Demonstracja w Wenezueli
Władze Wenezueli szukają współpracowników USA Fot. Shutterstock

Obalenie Nicolasa Maduro i postawienie go przed sądem w USA wcale nie oznacza, że w Wenezueli zapanowała anarchia. W poniedziałek władze opublikowały dekret, który rozpoczął ogólnokrajową obławę za osobami, które współpracują z Amerykanami i mogły mieć udział w ataku zakończonym pojmaniem dyktatora.

REKLAMA

Dekret został opublikowany w poniedziałek 5 stycznia, choć obowiązuje od weekendu. Władze w Caracas nakazały tamtejszej policji zatrzymanie osób, które współpracowały z USA podczas sobotniego ataku. Ten zakończył się pojmaniem Nicolasa Maduro, wywiezieniem go z kraju i postawieniem przed sądem w Nowym Jorku. W poniedziałek zarówno on, jak i jego żona Cilia Flores usłyszeli zarzuty, ale nie przyznali się do winy.

Władze Wenezueli szukają współpracowników USA

W całym kraju trwa zatem obława za tymi, którzy idą ręka w rękę z Amerykanami. A ci w minioną sobotę przeprowadzili błyskawiczny (i spektakularny) nalot na cele w Caracas oraz innych miastach. Według strony wenezuelskiej w operacji wojskowej USA zginęło 80 osób, w tym cywile i żołnierze. Po stronie amerykańskiej nie ma strat w ludziach.

Teraz policja w Wenezueli otrzymała od władz nakaz zatrzymania tych obywateli, którzy wsparli sobotni atak. Minister obrony Vladimir Padrino López stwierdził przy tym, że armia będzie gotowa do obrony niepodległości kraju i wsparcia nowych władz – rządy tymczasowo przejęła wiceprezydentka Delcy Rodriguez.

Jak pisaliśmy w naTemat, po ataku władze w Caracas wprowadziły stan wyjątkowy w całym kraju i ogłosiły pełną mobilizację wojskową. "Wprowadzamy na całym obszarze geograficznym kraju i w doskonałej jedności ludu, wojska i policji, pełną gotowość operacyjną w celu zapewnienia wolności, niepodległości i suwerenności narodu" – stwierdził Padrino López, ogłaszając gotowość do obrony kraju.

Nicolas Maduro został zdradzony przez swoich?

Pzypomnijmy, że analitycy również wskazują na wewnętrzny zamach stanu w Wenezueli, za którym mogli stać ludzie Maduro na najwyższych szczeblach władzy. Amerykanie mogli wiedzieć, gdzie znajduje się dyktator i gdzie dokładnie uderzyć.

Akcja miała miejsce podczas pełni księżyca, więc samoloty były doskonale widoczne. W rozmowie ze "SkyNews" na nietypową porę ataku zwrócił uwagę ekspert ds. broni Nic Jenzen Jones. Jego zdaniem armia USA musiała dostać kluczową informację o miejscu przebywania Maduro.

A skoro USA doskonale wiedziały, gdzie jest Maduro, wydaje się niemal pewne, że musiały także mieć wysoko postawionego informatora w Wenezueli. "Moim zdaniem bardzo szybko stanie się jasne, że wiceprezydentka Wenezueli Delcy Rodríguez zawarła układ z Amerykanami. Dlatego Amerykanom udało się tak łatwo pojmać Maduro – Delcy Rodríguez po prostu go zdradziła i w tajnym porozumieniu z USA uzgodniła, że sama zostanie nową prezydentką" – uważa np. duński analityk Lars Christensen.

"Trump powiedział to wprost na konferencji prasowej, ale żaden z dziennikarzy tego nie wychwycił. Oznacza to, że reżim nadal trzyma władzę – i tak, możliwe, że to także element układu, jaki Trump zawarł z Putinem. To NIE jest zmiana reżimu. Nie ma tu żadnej demokracji. Maduro wypada z gry, ale reżim pozostaje" – dodał. Jego zdaniem zapłatą ma być wenezuelska ropa, która trafi do Trumpa, a być może także do Putina.

Fox News podało z kolei, że Nicolasa Maduro mógł także zdradzić Diosdado Cabello, minister spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i pokoju. Cabello ma mieć tak samo duże wpływy jak Maduro. Wśród potencjalnych zdrajców dyktatora pojawia się także wspomniany Vladimir Padrino Lopez, były minister obrony Wenezueli, również wpływowa postać.