcia nie miałem" W tej sprawie jest za wiele dziwnych przypadków i przeoczeń. Począwszy od tego, dlaczego akurat stanowisko szefa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej nie podlegało lustracji. Oświadczenia muszą składać choćby kandydaci na dyrektorów szkół publicznych (urodzeni przed dniem 1 sierpnia 1972 r.), a prezes tak ważnego urzędu nie.

Kazimierz Kujda oświadczenia lustracyjnego więc nie składał – nie można mu zatem zarzucić, że w oświadczeniu skłamał, zatajając swoją agenturalną przeszłość. Prezes Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP zapewnił, że o wszystkim dowiedział się z mediów, gdy dziennikarze natrafili na nazwisku Kujdy przy okazji prześwietlania sprawy wieżowca przy Srebrnej.

W latach 1995–98 oraz później 2008–15 Kujda pełnił bowiem funkcję prezesa zarządu spółki Srebrna, czyli – co de facto przyznał Jarosław Kaczyński – finansowego zaplecza dla jego politycznych działań. I ktoś taki od 1979 do 1987 r. był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

Nie wiedziałem. Dowiedziałem się dopiero, gdy sprawa wybuchła w mediach. Gdy powstawał zbiór zastrzeżony nie byliśmy przy władzy. Zielonego pojęcia nie miałem o sprawie. Nie ukrywam, że ta informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Nigdy nie zauważyłem niczego, co by wskazywało na to, że Kazimierz Kujda działa przeciwko nam, czy spółce, a spółka była atakowana. Zawsze się sprawdzał. wywiad dla PAP

Jarosław Kaczyński

Prawo i Sprawiedliwość

Prof. Antoni Dudek, który od roku 2000 do 2015 pracował w Instytucie Pamięci Narodowej, nie dowierza w zapewnienia Jarosława Kaczyńskiego. Zastrzega, że oczywiście "nie siedzi w głowie prezesa PiS", ale nie wydaje mu się, aby szef partii rządzącej dopiero teraz dowiedział się o tym, że Kazimierz Kujda to TW "Ryszard".

Teczkami interesował się od zawsze – Jarosław Kaczyński sam w wielu wywiadach mówił o tym otwarcie, że już jako szef Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy na początku lat 90. bardzo interesował się zawartością archiwów Służby Bezpieczeństwa. Chwalił się m.in., że się zapoznał z tzw. listą Milczanowskiego, czyli pierwszą listą osób publicznych, które miały związki z SB – przypomina prof. Dudek.

Według niego zainteresowanie Jarosława Kaczyńskiego teczkami z czasem wcale nie malało, co - jak podkreśla - jest zrozumiałe w kontekście sprawy inwigilacji prawicy prowadzonej przez UOP.

Prof. Antoni Dudek jest sceptyczny wobec zapewnienia prezesa PiS, iż ten nie wiedział o agenturalnej przeszłości Kazimierza Kujdy.
Prof. Antoni Dudek jest sceptyczny wobec zapewnienia prezesa PiS, iż ten nie wiedział o agenturalnej przeszłości Kazimierza Kujdy. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– Nota bene fakt, że nikt za to nie poniósł kary, bo sprawa się przedawniła, to skandal – dodaje historyk, tłumacząc, dlaczego prezesa PiS tak bardzo interesowały wszelkie teczki bezpieki. Przytacza przy tym fakt, który zna z czasu, gdy pracował w IPN.

Gdy Jarosław Kaczyński był premierem, jedną z najczęściej odwiedzających go osób był prezes IPN Janusz Kurtyka, którego wówczas byłem doradcą. Oczywiście prezes Kurtyka nie relacjonował mi przebiegu rozmów z panem premierem Kaczyńskim, ale zapewniam, że o pogodzie obaj panowie nie rozmawiali.

Antoni Dudek

politolog, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kard. S. Wyszyńskiego w Warszawie; od 2000 r. naczelnik Wydziału Badań Naukowych, Dokumentacji i Zbiorów Bibliotecznych w IPN, w latach 2006-10 doradca prezesa IPN, 2011-16 w składzie Rady IPN

To jednak nie wyczerpuje listy pytań w sprawie Kazimierza Kujdy i jego teczki. Jedno z podstawowych brzmi: dlaczego ta teczka tak długo pozostawała w zbiorze "Z", czyli zastrzeżonym?

Szef ABW powinien znać odpowiedź – To jest dobre pytanie, a skierowane powinno być do służb specjalnych – wyjaśnia prof. Dudek. Teczka trafiła do jawnego inwentarza dopiero wiosną 2018 r., a wzbudziła zainteresowanie teraz, gdy dziennikarze zaczęli badać sprawę Srebrnej.

Dlaczego "dopiero"? Zbiór zastrzeżony powstawał na początku lat 2000. Trafiły do niego dane tych agentów komunistycznych służb, którzy po upadku PRL podjęli współpracę z nowym wywiadem, czyli początkowo z Urzędem Ochrony Państwa, a potem z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencją Wywiadu. Dane z tego zbioru nie były w IPN, a pod kontrolą szefów poszczególnych służb.

Pod szczególną ochroną Dane tajnych współpracowników przez lata były chronione – jeśli ich ujawnienie zagrażałoby bezpieczeństwu państwa. Dziś znamy zawartość teczki Kazimierza Kujdy i trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie, dlaczego tak długo była ona w zbiorze "Z".

Kazimierz Kujda, były już szef NFOŚiGW. Podał się do dymisji w następstwie ujawnienia informacji ze zbioru zastrzeżonego o jego współpracy z SB.
Kazimierz Kujda, były już szef NFOŚiGW. Podał się do dymisji w następstwie ujawnienia informacji ze zbioru zastrzeżonego o jego współpracy z SB. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

– Moim zdaniem ujawnienie informacji z teczki pana Kujdy na początku lat 2000 w żaden sposób nie zagrażałoby bezpieczeństwu państwa, z jednym wszakże wyjątkiem - że pan Kujda był wtedy superważnym źródłem informacji dla ABW. To jest jedyna hipoteza, jaką mogę sobie wyobrazić – ocenia prof. Dudek.

Teczki ze zbioru zastrzeżonego od dawna były stopniowo ujawniane. Ostateczna likwidacja tzw. Zetki nastąpiła nowelizacją ustawy w 2016 r. Kiedy na początku roku 2017 mogli zajrzeć do niego dziennikarze, dziwili się, dlaczego tak długo to wszystko trzymano w tajemnicy, bo rewelacji wykryto niewiele – wyszło m.in., że na liście TW był aktor Jerzy Zelnik. Ale Kazimierza Kujdy wówczas na liście nie dostrzeżono.

Likwidacja zbioru zastrzeżonego miała się zakończyć w czerwcu 2017 r. – Wtedy uroczyście ogłoszono, że zbiór zastrzeżony przestał istnieć, ale nie ukrywano też, że jakąś część akt, około trzystu metrów, służby nadal obłożyły klauzulą tajności. Zapewne wśród tych teczek była wtedy i ta pana Kujdy – podejrzewa prof. Dudek.

Bardzo mało prawdopodobne Można zatem sądzić, że na przełomie 2017 i 2018 r. w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ktoś postanowił jeszcze chronić informację o agenturalnej przeszłości Kazimierza Kujdy. Kto i z jakich powodów? Raczej trudno sądzić, że szef ABW Piotr Pogonowski na te pytania odpowie. Tym bardziej, że w przeszłości obecny szef Agencji - tak jak i Kazimierz Kujda - pracował na rzecz Srebrnej. Ba, tak jak i Kujda, Pogonowski pochodzi z Siedlec.

Czy prezes Jarosław Kaczyński, który przed laty tworzył spółkę Srebrna, mógł o tym wszystkim nie wiedzieć?

– Być może w jakiś tajemniczy sposób prezes Kaczyński nie zainteresował się przeszłością jednej z osób z najbliższego otoczenia. Oczywiście ze stuprocentową pewnością wykluczyć tego nie możemy. Ale jest to bardzo mało prawdopodobne, skoro interesował się przeszłością tak wielu o wiele mniej znaczących dla niego osób – podsumowuje prof. Dudek, były przewodniczący Rady IPN, zlikwidowanej przez PiS w 2016 r.