
Po tym, jak minister Sasin powiedział, że jest problem z częścią środowiska lekarskiego, nie angażuje się w walkę z koronawirusem, podobna narracja pojawiła się w TVP. Słowom członka rządu wtóruje wojewoda Konstanty Radziwiłł, który skarży się na opór medyków. Rząd planuje ich zdyscyplinowanie. Zapytaliśmy więc parlamentarzystów PiS, którzy są lekarzami, czy sami zamierzają stawić się na pierwszej linii frontu.
REKLAMA
Podczas gdy epidemia osiąga coraz większe tempo, Zjednoczona Prawica zapowiada, że wymusi na lekarzach większe zaangażowanie w zwalczanie koronawirusa. Zdaniem rządzących w przypadku części środowiska lekarskiego jest ono zbyt małe – albo z powodu braku chęci, albo ze strachu. Od ponad doby czekamy na odpowiedź KPRM, czy wypowiedź ministra Jacka Sasina to oficjalne stanowisko rządu.
Tymczasem skontaktowaliśmy się z 14 parlamentarzystami PiS, którzy są lekarzami, by zapytać ich, czy sami zamierzają włączyć się w bezpośrednią walkę z epidemią, a także, czy słyszeli, by Zjednoczona Prawica miała plan, by w ten sposób delegować swoich polityków z wykształceniem medycznym.
Wśród parlamentarzystów PiS jest 16 lekarzy (9 posłów, 7 senatorów), ale wyłączyliśmy z tego grona wiceministra zdrowia Waldemara Kraskę. Nie kontaktowaliśmy się także z byłym ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim, który trafił do szpitala by walczyć z chorobą, ale jako pacjent.
Posłowie
Na pierwszy ogień idzie poseł Tomasz Latos, szef sejmowej komisji zdrowia. O tym, by rządzący zamierzali wysyłać parlamentarzystów do pomocy w szpitalu, nie słyszał. – Zgłoszenie się do pomocy w szpitalu to indywidualna sprawa – mówi. Zaznacza do tego, że ktoś musi pracować w parlamencie. Gdyby jednak sytuacja tego wymagała, zaoferowałby swoją pomoc. – Ja przy łóżku pacjenta nie stałem. Jestem radiologiem. Ale mógłbym odciążyć lekarzy opisując zdjęcia pacjentów podejrzanych o zakażenie koronawirusem.Andrzej Sośnierz, polityk koalicyjnego Porozumienia i szef NFZ w latach 2005-2006, na pytanie o gotowość do pomocy w szpitalu reaguje zdziwieniem. – Ja jestem wiekowy, na emeryturze – odpowiada. Jego zdaniem sytuacja nie jest aż tak zła, by liczyła się każda para rąk. – Wszystkich ogarnęła panika, a ta epidemia nie jest taka straszna – tłumaczy. Jego zdaniem błędem jest, że to szpitale mają koordynować sytuację w regionach. Sam widzi w tej roli rząd. To przez brak tej koordynacji – wyjaśnia – zdarzają się sytuacje takie jak w Nysie, gdzie pacjent zmarł w karetce przed szpitalem, bo nie było dla niego respiratora.
Jego zdaniem zdyscyplinowanie lekarzy jest potrzebne. – Rozpuściliśmy towarzystwo – ocenia. Dodaje, że wybierając ten zawód ludzie powinni mieć świadomość, że wiąże się to też z pracą w trudnych warunkach. A w takich sytuacjach państwo ma prawo zobowiązywać swoich obywateli do określonego zachowania.
– W naszym społeczeństwie, jak w każdym innym, są osoby, które zachowują się pięknie, a także takie, które prezentują tchórzostwo – mówi. Poseł Sośnierz podkreśla, że posłowie i senatorowie PiS oraz koalicjantów zostaną skrytykowani zarówno wtedy, gdy nie zgłoszą się na ochotnika na oddziały zakaźne, jak i wtedy, gdy to zrobią. Przede wszystkim jednak w jego opinii sytuacja kadrowa w opiece zdrowotnej nie jest jeszcze na tyle dramatyczna, by w grę wchodziła powszechna mobilizacja medyków. – Jednak gdyby trzeba było, to też bym poszedł – podsumowuje.
Posłanka Katarzyna Sójka prosi o przesłanie pytań mejlem. Do momentu publikacji tekstu jednak nie odpisuje. Wicemarszałek Stanisław Karczewski wysyła wiadomość, że nie może rozmawiać. Pytamy, czy tak jak wiosną zamierza zaangażować się w walkę z epidemią. Nie odpisuje. Poseł Bolesław Piecha odczytuje SMS-a, ale pozostawia go bez odpowiedzi. Anna Dąbrowska–Banaszek, Wojciech Maksymowicz i Czesław Hoc nie odbierają telefonu lub/i nie odpowiadają na wiadomość.
Telefon odbiera za to posłanka Elżbieta Płonka. Czy w obliczu dyscyplinowania lekarzy Zjednoczona Prawica sama zmobilizuje swoich medyków? – Też czekam na decyzję w tej sprawie – przyznaje polityczka PiS. Jej jednak mobilizować nikt nie musi, bo już pracuje w przychodni w Gorzowie Wielkopolskim. Przyznaje, że boi się zakażenia – podobnie jak koledzy po fachu.
– Boimy się, dlatego pracujemy w systemie hybrydowym. Część osób przyjmujemy na miejscu, przy części spraw udzielamy teleporady. Jednak często nie da się pomóc zdalnie, bo ważny jest kontakt z lekarzem. Teleporada to nie wszystko – podkreśla.
Wypowiedź ministra Sasina posłanka Płonka ocenia jako powierzchowną. Tłumaczy, że strach lekarzy byłby mniejszy, gdyby byli odpowiednio zabezpieczeni przez zakażeniem COVID–19. Podaje przykład: w jej placówce lekarze nie mają pełnej odzieży kombinezonowej, która najlepiej chroni przed złapaniem wirusa.
Zdaniem lekarki rząd mógłby podjąć kilka decyzji, by zmniejszyć niedobór medyków w ochronie zdrowia. – Kilka dni temu złożyłam interpelację do Ministerstwa Zdrowia. Celem jest to, by przyspieszyć procedury zatrudniania w Polsce lekarzy spoza Unii Europejskiej – wyjaśnia. Posłanka czeka na odpowiedź rządu.
Przeczytaj też: Te dane pokazują, jak zła jest sytuacja. Polska w europejskiej czołówce pod względem liczby zgonów
Senatorowie
Senator Dorota Czudowska, onkolożka, o planach mobilizacji parlamentarnych lekarzy ze Zjednoczonej Prawicy nic nie słyszała. Sama cały czas przyjmuje pacjentów. – Rozumiem trudną sytuację POZ (podstawowej opieki zdrowotnej – red.). Przepisuję recepty nawet na dolegliwości, które nie są związane z nowotworem – tłumaczy.Senatora Grzegorza Czeleja pytania naTemat zastają na międzynarodowej konferencji. "To pytanie nie do mnie. Od 2001 roku nie jestem praktykującym lekarzem" – odpisuje SMS–em.
Bogusława Orzechowska, kolejna senator PiS, obecnie przyjmuje chorych w POZ jako lekarz rodzinny. – Boję się, ale taki wybrałam zawód – mówi. Jej zdaniem część medyków boi się do tego stopnia, że paraliżuje to ich działania. – Na pewno są tacy lekarze, którzy nie kierują się przede wszystkim dobrostanem pacjentów – ocenia.
Nie udało się porozmawiać z senator Margaretą Budner. Z kolei senator Rafał Ślusarz telefon odebrał, ale gdy usłyszał pytania, połączenie nagle zostało przerwane. Nie odpowiedział także na inne formy kontaktu.
